W ostatnim miesiącu 2013 r. przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 2,7 proc., podał wczoraj GUS. To dosyć umiarkowany wzrost, bo przewidywania rynkowe mówiły o 3,2 proc., a w listopadzie było to nawet 3,1 proc.

Grudniowe wyniki zaważyły na tym, że cały w 2013 r. pod względem wzrostu płac nominalnych nie należał do najbardziej udanych. W sumie wyniósł o 2,9 proc., co jest najniższym wskaźnikiem do 2003 r.

Znacznie lepiej wyglądał jednak ten rok pod względem realnego wzrostu płac – po uwzględnieniu zmian cen. Wyniósł on ok. 2 proc. czyli najwięcej od 2008 r. (w 2008 r. było to 6,1 proc., w 2009 r. 1,1 proc., a w 2012 odnotowano nawet spadek – 0 0,2 proc.).

Z kolei zatrudnienie w firmach w całym 2013 r. spadło o 1 proc. Ale to przede wszystkich efekt pogorszenia w pierwszej połowie roku, w tej drugiej już zaczęła się poprawa. W samym grudniu zatrudnienie wzrosło o 0,3 proc. (w porównaniu z sytuacją rok wcześniej).

– W przedsiębiorstwach pracowało o 16,8 tys. więcej osób niż rok temu, co wskazuje co świadczy, o tym, że sytuacja na rynku pracy powoli się poprawia – komentuje Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Ekonomiści mają nadzieję, że ta powolna poprawa na rynku pracy będzie także kontynuowana w 2014 r. – Nie będzie to radykalna poprawa. Bezrobocie będzie nadal wysokie – zastrzega Krzysztoszek. Stopa bezrobocia na koniec 2013 r., jak wynika ze wstępnych danych, wyniosła na koniec 2013 r. 13,4 proc. (tyle co na koniec 2012 r.). – Na silniejszy wzrost zatrudnienia przyjdzie poczekać co najmniej do drugiej połowy 2014 r. – dodaje ekonomistka.

Szybciej niż zatrudnienie mogą rosnąć płace, choć też nominalnie nie będą to imponujące wzrosty. – W najbliższych miesiącach wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw będzie umiarkowany mimo dalszego stopniowego zwiększenia zatrudnienia w tym sektorze – uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Polska. Przy utrzymującej się jednak na początku roku niskiej inflacji, siła nabywcza gospodarstw domowych może rosnąć, co wspierać będzie konsumpcję i ożywienie gospodarcze.