Aleksander Miszalski: Odblokować Kraków dla inwestorów

Prezydenci miast nie są sterowani z Warszawy – mówi Aleksander Miszalski, poseł na Sejm i kandydat Koalicji Obywatelskiej w wyborach na prezydenta Krakowa.

Aktualizacja: 25.03.2024 06:18 Publikacja: 25.03.2024 04:30

Aleksander Miszalski odcina się od urzędującego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego

Aleksander Miszalski odcina się od urzędującego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego

Foto: PAP/Art Service

Co jest pana zdaniem stawką wyborów w Krakowie?

Stawką jest to, jak Kraków będzie wyglądał. Czy będzie miastem zgody, współpracy między mieszkańcami – wszystkimi. Czy będzie dalsze antagonizowanie różnych grup, stron, rozliczanie, polowanie. Stawką jest też to, czy Kraków będzie miał dobre relacje z rządem, czy będzie w stanie współpracować, pozyskać różne fundusze i programy. Czy też będzie się obrażać na rząd i na politykę.

Jak rozumiem to nawiązanie do przesłania Łukasza Gibały, który mówi, że najważniejszą rzeczą jest to, by prezydent nie był związany z partią.

W wielu miastach w Polsce są prezydenci wywodzący się z Koalicji Obywatelskiej. I żaden z nich nie dostaje dyspozycji od partii. KO to formacja, która stawia zresztą na maksymalną decentralizację państwa. System finansowania samorządu będzie tak reformowany, by samorządy otrzymywały pieniądze z PIT/CIT na podstawie dochodu, a nie na podstawie stawek podatkowych. Sama Koalicja Obywatelska robi więc wiele, by samorząd był niezależny. Dlatego teza, o której pan mówi, jest absurdalna. Dyspozycje do prezydentów miast nie są wydawane z Warszawy, a nawet gdyby ktoś wpadł na pomysł, żeby były, to i tak nie ma ich jak egzekwować, prezydenci miast to niezależne podmioty i organy władzy.

Czytaj więcej

Wybory samorządowe 2024: Jak kończy się krótka kampania wyborcza

Jakie byłyby najważniejsze decyzje, które podejmie pan, jeśli zostanie pan prezydentem Krakowa?

Po pierwsze, kwestie infrastruktury – inwestycje w metro, szybką kolej aglomeracyjną. To ostatnie jest oczywiście zadaniem województwa, ale tu prezydent może też być aktywny. Po drugie – plan ogólny dla gminy. Planowanie trzeba mocno w Krakowie zreformować, by już nigdy nie powstawały osiedla bez transportu i infrastruktury społecznej. Samo rozpoczęcie tworzenia tego planu ogólnego z jak największym udziałem mieszkańców to drugi z moich priorytetów. Trzeci to audyt w urzędzie oraz reforma jego funkcjonowania. Z jednej strony to zadbanie o jego pracowników, bo nie mają warunków jak w krakowskich firmach czy korporacjach. Potrzebna jest pełna transparentność w urzędzie, jego unowocześnienie. Trzeba też unowocześnić proces konsultacji z mieszkańcami. Trzeba też zwiększyć pieniądze dla dzielnic. Na koniec powiem o gospodarce: odblokowanie Krakowa dla inwestorów, usprawnienie procesów inwestycyjnych, tak byśmy postawili mocny filar rozwoju gospodarczego miasta. Chcę też powołać specjalną radę ds. przedsiębiorczości i doprowadzić do polepszenia współpracy krakowskich uczelni z biznesem.

Jak z perspektywy czasu patrzy pan na dziedzictwo prezydenta Jacka Majchrowskiego?

Na pewno przez lata swoich kadencji prezydent Majchrowski zrobił dla Krakowa wiele dobrego. Ale im później, tym bardziej nie panował nad swoim urzędem. I coraz więcej rzeczy wymykało mu się spod kontroli. Udało się załatwić takie rzeczy jak likwidacja pieców, kultura w Krakowie jest na wysokim poziomie. Ale kwestie planowania, dbania o zieleń, przestrzeń bliską mieszkańcom, rozwój sieci transportowej jak metro są na minus. Tak jak dbanie o rozwój gospodarczy Krakowa, pozyskiwanie nowych inwestycji. System konsultacji też często nie działał, były w praktyce fikcją w wielu miejscach. PO w ostatniej kadencji już nie rządziła z Majchrowskim, było jasne, że wiele rzeczy zmierza w złym kierunku.

Czytaj więcej

Wybory samorządowe: 25 marca mija ważny termin dla niektórych wyborców

Na niedawnej konwencji samorządowej w Krakowie minister Sienkiewicz mówił wręcz, że Kraków trzeba podnieść z zapaści. Pan się z tym zgadza?

To indywidualne oceny. Ja uważam, że na starcie kadencji było wiele dobrych rzeczy, a później – już tylko gorzej. Kraków jest chyba jedynym miastem, gdzie deweloperzy narzekają, że nie ma gdzie budować, ceny mieszkań rosną, a patodeweloperka się mnoży. I trudno za to winić samych deweloperów, którzy wykorzystywali to, co dawało im miasto. A miasto w pewnym momencie straciło nad tym wszystkim kontrolę.

Pytanie o przyszłość Krakowa to też pytanie o turystykę.

Kraków był, jest i będzie miastem turystycznym, bo jest piękny i chcemy to miasto pokazywać przyjezdnym. Chcemy budować naszą markę. Na tym też Kraków zarabia. Ale zdajemy sobie też sprawę z zagrożeń dla mieszkańców Starego Miasta i Krakowa ogólnie. Wiele rzeczy udało się już zrobić: park kulturowy, zakaz nachalnej reklamy, przepędzenie klubów go-go z centrum, ograniczenie sprzedaży alkoholu w nocy i ruchu meleksów. Ale jest jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, jak unormowanie krótkoterminowego najmu i cały czas walka z zakłócaniem ciszy i spokoju w centrum. Proponuję powołać nocnego burmistrza. To rozwiązanie, które sprawdziło się w wielu miastach na Zachodzie. To urzędnik, który dba o równowagę – o to, by Kraków się rozwijał pod kątem turystyki, ale i było to uzgodnione z mieszkańcami. Sam czasami wracam późno przez Kraków i wiem, co się dzieje. Potrzebna jest lepsza koordynacja różnych służb w tej sferze, jak i uregulowanie wspominanego wcześniej najmu krótkoterminowego. Miasto powinno być bardzo aktywne w tych kwestiach, a nie było.

Czytaj więcej

Wybory samorządowe 2024. Kandydaci, terminy i wszystko, co trzeba o nich wiedzieć

A jak pan odbiera zarzuty, że jako osoba wcześniej zajmująca się sama przedsięwzięciami związanymi z turystyką nie będzie mógł być pan w tym wiarygodny jako prezydent?

Przez 13 lat, gdy działam publicznie, nigdy nie usłyszałem zarzutu, że lobbowałem za swoimi firmami. Oczywiście w czasie covidu walczyłem o to, by pomoc dla sektora była jak największa, ale tak samo jak dla wielu innych sektorów, z których zwracali się do mnie przedsiębiorcy z prośbą o pomoc. Po to pozbyłem się udziałów, by nie było jakiejkolwiek mowy o konflikcie interesów. Rozumiem branżę turystyczną, jej znaczenie dla Krakowa, ale jako już nieaktywny uczestnik tego rynku tym bardziej nie będę za nim lobbować. Mieszkańcy będą mogli to ocenić, tak jak oceniali moją działalność jako radnego.

Powiedziałby Pan, że kampania w Krakowie jest ostra, brutalna?

Jestem politykiem, spodziewałem się różnego rodzaju ataków. Również we wspominanym przez Pana temacie. Nie wiem czy jest ostra, bywa niesmaczna. Sugerowanie na przykład, że PO maczała palce w tym, że ktoś się włamał do domu ojca jednego z kandydatów.

Pytanie też o drugą turę. Potencjalnie z Pana udziałem i z udziałem Łukasza Gibały. Jak to będzie wyglądało? Do Krakowa przyjedzie Donald Tusk, Rafał Trzaskowski?

Do tego czasu jeszcze kilka tygodni. Nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu, najpierw trzeba się do tej drugiej tury dostać. Najważniejsze są rozmowy z mieszkańcami, debaty, dyskusja merytoryczna, a nie to, czy ktoś przyjedzie czy też nie przyjedzie. Oczywiście wsparcie polityków jest ważne, bardzo się cieszę, że przedstawione są konkretne rozwiązania dla Krakowa, ale najważniejsze są rozmowy z mieszkańcami.

Kampania samorządowa jest przygnieciona tematami ogólnokrajowymi?

Rzeczywiście jest wiele tematów ogólnokrajowych i międzynarodowych. Tym bardziej trzeba rozmawiać z mieszkańcami na miejscu, w Krakowie.

Co jest pana zdaniem stawką wyborów w Krakowie?

Stawką jest to, jak Kraków będzie wyglądał. Czy będzie miastem zgody, współpracy między mieszkańcami – wszystkimi. Czy będzie dalsze antagonizowanie różnych grup, stron, rozliczanie, polowanie. Stawką jest też to, czy Kraków będzie miał dobre relacje z rządem, czy będzie w stanie współpracować, pozyskać różne fundusze i programy. Czy też będzie się obrażać na rząd i na politykę.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Nieoficjalnie: Znamy "jedynki" KO w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Są ministrowie
Polityka
Donald Tusk: PiS i Konfederacja chcą wyprowadzić Polskę z UE
Polityka
Listy KO na Śląsku do europarlamentu bez Jerzego Buzka. Za to z europosłem Lewicy
Polityka
Śmiszek: Hyc z rządu do PE? W Brukseli też się ciężko pracuje
Polityka
Szymon Hołownia kontra Julia Przyłębska. "Nie wykonam postanowienia TK"