Już prawie trzy czwarte pracujących Polaków ocenia w najnowszym badaniu firmy doradczej Human Power, że są w kiepskiej kondycji. Jeszcze więcej, bo prawie ośmiu na dziesięciu czuje się zmęczonych, a niemal 70 proc. mówi o przytłoczeniu pracą. To zmęczenie przekłada się na niepokojące dla firm i ich klientów efekty; prawie co drugi badany wskazał, że popełnia teraz więcej błędów.

– Samo zmęczenie nie jest niczym złym. To naturalny stan po okresie mobilizacji i sygnał, że potrzebna jest regeneracja – przypomina Małgorzata Czernecka, psycholog, ekspertka ds. wellbeingu i zarządzania energią oraz szefowa Human Power.

Presja ciągłych zmian

Problem zaczyna się wtedy, gdy nie możemy albo nie potrafimy zwolnić. Nie ułatwia tego odczuwana przez wiele osób rosnąca presja związana z wielozadaniowością, dużą liczbą priorytetów, koniecznością częstego podejmowania decyzji oraz dużą zmiennością i niepewnością.

Tę niepewność zwiększa obawa przed spowolnieniem w gospodarce, które pogorszyć może koniunkturę na rynku pracy. Już to sygnalizuje malejąca od kilku miesięcy liczba ofert na portalach rekrutacyjnych. Według badań firmy doradczej Kincentric, pomimo rekordowo niskiego bezrobocia Polacy odczuwają mniejszą stabilność zatrudnienia niż pracownicy z Europy Zachodniej. Wzrosło natomiast (w porównaniu z minionym rokiem) nasze zaangażowanie i lojalność.

Magdalena Warzybok, dyrektor zarządzająca Kincentric Poland, tłumaczy to rosnącym niepokojem o przyszłość. Zmniejsza on chęci do zmiany pracy, która zawsze wiąże się z ryzykiem, zwiększonym w czasach spowolnienia. Z nowymi pracownikami łatwiej się przecież rozstać, zwłaszcza gdy są na okresie próbnym.

– W takich warunkach nasz układ nerwowy nie ma czasu na adaptację, co osłabia też nasz układ hormonalny – zaznacza Czernecka. Tego czasu na adaptację brakuje nam od dwóch lat. Najpierw w 2020 r. wybuch pandemii Covid-19, potem w 2021 r. kolejna fala pandemii, a teraz wojna w Ukrainie stały się powodem niepewności i zmian.

– Od dwóch lat nie udaje się nam spokojnie funkcjonować, wrócić do dawnych rytuałów. Cały czas zachodzą zmiany, w których próbujemy się odnaleźć, co kosztuje nas dużo energii – podkreśla szefowa Human Power. Co gorsza te zmiany, często przychodzące z zewnątrz, wywołują w nas wiele trudnych emocji: niepewność, lęk, frustrację, poczucie braku kontroli i zagrożenia. Do tego dochodzi przeładowanie pracą.

Nowy wymiar BHP

To wszystko przyczyniło się w zeszłym roku do tzw. Great Resignation, czyli fali odejść pracowników, która w Polsce przybrała formę wielkiej rotacji – czyli fali zmian pracy w poszukiwaniu wyższego wynagrodzenia. W firmach zaczęło przybywać nieobsadzonych miejsc pracy. W takich warunkach maleje odporność na stres, otwartość na nowe projekty i na zmiany, gdyż efektem psychicznego przemęczenia jest często bierny opór.

Jego przejawy? – Chroniąc swoje ograniczone zasoby psychiczne, ludzie podchodzą z dystansem do nowych pomysłów i zadań, milczą na spotkaniach, niechętnie poświęcają czas i energię na pomoc innym, unikają brania odpowiedzialności – wylicza Małgorzata Czernecka. Takie zachowania niepokoją już przełożonych, którzy sami mają podobne problemy. Szczególnie zagrożeni są menedżerowie średniego szczebla poddani podwójnej presji – ze strony podwładnych i przełożonych.

W warunkach gorszej koniunktury i przemęczenia ludzi będzie im trudniej osiągać oczekiwane przez „górę” rezultaty. To mało optymistyczna perspektywa dla pracowników, ich szefów, a także firm. Pracownicy rzadziej będą mogli liczyć na wsparcie przemęczonych kolegów i sfrustrowanych szefów, zwiększy się poziom napięcia, co z kolei może utrudnić firmom osiąganie dobrych wyników.

Jak sobie z tą sytuacją radzić? Zdaniem szefowej Human Power firmy powinny zacząć od menedżerów (zwłaszcza tych średniego szczebla), szkoląc ich z dbałości o siebie – zarówno fizycznej, jak i mentalnej. – Powinno być to obowiązkowym szkoleniem, tak jak szkolenie BHP – zauważa Czernecka.

Owoce nie wystarczą

Z kolei szefowie powinni tworzyć podwładnym przestrzeń, by mogli próbować nowego podejścia do zadań, by pracowali jeszcze bardziej elastycznie i nauczyli się zmieniać priorytety, jeśli nie ma możliwości, aby je osiągać. Zdaniem psycholog nadchodzi czas, w którym liczyć się będzie większa elastyczność i pytanie ludzi, czego potrzebują, żeby osiągać wyniki.

Bardzo ryzykowne może być natomiast typowe kryzysowe podejście „tniemy koszty i dociskamy ludzi”, nawet jeśli będzie wspierane standardowymi działaniami wellbeing typu owoce czy masaże w biurze. – Potrzebna jest zmiana sposobu myślenia; warto dać ludziom wsparcie w wymyślaniu nowych sposobów realizacji zadań, bardziej im zaufać i zapewnić więcej elastyczności – podkreśla Czernecka. I zaznacza, każdy powinien uczyć się odpowiedzialności za swoje życie i kondycję psychofizyczną – nie czekając, aż zrobi to za niego pracodawca. Tymczasem sporo osób bierze na siebie zbyt wiele obowiązków, przekraczając swoje granice. Efektem jest często przemęczenie, złość i frustracja, zwłaszcza gdy ocenę projektu traktujemy jak ocenę własnego życia.

– Trzeba dbać o podstawy, ale też zapewniać sobie małe przyjemności, które zasilają naszą energię witalną; np. spotkania z przyjaciółmi, czas na teatr, kino, aktywność fizyczną. W zabieganym świecie musimy to planować podobnie jak zadania do wykonania.