Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego nowi kandydaci demokratyczni w USA odchodzą od opowieści o „Amerykańskim śnie”?
- Co wyróżnia nowych kandydatów Partii Demokratycznej od tradycyjnych polityków?
- Jaka jest reakcja establishmentu Partii Demokratycznej na nowych kandydatów?
Korespondencja z Nowego Jorku
„Dostawca pizzy, pracownik na zmywaku, barman, kierowca furgonetki z piwem, ogrodnik, trener baseballa i tak, byłem strażakiem” – mówi w nagraniu wyborczym Bob Brooks, emerytowany strażak z Bethlehem, który startuje do Kongresu z ramienia Partii Demokratycznej w jednym z najbardziej konkurencyjnych okręgów wyborczych w Pensylwanii.
Rozmawiając z wyborcami, często wspomina o tym, jak został wychowany przez samotną matkę, która zarabiała na życie jako barmanka. Takim przesłaniem ma zamiar stawić czoło w wyborach kontrkandydatowi do Izby Reprezentantów – obecnemu republikańskiemu kongresmenowi Ryanowi Mackenzie.
Czytaj więcej
Nie wiadomo, jakie plany polityczne ma Kamala Harris. Partia Demokratyczna potrzebuje silnego lidera i nowej formuły dla siebie.
Przesłanie nowych kandydatów Partii Demokratycznej: „Nasze życie jest równie trudne i irytujące jak wasze”
Rebecca Cooke, która startuje do Kongresu z zachodniego Wisconsin, opowiada wyborcom o trudach dorastania w rolniczej rodzinie, która utrzymywała się z produkcji mleka. Nathan Sage, mechanik samochodowy, wychował się w przyczepie kempingowej w Mason City, o czym opowiada swoim wyborcom, ubiegając się o miejsce w Senacie w Iowa.
To bohaterowie artykułu „New York Timesa” o nowej klasie kandydatów demokratycznych, którzy startują w wyborach połówkowych do Kongresu w przyszłym roku. Wywodzą się z klasy robotniczej i promują hasła odwrotne od „Amerykańskiego Snu”, który od dawna był nieodzownym elementem kampanii wyborczych kandydatów obu partii i opierał się na założeniu, że bez względu na to, jak nisko się startuje, w Ameryce każdy ma możliwości zostania milionerem i realizacji swoich marzeń.
Na fali populistycznych trendów nowy typ demokratycznych kandydatów z klasy pracującej kieruje się przesłaniem: nasze życie jest równie trudne i irytujące jak wasze.
– Pracujemy w pocie czoła codziennie i wydaje się, że ledwo udaje się nam przeżyć od pierwszego do pierwszego, prawda – mówił Sage na jednym ze spotkań wyborczych. Takim podejściem do tematu nie podnoszą na duchu, ale trafiają w sedno obaw amerykańskiego wyborcy, u którego rosnące koszty utrzymania plasują się w czołówce listy zmartwień.
Czytaj więcej
Partia Demokratyczna próbuje wyciągnąć wnioski z demokratycznych prawyborów na burmistrza Nowego Jorku, w których sukces odniósł młody, nieznany wc...
Nie próbują przekonywać wyborców, że jeżeli się ciężko pracuje i przestrzega zasad, można osiągnąć sukces. Ich przesłanie jest takie, że podobnie jak ludzie, których chcą reprezentować w Waszyngtonie, oni pracują zbyt ciężko za zbyt małe wynagrodzenie i borykają się z różnymi problemami.
Są przeciwieństwem tradycyjnych demokratów, wykształconych, elokwentnych, osiągających sukcesy, którzy po ostatnich przegranych wyborach byli krytykowani za to, że stracili kontakt z przeciętnym wyborcą, bo mówią zbyt wyszukanym językiem oraz poruszają tematy, które są odległe od tego, czym żyje większość mieszkańców kraju. – Ci kandydaci z klasy robotniczej w niczym nie przypominają ludzi, do których demokraci zwracali się w ostatnich latach, aby wygrać wybory, kiedy to rekrutowali wykształconych profesjonalistów o nienagannym pochodzeniu`, oraz doświadczeniu z prestiżowych instytucji, często w zakresie bezpieczeństwa narodowego – czytamy w „NYT”.
Mimo że część tych kandydatów z klasy robotniczej startowała w wyborach dwa lata temu, jest to jednak nowość na amerykańskiej scenie politycznej, po obu stronach podziału politycznego. Bo chociaż Amerykanie o niskich dochodach stanowią prawie połowę siły roboczej w USA, to w Kongresie zasiadają w przeważającej mierze zawodowi politycy – zarówno wśród republikanów jak i demokratów – prawnicy oraz zamożni biznesmeni.
Około 78 proc. senatorów posiada wyższe wykształcenie, tak wynika z danych w Congressional Quarterly. Ponad 30 proc. członków Izby Reprezentantów i 47 proc. senatorów ma wykształcenie prawnicze. Ustawodawcy wywodzący się z klasy robotniczej to wciąż rzadkość w Waszyngtonie.
Establishment Partii Demokratycznej nie jest zadowolony
Ta kiełkująca grupa kandydatów nie jest liczna i nie jest powszechnie akceptowana przez establishment Partii Demokratycznej, która wciąż stawia na „sprawdzony” typ polityka. Graham Planter, który w wyborach startuje przeciwko republikańskiej senator Susan Collins z Maine, w pierwszym tygodniu zebrał milion dolarów i 2700 wolontariuszy, ale liderzy partii poparli kandydata z wykształceniem prawniczym i doświadczeniem politycznym.
Czytaj więcej
Sto lat temu ojciec barwnego polityka starającego się teraz o najwyższy urząd w najważniejszym państwie świata dotarł do Stanów Zjednoczonych. Właś...
Z podobnym dystansem partia odnosi się do młodego socjalistycznego demokraty Zorana Mamdaniego, zwycięzcy demokratycznych prawyborów na burmistrza Nowego Jorku, mimo że w sondażach cieszy się on dwukrotnie większym poparciem niż Andrew Como – były gubernator stanu z silnymi koneksjami.
Niemniej liberalny senator Bernie Sanders wierzy w nich. – Kandydaci z klasy pracującej instynktownie rozumieją rzeczywistość. Oni żyją tą rzeczywistością – mówi polityk znany z tego, że jest orędownikiem i obrońcą praw klasy pracującej.