Tych uroczystych początków kampanii było już kilka – SLD dwukrotnie prezentował listy kandydatów do PE.

Jednak niedzielna inauguracja będzie inna niż wszystkie, bo połączona z obchodami 15-lecia istnienia SLD jako partii politycznej.

Sojusz Lewicy Demokratycznej jako koalicja wyborcza występował na scenie politycznej od początku lat 90. Dopiero w 1999 r. został przekształcony w partię polityczną i w takiej formule zdobył blisko 42 proc. głosów w wyborach parlamentarnych w 2001 roku. O czasach chwały SLD przypomną historyczne zdjęcia i filmy, które będą prezentowane w małych salach warszawskiego Teatru Palladium, w którym odbędzie się impreza.

1000 gości

Część wspomnieniową poprowadzą Katarzyna Piekarska, była wiceprzewodnicząca SLD, i Michał Tober, były rzecznik rządu Leszka Millera.

Oboje 15 lat temu rejestrowali nową partię. Tober, z zawodu radca prawny, praktycznie zerwał z polityką, ale Piekarska ciągle jest aktywną działaczką, aktualnie radną wojewódzką SLD. Rozmach imprezy też będzie przypominał stare dobre czasy, gdy Sojusz szedł po władzę.

– Zaprosiliśmy 1000 osób, wszystkich, którzy pełnili w SLD ważne funkcje, i topowy zespół muzyczny – opowiada w rozmowie z „Rz" Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny Sojuszu.

W 2001 roku podczas konwencji wyborczej SLD zagrał również topowy wówczas zespół Ich Troje, a Michał Wiśniewski zaśpiewał słynne zdanie: „a wszystko to, bo Leszka kocham". Tym razem takich atrakcji nie można się spodziewać. I mimo wszystko wiele ważnych postaci SLD, np. Marka Borowskiego, byłego marszałka Sejmu, czy ekspremiera Włodzimierza Cimoszewicza, nie będzie, bo dziś znajdują się poza partią.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Patrzeć za siebie

– To jest jednak konwencja partyjna, część wspomnieniowa to będzie zaledwie 20 procent tej imprezy – tłumaczy Gawkowski. – Ale przygotowaliśmy niespodziankę dla byłych ważnych członków SLD – wszyscy dostaną piękny album poświęcony historii Sojuszu.

Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, nie jest przekonany, czy oglądanie się za siebie to dobry pomysł na inaugurację kampanii.

– Oczywiście warto się pochwalić własnymi dokonaniami, ale każda partia ma swoje czasy świetności, a w czasach rządu Leszka Millera obok wprowadzenia Polski do Unii Europejskiej, na co zresztą pracowały poprzednie ekipy, było też kilka negatywnych spraw – mówi Biskup i przypomina aferę Rywina, starachowicką czy Orlenu, które doprowadziły do odejścia Millera ze stanowiska szefa rządu i drastycznego spadku poparcia dla SLD.

– Rozumiem, że przekaz oparty na wspomnieniach czasów świetności jest kierowany do żelaznego elektoratu albo nawet do działaczy z takim przesłaniem, że jak będą ciężko pracować, to czasy świetności powrócą – mówi politolog.

– Jeżeli tak, to ma to sens. Ale jeżeli jest to przekaz adresowany do wszystkich wyborców, to nie wróżę tej koncepcji sukcesów, bo nowych wyborców raczej się w ten sposób nie pozyska.

W części poświęconej bieżącym wydarzeniom wystąpi Leszek Miller, a także Krystyna Łybacka, kandydatka do PE z Wielkopolski, i Wojciech Olejniczak, kandydat z Warszawy. To ta dwójka będzie twarzą kampanii do europarlamentu.

– Kobieta i mężczyzna, doświadczenie i młodość – tłumaczy ten wybór Gawkowski.

Jak trafić ?do nowych wyborców

Ale i tu nie zabraknie akcentów historycznych. Miller ma mówić m.in. o niewykorzystanych szansach Polski w Europie.

– Taki negatywny przekaz też nie otwiera Sojuszu na nowych wyborców – komentuje Biskup. – Lepiej byłoby powiedzieć, co zrobić, żeby te szanse odzyskać. Sojuszowi, który stracił ostatnio trochę sympatyków, potrzeba jest wizja, a nie wspomnienia.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.olczyk@rp.pl