Rząd litewski we wtorek ogłosił stan wyjątkowy. Wszystko przez nieustannie nadlatujące balony z przemycanymi z Białorusi papierosami. To paraliżuje to pracę lotniska w Wilnie, które od października zamykano już kilkanaście razy. Urzędujący od ponad trzech dekad Aleksander Łukaszenko przekonuje, że nie ma z tym nic wspólnego, w co trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę skalę inwigilacji i wszechobecnych funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa (również w świecie przemytniczym). To mało prawdopodobne, by dyktator, który za kraty wsadził wszystkich swoich przeciwników (a tysiące zmusił do emigracji), pozwalał na wysyłanie z terytorium kraju setek balonów z ładunkami o nieznanej mu zawartości. Zwłaszcza że Łukaszenko twierdzi, iż balony jakoby latają w obie strony. I nie obawia się, że tymi balonami „wrogie zachodnie siły” mogą przekazywać gotówkę jego przeciwnikom wewnątrz kraju? Najwyraźniej dyktator znalazł kolejne narzędzie hybrydowe, poprzez które wywiera presję na Litwę. Niejedyne.