Reklama

Satelici Ameryki czy wasale Iranu. Dylematy państw arabskich

Reżim ajatollahów nie traci nadziei, że pozbędzie się USA z regionu. Dla krajów z drugiej strony Zatoki Perskiej byłoby to egzystencjalnym zagrożeniem. Niektóre jednak nie ukrywają, że niepokoi je, że na tej wojnie najbardziej korzysta Izrael.
Satelici Ameryki czy wasale Iranu. Dylematy państw arabskich

Foto: Majid Asgaripour/WANA/Reuters

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie dylematy geopolityczne stoją przed państwami arabskimi znad Zatoki Perskiej.
  • W jaki sposób zmieniają się deklaracje państw arabskich w kontekście wojny USA i Izraela z Iranem.
  • Kto jest postrzegany jako główny beneficjent eskalacji obecnego konfliktu.
  • Czy możliwe było porozumienie amerykańsko-irańskie.
  • Jakie skutki ma obecny konflikt dla wewnętrznych podziałów w świecie muzułmańskim.
  • Jakie są strategiczne cele Iranu w odniesieniu do obecności USA w regionie.

Deklaracje państw arabskich i innych muzułmańskich od początku wojny USA i Izraela z Iranem skupiały się na potępieniu irańskich ataków odwetowych w regionie. W tej z zeszłego tygodnia, podpisanej przez 12 krajów w Rijadzie, wymieniono jako cele reżimu ajatollahów wszystkich sześciu członków Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), Jordanię, Azerbejdżan i Turcję. Jest w niej jednak pewna nowość – potępienie Izraela, na pierwszym miejscu za jego „agresję wobec Libanu”, ale także za niesprecyzowaną „ekspansjonistyczną politykę w regionie”. 

Tyle udało się uzgodnić w gronie tych 12 państw, czyli należących do GCC Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Azerbejdżanu, Egiptu, Jordanii, Libanu, Pakistanu, Syrii i Turcji (nie brał udziału Oman, szósty członek GCC).

Czytaj więcej

Trump miał nigdy nie wybaczyć Netanjahu. W sprawie Iranu szybko mu uległ

Czy Izrael jest głównym beneficjentem tej wojny?

Część sygnatariuszy i Oman idzie w krytyce Izraela znacznie dalej. Premier Kataru Mohamed bin Abd ar-Rahman as-Sani powiedział: „Każdy wie, kto jest głównym beneficjentem tej wojny i kto wpędził cały region w ten konflikt”. Sam nie wymienił nazwy „Izrael”, zrobił to stojący obok niego podczas wspólnej konferencji prasowej kilka dni temu w Dausze, szef tureckiej dyplomacji Hakan Fidan. 

Reklama
Reklama

Fidan mówił wprost, że to Izrael przede wszystkim odpowiada za tę wojnę i za „kryzys bez precedensu”. Przy okazji przypomniał, że Turcja jest oddanym sojusznikiem Kataru. 

Była nim i w czasie (lata 2017-2021), gdy silniejsze arabskie kraje Zatoki Perskiej izolowały Katar, oskarżając go m.in. o bliskie stosunki z Iranem. Teraz te stosunki są na dnie. Katar, w którym jest największa baza wojskowa USA w regionie, najbardziej ucierpiał od irańskich ostrzałów. 

Katarczycy nie są tym zaskoczeni. Szef wielkiego państwowego koncernu QatarEnergy i zarazem katarski minister energetyki, Saad al-Kaabi, powiedział agencji Reuters, że przestrzegał Amerykanów przed prowokowaniem Irańczyków. Tą prowokacją był środowy atak na najważniejsze irańskie instalacje gazowe (premier Beniamin Netanjahu zapewnił, że Izrael zrobił to sam, a prezydent Donald Trump, że nic nie wiedział o takich planach). W odwecie Irańczycy uderzyli w katarskie instalacje przemysłu gazowego, w tym samym rejonie Zatoki, powodując szkody szacowane przez szefa QatarEnergy na 26 mld dol.. Będzie to miało wpływ na dostawy LNG do Europy i Azji nawet przez pięć lat. 

Czytaj więcej

Wojna bez zwycięzców. Dlaczego interwencja USA w Iranie może potrwać miesiące?

Rozgoryczony Oman. Czy możliwe było porozumienie amerykańsko-irańskie? 

Oman nie przyłączył się nawet do łagodnej deklaracji w sprawie wojny. Szef omańskiej dyplomacji Badr al-Busajdi wręcz oskarżył USA i Izrael (w tekście opublikowanym przez renomowany brytyjski tygodnik „The Economist”) o przeprowadzenie „bezprawnego ataku militarnego” przeciwko „pokojowi, który przez chwilę wydawał się możliwy do osiągnięcia”. 

Al-Busajdi dwa dni przed atakiem pośredniczył w negocjacjach amerykańsko-irańskich w Genewie. I jest przekonany, że obie strony tych negocjacji „nic nie mogą uzyskać z tej wojny” i w ich interesie narodowym jest jej jak najszybsze zakończenie. O korzyściach Izraela, trzeciej strony rozmów, nie wspomniał.

Reklama
Reklama

Jak napisał brytyjski dziennik „The Guardian”, USA i Iran osiągnęły w Genewie porozumienie w kluczowych sprawach, Irańczycy ustąpili znacząco w kwestii wzbogacania uranu i kusili Amerykanów wizją wielkich interesów. Oman zakładał, że na ostateczne ustalenia potrzeba jeszcze trzy miesiące rozmów. 

A mimo to kilkadziesiąt godzin później doszło do ataku. Dyplomata z jednego z arabskich krajów Zatoki Perskiej powiedział „The Guardianowi”, że negocjatorzy amerykańscy, Steve Witkoff i Jared Kushner, działali jak „izraelskie aktywa, które spiskowały, aby zmusić prezydenta USA do przystąpienia do wojny”. Jak widać u boku Izraela.

Odgrzany spór w świecie muzułmańskim między sunnitami i szyitami

W świecie muzułmańskim „ta wojna jest szeroko rozumiana jako próba zmiany układu sił w regionie zgodnie z długoterminowymi interesami Izraela – skomentował najważniejszy egipski dziennik rządowy „Al-Ahram”. Egipt to najludniejsze państwo arabskie i kluczowy negocjator w konfliktach z udziałem Izraela.

Dzięki wojnie udało się odizolować Iran od innych krajów muzułmańskich, odgrzewając spór wewnątrz islamu między szyitami i sunnitami. – Iran jest jawnie szyicką wyspą w sunnickim morzu. To powoduje, że nie może liczyć na solidarność. Na dodatek eksportuje szyizm w swojej wersji do krajów, gdzie są duże społeczności szyickie, od Bahrajnu po Liban, a są to kraje, jak prawie wszystkie muzułmańskie, w sojuszu z Amerykanami – mówi „Rzeczpospolitej” Adil Abdel Aati, pochodzący z Sudanu analityk ds. Bliskiego Wschodu.

– Iran nie baczy nawet na gesty ze strony np. Turcji. Dla niego to wojna totalna, im większe koszty, tym lepiej – dodaje.

Izraelski politolog: „To gra o wszystko między USA a Iranem”. Ajatollahowie chcą likwidacji amerykańskich baz w regionie

Prof. Hillel Frisch, izraelski politolog z Jerozolimskiego Instytutu Studiów Strategicznych, think tanku bliskiego ideowo rządowi Netanjahu, sugeruje w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że jego kraj, wbrew wspomnianym zarzutom, jest w rzeczywistości „niewielką częścią tej wojny”. 

Reklama
Reklama

Bo w niej chodzi o to, czy arabskie państwa Zatoki Perskiej, a ściślej jak je nazywa „tak zwane państwa”, będą częścią imperialnego systemu Stanów Zjednoczonych, czy też staną się wasalem Iranu. 

Czytaj więcej

Brytyjski dyplomata: Są cztery scenariusze dla Iranu

– To jest gra o wszystko między Amerykanami i ajatollahami. Nie dotyczy tylko ropy i gazu. Sam Katar ma państwowy fundusz o wartości przeszło 500 mld dol., takiej stawki wojennej nie było od 1945 r. Jeżeli USA wycofają się z regionu, to wszystkie te monarchie będą skazane na los irańskiego wasala. Iran odbuduje wszystko, co Izrael mu zniszczył. Może Arabia Saudyjska  stawiałaby opór przez tydzień czy dwa. Ale Katar? To kilkaset tysięcy obywateli, jak jakieś miasto na przedmieściach Teheranu – mówi prof. Frisch, dodając, że monarchie z Półwyspu Arabskiego są świadome tej rozgrywki. Bliżej im, podkreśla, do imperium amerykańskiego, które jest „łagodniejsze, niż Iran mógłby kiedykolwiek być”. 

Reżim ajatollahów liczy, że efektem tej wojny będzie wycofanie się Ameryki z regionu. Buńczucznie zapowiada, że postawiłby to jako warunek podpisania prawdziwego porozumienia pokojowego. 

W przemówieniu przypisywanym nowemu najwyższemu przywódcy Islamskiej Republiki Iranu Modżtabie Chameneiemu, który publicznie się nie pokazuje i nie wypowiada, padły słowa: pozbycie się amerykańskich baz z regionu pomoże władzom krajów teraz je goszczącym „umocnić więzi z ich ludem”. Modżtaba Chamenei zapewnił, że Iran nie ma żadnych planów kolonizacji czy dominacji w regionie, chce się przyjaźnić ze wszystkimi sąsiadami i utrzymywać z nimi stosunki „ciepłe, szczere, oparte na wzajemności”. Choć – co brzmi tajemniczo lub groźnie –  „jest przygotowany na jedność”. 

Reklama
Reklama

„Agresja amerykańsko-izraelska dała szansę Iranowi na zrobienie ostatniego wielkiego kroku we wprowadzaniu w życie wielkiej strategii” – to z kolei fragment manifestu środowiska najwyższego przywódcy z jego strony internetowej (w wersji po angielsku, dla obcokrajowców, nie stosuje się w nim nawet zwyczajowego określenia Izraela jako „syjonistycznego reżimu”).

Wielka strategia polega na osłabianiu amerykańskiej obecności na Bliskim Wschodzie (czy precyzyjniej, jak napisano – Azji Zachodniej) oraz wymuszania likwidacji baz wojskowych USA w regionie. Bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej nie będzie już opierało się na graczach zewnętrznych, to raczej Iran będzie o nim decydował.

– Męczennik Chamenei przestrzegał Amerykę, że tak się stanie – czytamy w tekście. Ali Chamenei, najwyższy przywódca Islamskiej Republiki, ojciec Modżtaby, zginął na samym początku amerykańsko-izraelskiej interwencji, 28 lutego. 

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Przegrać w karty z krewnym szacha
Polityka
Prezydent Karol Nawrocki wrócił z Budapesztu
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Polityka
Wojna w Iranie szansą wyborczą dla Demokratów
Polityka
Nie żyje Lionel Jospin. Były premier Francji miał 88 lat
Polityka
Węgry przed wyborem: Zachód czy Rosja? W takim momencie przyjeżdża Karol Nawrocki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama