- Mieszkańcy Szkocji przemówili, teraz czas, byśmy zdecydowali o naszej przyszłości - powiedziała Sturgeon po wyborach do Izby Gmin, w których jej Szkocka Partia Narodowa zdobyła 48 mandatów, o 13 więcej niż przed dwoma laty.
- To przełomowy moment dla Szkocji - podkreśliła Sturgeon.
Jej zdaniem wyniki wyborów do Izby Gmin w Szkocji pokazują, że większość Szkotów chce "innej przyszłości niż ta wybrana przez resztę Wielkiej Brytanii".
- On (Boris Johnson, premier, lider torysów) nie ma mandatu, by wyprowadzić Szkocję z UE - oświadczyła szefowa szkockiego rządu.
- Jako lider partii, która przegrała w Szkocji, nie ma prawa stać na naszej drodze - dodała.
Zapewniła też, że nie ma zamiaru prosić Borisa Johnsona lub innego polityka z Westminsteru (siedziba Izby Gmin) o zgodę na rozpisanie referendum ws. niepodległości kraju.
Jak stwierdziła chce "egzekwować demokratyczne prawa mieszkańców Szkocji do określenia przez nich przyszłości kraju".
- Jako że obawiam się co rząd torysów szykuje dla Szkocji, prawo do decydowania przez nas o naszej przyszłości nigdy nie było tak ważne - oświadczyła Sturgeon.
Sturgeon mówiła też, że "zdecydowana większość Szkotów chce pozostać w UE" - na co wskazują i wyniki referendum z 2016 roku (62 proc. mieszkańców Szkocji zagłosowało za pozostaniem w Unii) i wyniki obecnych wyborów, w których większość Szkotów głosowało na Szkocką Partię Narodową.
Poprzednie referendum ws. niepodległości Szkocji odbyło się w 2014 roku. Wówczas większość zdobyli w nim zwolennicy pozostania Szkocji w składzie Zjednoczonego Królestwa.
W wyborach z 12 grudnia w 59 okręgach wyborczych na terenie Szkocji, SNP wygrało w 48. W porównaniu do wyborów z 2017 roku torysi stracili w Szkocji siedem mandatów (wygrali w sześciu), Partia Pracy straciła sześć mandatów (w Szkocji zdobyła tylko jeden mandat), swój stan posiadania utrzymali Liberalni Demokraci (mają cztery mandaty, tak jak po wyborach z 2017 roku).