Donald Trump znów dzieli Amerykę

W 2000 roku Sąd Najwyższy zdecydował, że to nie Al Gore, a George W. Bush będzie prezydentem. W tym roku znów może rozstrzygnąć o wyniku wyborów.

Publikacja: 03.01.2024 03:00

Donald Trump jest w tej chwili absolutnym faworytem do nominacji Partii Republikańskiej

Donald Trump jest w tej chwili absolutnym faworytem do nominacji Partii Republikańskiej

Foto: AFP

Przed 24 laty poszło o 63 tysiące głosów, które omyłkowo nie zostały wzięte pod uwagę w czasie liczenia wyników wyborów na Florydzie. Ich znaczenie było kluczowe, bo w tym stanie Bush wygrał minimalną (1,7 tys. głosów) większością. A ze swoimi 25 głosami elektorskimi Floryda rozstrzygnęła o tym, kto będzie 43. prezydentem kraju. Sąd Najwyższy, w którym przewagę 5 do 4 mieli wówczas sędziowie konserwatywni, nie zgodził się jednak na ponowne przeliczenie głosów. To spowodowało, że minimalną większością 271 do 266 głosów elektorskich zwycięstwo odniósł Bush.

Tym razem sprawa jest bardziej złożona. Ale decyzja dziewięciu sędziów także może rozstrzygnąć o wyniku wyborów, choć w sposób nie aż tak bezpośredni. Sąd Najwyższy musi zdecydować, czy przystać na decyzje dwóch stanów, Kolorado i Maine, które wykluczyły Trumpa z udziału w prawyborach mających desygnować kandydata Partii Republikańskiej. Powołują się oni na 14. poprawkę do konstytucji, która nie pozwala ubiegać się o funkcje publiczne osobom, które złożyły przysięgę na ustawę zasadniczą, a później brały udział w insurekcji przeciw legalnemu porządkowi prawnemu.

Czytaj więcej

Donald Trump wykluczony z udziału w prawyborach w kolejnym stanie

Zapis, który powstał zaraz po wojnie domowej i miał wykluczyć z życia publicznego zwolenników Konfederacji, nigdy nie był później wykorzystywany przeciwko kandydatowi na prezydenta. Ale też nigdy nie było prezydenta, który wystąpił przeciw legalnie wybranemu następcy, jak to zrobił Trump 6 stycznia 2021 roku. Sędziowie będą więc musieli improwizować.

– Sąd Najwyższy stanie przed niezwykle trudną decyzją. Jeśli poprze stanowisko Kolorado i Maine, może zostać oskarżony o łamanie demokracji poprzez wykluczenie z udziału w wyborach faworyta jednej z partii. Ale jeśli podejmie odwrotną decyzję, będzie ona uznana za odrzucenie oskarżeń wobec Donalda Trumpa, co także może oznaczać zagrożenie dla demokracji czy wręcz zachętę do pójścia w jego ślady przez innych populistycznych polityków – mówi „Rzeczpospolitej” Bruce Stokes, ekspert powiązany z londyńskim Chatham House.

Kluczowy 5 marca

Próbę wykluczenia Trumpa z udziału w prawyborach podjęto w 32 stanach. Doszła ona do skutku tylko w dwóch. To jednak wymusza na miliarderze zmianę taktyki wyborczej. W 2016 roku nie wygrał on prawyborów na nominację Partii Republikańskiej w Iowa, stanie, który rozpoczyna (15 stycznia) długi cykl starć o to, kto ma reprezentować barwy dwóch ugrupowań Ameryki. Sukcesy przyszły dopiero później. Tym razem miliarder musi jednak od początku stworzyć sprzyjającą mu dynamikę wyborczą aby, gdy 5 marca (superwtorek) o jego losie będą decydować m.in. Kolorado i Maine, wynik konfrontacji był de facto rozstrzygnięty.

Czytaj więcej

10 najważniejszych postaci 2023 roku. Subiektywny ranking Jerzego Haszczyńskiego

Ale ten kalendarz wymusza też na Sądzie Najwyższym rozstrzygnięcie w ciągu zaledwie dwóch miesięcy pozwów, jakie do niego napłynęły z Kolorado i Maine. Oba stany muszą przecież wiedzieć, czy mogą wpisać Trumpa na listę kandydatów czy nie.

To gremium, w którym aż sześciu z dziewięciu sędziów ma poglądy konserwatywne (z tego trzech zostało mianowanych przez samego Trumpa). Teoretycznie arytmetyka sprzyja więc byłemu prezydentowi.

Jednak najwyższa instancja prawna USA, której autorytet został już mocno nadszarpnięty przez kontrowersyjne decyzje np. w sprawie wycofania gwarancji federalnych do prawa do aborcji, będzie starała się uniknąć podziału wśród sędziów po linii partyjnej poprzez wyrok, pod którym może podpisać się cały skład sędziowski.

Decyzja sędziów wpłynie też na rozstrzygnięcie dotyczące zarzutów karnych w sprawie, która toczy się przeciw Trumpowi. Chodzi o 91 oskarżeń w kwestii fałszerstw podatkowych, wywiezienia tajnych dokumentów z Białego Domu, próbę wpłynięcia na decyzje wielkich elektorów w Georgii, ale przede wszystkim zorganizowanie zamachu stanu, który miał 6 stycznia 2021 roku powstrzymać Joe Bidena przed przejęciem władzy. Proces w tej sprawie zacznie się w Waszyngtonie w marcu, a więc w tym samym czasie, gdy Sąd Najwyższy zdecyduje o tym, czy działania Trumpa dyskwalifikują go z udziału w wyborach w Kolorado i Maine. Trudno, aby ława przysięgłych, która wyda wyrok w tej ostatniej sprawie, nie znalazła się pod wpływem Sądu Najwyższego.

Czytaj więcej

Trump jak feniks z popiołów

Trump jest w tej chwili faworytem do nominacji republikańskiej. Chce na niego oddać głos większość wyborców tego ugrupowania, podczas gdy była ambasador USA przy ONZ Nikki Haley może liczyć tylko na 13 proc. głosów, a gubernator Florydy Ron DeSantis – 10 proc.

Rekordowa imigracja

Co więcej, o ile 44 proc. wyborców Trumpa odnosi się „z entuzjazmem” do jego kandydatury, tylko 18 proc. głosujących na Bidena ma podobne odczucie. Mowa więc o bardzo licznym, twardym elektoracie miliardera i znacznie bardziej wahających się zwolennikach demokratów.

Kluczowym powodem jest wiek Bidena (81 lat) i wrażenie wielu Amerykanów, że nie będzie on już miał wystarczająco dużo sił, aby podołać najbardziej odpowiedzialnemu stanowisku na świecie. Także całkiem dobry stan gospodarki, w tym niemal rekordowe wyniki giełdy i wyjątkowo niski poziom bezrobocia, z trudem przebija się do opinii publicznej.

Większe wrażenie na wyborcach robi wciąż wysoka inflacja i relatywnie wysokie stopy procentowe, które ciążą na kredytobiorcach. Problemem dla Bidena jest też rekordowy poziom imigracji przez granicę z Meksykiem. Co prawda przytłaczająca większość Amerykanów podziela jego bezwzględne poparcie dla Izraela w konfrontacji z Hamasem, ale nie jest tak z radykalną frakcją Partii Demokratycznej. Narasta więc ryzyko podziału w tym ugrupowaniu.

Dla prezydenta problemem jest też wchodząca w trzeci rok kalendarzowy wojna w Ukrainie. W Ameryce silne są bowiem nastroje izolacjonistyczne, na których swoje poparcia buduje Trump. Z tego powodu prace w Kongresie zostały sparaliżowane, co stwarza wrażenie, że Biden nie jest w stanie skutecznie rządzić.

Z drugiej jednak strony w historii USA tylko raz Biały Dom zdobył ponownie kandydat, który po pierwszej kadencji przestał być prezydentem. Stało się to po reelekcji Grovera Clevelanda w 1892 roku.

Na razie szanse Trumpa i Bidena są wyrównane. Z opublikowanego we wtorek sondażu dla dziennika „US Today” wynika, że ten pierwszy może liczyć na 39 proc. głosów, podczas gdy drugi – 37 proc. Reszta, 17 proc. głosów, miałaby przypaść kandydatowi niezależnemu, jakim jest Robert F. Kennedy.

Mimo wszystko dla demokratów niepokojące jest odejście części „żelaznego” elektoratu ich kandydata. Trzy lata temu na Bidena głosowało 87 proc. Afroamerykanów, teraz zamierza to uczynić jedynie 63. 12 proc. Afroamerykanów chce nawet głosować na Trumpa. Także 1/5 Latynosów stawia teraz na Kennedy’ego, i to w obliczu starań republikanów o całkowite zablokowanie imigracji z Ameryki Łacińskiej.

Przed 24 laty poszło o 63 tysiące głosów, które omyłkowo nie zostały wzięte pod uwagę w czasie liczenia wyników wyborów na Florydzie. Ich znaczenie było kluczowe, bo w tym stanie Bush wygrał minimalną (1,7 tys. głosów) większością. A ze swoimi 25 głosami elektorskimi Floryda rozstrzygnęła o tym, kto będzie 43. prezydentem kraju. Sąd Najwyższy, w którym przewagę 5 do 4 mieli wówczas sędziowie konserwatywni, nie zgodził się jednak na ponowne przeliczenie głosów. To spowodowało, że minimalną większością 271 do 266 głosów elektorskich zwycięstwo odniósł Bush.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Łukaszenko oskarża Zachód o próbę wciągnięcia Białorusi w wojnę
Polityka
Związki z Pekinem, Moskwą, nazistowskie hasła. Mnożą się problemy AfD
Polityka
Fińska prawica zmienia zdanie ws. UE. "Nie wychodzić, mieć plan na wypadek rozpadu"
Polityka
Jest decyzja Senatu USA ws. pomocy dla Ukrainy. Broń za miliard dolarów trafi nad Dniepr
Polityka
Argentyna: Javier Milei ma nadwyżkę w budżecie. I protestujących na ulicach