Tak wygląda rzeczywistość na polskich komisariatach. Gdy już się uda zgłosić przestępstwo, wcale nierzadko policja próbuje zaniżać wartość skradzionych rzeczy czy szkód.

Przekonał się o tym jeden z mieszkańców Warszawy, który składał zawiadomienie o włamaniu do jego samochodu. Kiedy odpowiedział na pytanie, na jaką kwotę szacuje wartość szkód, okazało się, że na zbyt wysoką. Policjantka, która spisywała jego zeznania, po konsultacji z przełożonym stwierdziła, że to niemożliwe, aby szkody tyle wynosiły i poszkodowany musi ich wartość obniżyć. I chociaż przełożony policjantki nawet tego pojazdu nie widział, wiedział lepiej od zgłaszającego, jakie szkody wyrządzili sprawcy włamania.

Najważniejsze to zniechęcić

Inny przykład, również z Warszawy.

– Jest pan pewien, że został okradziony? Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna. W ten sposób mógł pan sam podrzeć sobie płaszcz. Moja mama jest krawcową i się na tym znam – usłyszał okradziony od policjanta.

Kobieta, której zerwano w tramwaju złoty łańcuszek, czekała dwie godziny, aż będzie mogła zgłosić kradzież. Kilka osób z kolejki zrezygnowało. Zrobiła awanturę. Ktoś wreszcie zgodził się z nią porozmawiać. Usłyszała pytanie: a po co właściwie chce to pani zgłosić?

W innym komisariacie, tym razem na południu kraju, policjanci zamiast szukać sprawców kradzieży dokumentów, wystawiali zgłaszającym zaświadczenie o ich zagubieniu.

Policjanci zmieniają kwalifikację z przestępstwa na wykroczenie albo unikają przyjmowania zgłoszeń włamań czy drobnych kradzieży, bo są trudne do wykrycia, a więc zaniżają statystyki. Proceder wpływa na wyniki osiągane przez jednostkę.

– Każdy w policji się zaklina, że statystyka jest tylko narzędziem do mierzenia przestępczości, ale stała się swego rodzaju bożkiem. Przywiązuje się do niej zbyt dużą wagę – ocenia Sławomir Koniuszy, przewodniczący NSZZ Policjantów województwa warmińsko-mazurskiego.

Do manipulowania danymi przymuszają sami przełożeni.

– Szeregowi policjanci nie czerpią z tego tytułu odczuwalnych korzyści. Wyższa wykrywalność przestępstw i niższa przestępczość mogą mieć wpływ na wynagrodzenie kierowników jednostek, ale i tak ich nagrody nieznacznie podnoszą pensje – mówi Andrzej Szary, przewodniczący NSZZ Policjantów województwa wielkopolskiego. I dodaje, że przyczyna manipulowania danymi tkwi gdzie indziej. Żaden komendant nie chce być najgorszy. Dlatego wywiera presję na podwładnych. Ci zaś poddają się naciskom.

Ma być wysoka skuteczność

W policyjnym raporcie za zeszły rok można przeczytać, że w 2012 r. utrzymała się wysoka wykrywalność sprawców przestępstw – 67,8 proc. Oznacza to, że średnio na każde trzy popełnione przestępstwa w ponad dwóch zostaje wskazany podejrzany.

W 2012 r. policja wszczęła 950 860 postępowań przygotowawczych, czyli o 3,1 proc. mniej niż w okresie styczeń – grudzień 2011 r. Liczba wszczętych postępowań zmniejszyła się o 30 620, czyli co dzień średnio w Polsce przestępstw było mniej o 85. Spadła liczba zarówno poważnych przestępstw kryminalnych (zabójstwa, rozboje z bronią lub niebezpiecznym narzędziem), jak i tych mniej groźnych w skutkach, lecz uciążliwych dla obywateli (drobne kradzieże lub uszkodzenia mienia).

W policyjne dane trudno jednak wierzyć, zwłaszcza tym, którym przyszło zgłaszać popełnienie przestępstwa na komisariacie.

Na manipulowanie danymi zwracał też uwagę rzecznik praw obywatelskich.

– Funkcjonariusze namawiają lub zmuszają nieletnich do przyznawania się do czynów karalnych, których nie popełnili. Z informacji uzyskanych z anonimowego źródła wynika, że przyczyną stosowania przez policjantów tego typu praktyk może być stawiany im przez przełożonych wymóg podnoszenia statystyk wykrywalności przestępstw, a tym samym tworzenie jedynie pozorów rosnącej skuteczności działań policji – zauważa Stanisław Trociuk, zastępca rzecznika w piśmie do komendanta głównego policji.

Choć kłamią, są bezkarni

– Zniechęcanie do złożenia zawiadomienia o przestępstwie czy jakakolwiek inna próba manipulowania policyjnymi statystykami pociągają za sobą konsekwencje natury dyscyplinarnej lub karnej – ostrzega Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji.

Policjanci żonglujący danymi najczęściej jednak pozostają bezkarni.

– W ciągu ostatnich pięciu lat na terenie całego województwa podlaskiego nie było prowadzone żadne postępowanie przeciwko policjantom manipulującym statystykami – informuje Justyna Aćman z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Na jaw wychodzą tylko pojedyncze przypadki. Kartuski sąd przeszło dwa lata temu warunkowo umorzył postępowanie wobec sześciu policjantów z posterunku w Żukowie. Byli oni oskarżeni m.in. o manipulowanie danymi poprzez zaniżanie wartości szkód wyrządzonych przez sprawców. Sąd stwierdził, że ich wina nie ulega wątpliwości, ale szkodliwość czynów, które popełnili, jest znikoma. Były komendant żukowskiego posterunku został uniewinniony.