W środę po południu wybuchł pożar na dwóch statkach w egipskim porcie Damietta nad Morzem Śródziemnym. O przyczynach Egipcjanie na początku milczeli. Ostatecznie przyznali, że to wynik ataku dronów. Powiedział to w czwartek sam prezydent Abd al-Fatah Sisi.
Ale kto dokonał ataku? Tego Egipcjanie oficjalnie nie ogłaszają, mówią o prowadzonym śledztwie. Jeżeli stoi za tym Iran, bezpośrednio lub poprzez swoich sojuszników takich jak jemeńscy Huti czy libański Hezbollah, to konsekwencje byłyby bardzo poważne.
Egipski wywiad i jego kontakty z irańskimi strażnikami rewolucji
– Byłby wewnętrzny nacisk na władze, by odpowiedziały, a bardzo tego nie chcą – mówi „Rzeczpospolitej” Said Sadek, czołowy egipski politolog, wykładowca na prywatnym uniwersytecie w Aleksandrii.
Nie chodzi o odpowiedź militarną, ta jest bardzo mało prawdopodobna. Lecz o polityczną. Na początek wyproszenie szefa irańskiej placówki dyplomatycznej z Kairu. Najważniejsze jest jednak coś innego.
Czytaj więcej
Reżim ajatollahów nie traci nadziei, że pozbędzie się USA z regionu. Dla krajów z drugiej strony Zatoki Perskiej byłoby to egzystencjalnym zagrożen...
– Egipski wywiad ma bezpośrednie kontakty z kluczowym w Teheranie Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Dzięki temu do Irańczyków docierają ważne przesłania od Amerykanów oraz mediatorów z innych krajów muzułmańskich i w odwrotną stronę również. Teraz to wszystko mogłoby się skończyć. Jeżeli to dzieło Irańczyków lub ich sojuszników, to nie byłoby już kanału komunikacji, nie byłoby rozmów z udziałem egipskiego wywiadu. Wszystko, co Egipt zainwestował politycznie, zostałoby stracone. Nic dziwnego, że nie chce eskalować – tłumaczy dr Sadek.
Egipt – obok Pakistanu, Kataru, Turcji, a czasem i Omanu – od miesięcy uczestniczy w mediacjach między Waszyngtonem i Teheranem, mających na celu zakończenie wojny, którą USA wraz z Izraelem rozpoczęły 28 lutego.
Znaczenie portu w Damietcie. Bajecznie bogaci turyści znad Zatoki Perskiej
Damietta to ważny port dla egipskiej gospodarki, na dodatek jeden z nielicznych w regionie, specjalizujący się w obsłudze statków przewożących gaz skroplony. Leży kilkadziesiąt kilometrów na zachód od śródziemnomorskiego końca Kanału Sueskiego. Dron trafił w statek należący do amerykańskiego armatora.
– To dobrze wybrany cel. Wygląda tak, jakby ktoś chciał, żeby Egipt stał się częścią tej wojny, choć nie w takim natężeniu jak Jordania czy Kuwejt. Od razu uderzyło to w kurs egipskiego funta. Egipt był do tej pory wyspą spokoju, nie chcemy być w to wciągnięci. Dla władz gospodarka to priorytet – mówi Said Sadek.
Czytaj więcej
Egipcjanin Abd al-Fatah Sisi stał się najbardziej pożądanym przez Zachód przywódcą arabskim. Unii jest niezbędny: powstrzymuje miliony nielegalnych...
Eskalacja oznaczałaby problemy dla turystyki, kluczowego sektora egipskiej gospodarki. Polacy jeżdżą raczej nad Morze Czerwone i najchętniej nie w okresie letnim, lecz jesienią i wiosną. Północne wybrzeża Egiptu to ulubiony region majętnych turystów arabskich. I to właśnie w lecie, gdy u nich, nad Zatoką Perską, na plaży trudno wytrzymać. Tak bogatych turystów Egipt nie chce utracić.
Kto zaatakował egipski port? Lista podejrzewanych
Do ataku nikt się nie przyznał. Irańczycy i ich sojusznicy zaprzeczyli, że to oni. Amerykański dziennik „Wall Street Journal” napisał jednak, że Egipt po cichu oskarżył Irańczyków. Powołał się na niewymienionych z nazwiska egipskich urzędników zorientowanych w sprawie. Od publikacji upłynęła ponad doba i żadnego oficjalnego potwierdzenia nie ma.
– Atak na terminal LNG byłby zgodny ze strategią Iranu. Wykorzystuje transport gazu i ropy w roli zakładnika, próbując osiągnąć cele regionalne, a także globalne. Z tego powodu Irańczycy kontrolują cieśninę Ormuz i skłaniają jemeńskich Hutich do kontroli cieśniny Bab al-Mandab [wrota do Morza Czerwonego]. Mogliby zaatakować Damiettę, by pokazać, że nigdzie nie jest bezpiecznie, jeżeli chodzi o transport ropy i gazu. Ale dowodów jeszcze nie ma – podkreśla Said Sadek.
Czytaj więcej
To nieprawda, że na naszym terytorium toczy się wojna zastępcza między Arabią Saudyjską a Iranem - podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” jemeński...
Jego zdaniem nie zrobili tego odżegnujący się od dronowego ataku jemeńscy Huti. Bo Egipt utrzymuje z nimi niezłe stosunki i służy w roli pośrednika w ich negocjacjach z Arabią Saudyjską. – Inny sojusznik Teheranu, Hezbollah, jest zajęty w Libanie. Są jeszcze szyickie milicje w Iraku, to może jedna z nich, albo był to atak z jakiegoś statku na Morzu Czerwonym – zastanawia się politolog z uniwersytetu w Aleksandrii.
W arabskim internecie pojawia się też wersja izraelska. Także Iran sugeruje, że mogło chodzić o „operację pod fałszywą flagą” w wykonaniu Izraela. Oficjalnie wypowiedział się w tej sprawie szef irańskiej dyplomacji Abbas Araghczi. I nagłośniły to egipskie media rządowe.
– Wszyscy [w regionie] musimy zachować czujność wobec izraelskich spisków i operacji pod fałszywą flagą, mających na celu szkodzenie wysiłkom pokojowym – powiedział Araghczi. Stanowczo podkreślił, że Egipt to dla Iranu „ważny przyjaciel i partner”. Wspomniał też, że Izrael rozbija „muzułmańską solidarność”.
Egipt zaangażowany w sprawy Strefy Gazy i Libii
Z atakiem dronów na Damiettę zbiegło się czasowo kilka innych ważnych dla Egiptu wydarzeń w regionie – jedno dotyczy Strefy Gazy, dwa rozgrywały się i rozgrywają się w Libii oraz w Tunezji.
Po ataku, w czwartek, Hamas zgodził się rozbroić w Strefie Gazy - co prezydent USA Donald Trump uznał za „historyczne” osiągnięcie Rady Pokoju, której powołanie zaproponował we wrześniu zeszłego roku, a na początku tego roku oficjalnie zainaugurował jej działalność. To było przed wybuchem wojny irańskiej. Potem o Radzie było cicho, podobnie jak o Strefie Gazy.
Teraz temat Gazy powrócił z dużą siłą. A rozmowy, dzięki którym Hamas zgodził się na rozbrojenie, odbywały się w Kairze. Egipcjanie wraz z Katarczykami i Turkami występowali w roli mediatorów. Nie jest jednak jasne, czy Izrael zaakceptuje nowe porozumienie. Bo jak podkreślają palestyńscy radykałowie, przewiduje ono, że Izraelczycy zakończą „wszelkie formy agresji” w Strefie Gazy. Za nieakceptowalne porozumienie już uznał izraelski minister bezpieczeństwa Itamar Ben-Gewir, któremu wcześniej udawało się niszczyć inicjatywy pokojowe.
Czytaj więcej
W piątek Libijczycy mieli wreszcie wybierać prezydenta. Jeszcze poczekają.
W sąsiadującej z Egiptem od zachodu Libii dochodzi do protestów, które wywołały wyłączenia prądu. To kraj potencjalnie bogaty dzięki złożom surowców energetycznych, ale borykający się ze skutkami rewolucji z 2011 r. i późniejszych wojen. Wciąż podzielony, mający dwa konkurencyjne rządy – jeden na zachodzie, a drugi na wschodzie. W ostatnich dniach nasiliły się próby zjednoczenia rządów i armii. Naciskają na to Amerykanie, a wspierają ich Egipcjanie i Turcy. Takie zjednoczenie mogłoby być korzystne dla Europy – Libia to bliskie źródło ropy.
„Dyktatorze, odejdź!” Protesty w Tunezji źle się kojarzą prezydentowi Egiptu
Protesty, również spowodowane jeszcze dotkliwszymi niż w Libii wyłączeniami prądu, przetaczają się również przez Tunezję. Tam pojawiły się hasła odsunięcia od władzy prezydenta Kaisa Saieda, który nie tylko nie radzi sobie gospodarczo, ale i likwiduje demokrację i pluralizm, a nimi po rewolucji 2011 r. Tunezja się przez jakiś czas wyróżniała.
Hasła „Odejdź!” czy „Precz!” padały też na demonstracjach kilkanaście lat temu. Ówczesny bunt, zwany arabską wiosną, doprowadził do upadku kilku dyktatorów, pierwszy był Tunezyjczyk Zin al-Abidin Ben Ali. Następny – Egipcjanin Hosni Mubarak.
Czytaj więcej
Egipski sąd potrzymał najwyższy wyrok dla obalonego prezydenta Mohameda Mursiego. Na śmierć skazano też 98 innych islamistów
Obecne wydarzenia w Tunezji mogą niepokoić prezydenta Abd al-Fataha Sisiego. W każdym razie obiecał Kaisowi Saiedowi pomoc w walce z problemami, które doprowadziły do protestów.
Władze egipskie obawiają się, że gdyby doszło do obalenia Saieda, to skorzystałaby na tym islamistyczna partia Nahda, wywodząca się z Bractwa Muzułmańskiego. A egipskie Bractwo Muzułmańskie to dla nich największy wróg, choć bardzo osłabiony represjami.