Tym razem na odległą wyspie Iturup na Oceanie Spokojnym pojechał premier Dmitrij Miedwiediew. W czasie wizyty zapowiedział, że na wyspach powstanie „grupa wojsk rosyjskich".
Natychmiast odpowiedziało mu japońskie ministerstwo spraw zagranicznych, które stwierdziło że premier „rani uczucia japońskiego narodu".
Z powodu czterech wysp archipelagu Japonia do tej pory formalnie nie zakończyła wojny z Moskwą – najpierw radziecką a teraz rosyjską. Od 70 lat Tokio domaga się ich zwrotu.
Miedwiediew poradził obecnie Japończykom, by się „nie denerwować" bowiem Kuryle „są częścią Rosji". „Jeśli by byli prawdziwymi mężczyznami, to by w popełnili harakiri i w końcu się uspokoili" – napisał z kolei na Twitterze o Japończykach rosyjski wicepremier Dmitrij Rogozin.
W Tokio poinformowano, że w tej sytuacji z wizyty w Moskwie zrezygnował japoński minister spraw zagranicznych Fumio Kishida, a rosyjskiemu ambasadorowi wręczono odpowiednią notę dyplomatyczną. W Moskwie poinformowano, że data wizyty ministra nie była ustalona „trudno więc mówić o jej odwołaniu" a rosyjski ambasador nie dostał żadnej noty.
Ale na włosku zawisła kolejna wizyta, tym razem prezydenta Władimira Putina w Tokio. Rosyjski przywódca starał się o doprowadzenie do niej co najmniej od końca 2014 roku.
W czerwcu trzykrotnie zapowiadał, że jest gotów odwiedzić Japonię „w terminie dogodnym dla obu stron". Wstępem do niej miało być wrześniowe spotkanie z japońskim premierem Shinzo Abe w Pekinie, w czasie wielkich obchodów 70-lecia zakończenia drugiej wojny światowej na Pacyfiku. Jednakże Japończycy zrezygnowali z wyjazdu m.in. z tego powodu że na wojskową paradę do Pekinu nie wybiera się zbyt wielu światowych przywódców (w tym amerykański).
A teraz jeszcze wicepremier Rogozin zaproponował im, by popełnili harakiri.