Podczas poniedziałkowego spotkania z politykami opozycji rząd przedstawił kolejne pomysły na sankcje wobec rosyjskich oligarchów posiadających majątki w Polsce, a także wobec firm działających w Polsce, które równocześnie prowadzą interesy w Rosji. I choć nie przedstawiono żadnych konkretnych projektów ustaw, rzecznik rządu Piotr Müller zapowiedział, że chodzi o konfiskatę majątków oligarchów, a także podmiotów zaangażowanych we wspieranie działań Federacji Rosyjskiej. Drugim elementem sankcji miałoby być dodatkowe opodatkowanie firm, które kontynuują tam swoją działalność. Wszystko po to, by uderzyć w rosyjską gospodarkę i powstrzymać agresję na Ukrainę.

– Nie ma możliwości, aby koncerny zasłaniały się pieniędzmi, gdy te zasilają machinę wojenną Rosji – zaznaczył Piotr Müller.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Po co zaczynać od konstytucji

Kosztowna konfiskata

Kolejna zapowiedź dotyczy naszej polityki budżetowej, a konkretnie wyłączenia wydatków na zbrojenia z progu zadłużenia publicznego. Ta zmiana, podobnie jak konfiskata mienia Rosjan, wymagałaby zmian w konstytucji.

Dziś konstytucja zabrania pozbawiania obywateli ich majątków. „Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej" – głosi jej art. 64 ust. 2.

Oznacza to zakaz konfiskaty majątków także obcokrajowców, w tym rosyjskich oligarchów i podmiotów zaangażowanych we wspieranie Federacji Rosyjskiej. Czy zatem zmiana konstytucji jest rzeczywiście potrzebna?

Prof. Andrzej Zoll uważa, że wprowadzenie możliwości konfiskaty takich majątków wymaga zmiany ustawy zasadniczej.

– Bo choć mamy przepisy karne o konfiskacie majątków, to do jej orzeczenia potrzebny jest sąd – zauważa. Zastrzega jednak, że zmiana konstytucji wymaga czasu i spełnienia wielu proceduralnych warunków i terminów.

– Nie stanie się więc to szybko. Zagrożeni konfiskatą dostaną więc czas na np. zamknięcie interesu i przeniesienie go w inne miejsce – dodaje prof. Zoll.

Przeciwny tej zmianie ustawy zasadniczej jest prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.Wyjaśnia, że prawo własności jest podstawą ustroju demokratycznego.

Czytaj więcej

PiS zaskakuje - w związku z wojną na Ukrainie chce zmieniać konstytucję

– Zwykle prawo staje się ofiarą wojny, a potem przychodzi czas na wypłatę odszkodowań. W dodatku wprowadzając instytucję konfiskaty, należałoby pamiętać o zasadzie proporcjonalności, a więc mieć pewność, że dobro, które chronimy, jest bardziej cenne od dobra poświęconego. A to w tym przypadku jest niemożliwe – ocenia. I dodaje, że kultura europejska wyłącza stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. – Taka zmiana nie rozwiązuje żadnego wojennego problemu – zauważa Ryszard Piotrowski.

Gdyby nawet rozważać zmianę konstytucji w zakresie ochrony własności (lub w dowolnym innym fragmencie), to procedura nie mogłaby być ekspresowa, jak wielu ustaw, które rządząca większość przeforsowała w ostatnich latach. Sama ustawa zasadnicza przewiduje w art. 235 szczególną procedurę jej zmiany. Trwa ona co najmniej kilka miesięcy i wymaga większości głosów, której rządząca Zjednoczona Prawica nie posiada. Opozycja podchodzi do tych propozycji z dużym dystansem.

– Nie mam zaufania do rządów PiS oraz ich intencji – powiedział po spotkaniu z rządem wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty z Nowej Lewicy.

Fiskalne nierówności

W ostatnich dniach wiele osób nawoływało do bojkotu sieci handlowych, np. Auchan, Decathlon i Leroy Merlin, które mają swoje sklepy w Polsce, a wciąż prowadzą interesy w Rosji. Jakie miałyby być konkretne podatkowe szykany wobec nich – tego rząd nie podał.

– Nie można nakładać dodatkowych podatków w Polsce na konkretne firmy bądź ich grupy, gdy w innych krajach UE nie byłyby objęte takimi obciążeniami. To naruszałoby unijną zasadę równego traktowania – mówi prof. Adam Mariański, doradca podatkowy. – Gdyby nawet rozważać takie sankcje podatkowe, to decyzja musiałaby zostać wydana przez organy UE na terenie całej Wspólnoty.

– Pozostaje pytanie, czy takie środki są celowe. Znacznie pożyteczniejsze byłoby wprowadzenie nadzwyczajnych ulg podatkowych dla polskich firm, które ucierpiały wskutek zerwania kontraktów z Rosją – sugeruje prof. Mariański.

Innym podatkowym narzędziem utrudnienia działania firmom równocześnie w Polsce i w Rosji mogłoby być wypowiedzenie polsko-rosyjskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jak zauważa Józef Banach, radca prawny i partner w kancelarii Ontilo, po takim kroku dochody takich firm w pewnych sytuacjach mogłyby być opodatkowane dwukrotnie – w Polsce i w Rosji. Oczywiście spowodowałoby to nieopłacalność biznesu.

– Jednak trzeba pamiętać, że zawarcie nowej umowy zwykle zajmuje dłuższy czas, liczony raczej w latach – zastrzega ekspert. Dodaje, że dzisiejsza ekipa rządząca Rosją kiedyś upadnie, a wtedy Polska będzie musiała na nowo układać z nią stosunki gospodarcze. – Brak umowy podatkowej mógłby stanowić w tym poważną przeszkodę – przewiduje Banach.

Pretekst do rozdawania

Kolejny pomysł, czyli wyłączenie z progu zadłużenia publicznego wydatków na armię, jest oceniany przez ekonomistów bardzo różnie.

– Obecnie staje się jasne, że silna i nowoczesna armia jest warunkiem naszego bezpieczeństwa – uważa Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. – Mówimy o wieloletnim potężnym programie wzmocnienia sił zbrojonych. Polskę stać na to, bo mamy silną gospodarkę, ale warto się zastanowić nad wyłączeniem tych wydatków z limitów zarówno na poziomie Polski, jak i całej UE.

Paweł Borys nawiązuje do sytuacji z 2020 r., gdy w reakcji na pandemię rząd uruchomił w trybie pilnym duży pakiet wydatków pomocowych, który nie był wliczany do konstytucyjnego limitu długu (obecnie wynosi on 60 proc. PKB). Ale wówczas nie trzeba było zmiany konstytucji, wystarczyły zmiany w ustawach. Borys wyjaśnia, że były to rozwiązania szybkie i jednorazowe. I na co wskazuje m.in. NIK, wypchnęły część wydatków publicznych poza kontrolę parlamentu.

Z kolei Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR, jednoznacznie opowiada się przeciwko rządowemu pomysłowi.

– Konstytucyjny limit długu nie jest żadnym problemem dla bezpieczeństwa militarnego. Rząd wskazuje, że zadłużenie Polski do 2025 r. ma spaść do 53 proc. PKB. PiS chce raczej wykorzystać wojnę do poluzowania reguł fiskalnych i zapewnienia sobie bezkarności w rozdawnictwie publicznych pieniędzy – ocenia Dudek.

Patrycja Goździowska doradca podatkowy, partner w kancelarii SSW Pragmatic Solutions

Trzeba pamiętać, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i nakładanie jakichkolwiek dodatkowych obciążeń podatkowych na konkretne firmy lub grupy firm może być postrzegane jako dyskryminacja jednych podmiotów względem drugich działających w porównywalnych warunkach. Takie obciążenia skierowane do wybranej grupy unijnych podmiotów kontynuujących współpracę z Rosją naruszałyby przecież podstawowe swobody gwarantowane traktatami o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Podobnie byłoby zresztą w sprawach ewentualnych podatków i ceł na towary sprowadzane z Rosji. Tu także obowiązuje wspólna unijna polityka celna i wszelkie decyzje podejmują władze całej Unii Europejskiej, a nie rządy państw członkowskich.

Z rozmysłem i z dużą większością

Procedura zmiany ustawy zasadniczej jest czasochłonna. Warunki określone w art. 235 Konstytucji RP są następujące:

- projekt ustawy może przedłożyć co najmniej jedna piąta ustawowej liczby posłów, Senat lub prezydent, a zmiana następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm – a następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat,

- pierwsze czytanie projektu może się odbyć nie wcześniej niż 30. dnia od przedłożenia Sejmowi,

- zmianę uchwala Sejm większością co najmniej dwóch trzecich głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów (307 posłów przy pełnej frekwencji) oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów (51 senatorów przy pełnej frekwencji),

- uchwalenie ustawy zmieniającej przepisy niektórych rozdziałów (w tym rozdziału II z gwarancjami własności) może odbyć się nie wcześniej niż 60. dnia po pierwszym czytaniu projektu,

- prezydent podpisuje ustawę w ciągu 21 dni od jej przedstawienia.