Reklama

Joe Biden może zapłacić porażką w wyborach za wojnę na Bliskim Wschodzie

Rząd Netanjahu korzysta z pełnego dyplomatycznego poparcia Ameryki, ale nie słucha jej postulatów w sprawie wojny z Hamasem i przyszłości Strefy Gazy.
Rafah, na południowym krańcu strefy Gazy, po izraelskim nalocie 12 grudnia

Rafah, na południowym krańcu strefy Gazy, po izraelskim nalocie 12 grudnia

Foto: afp

Z każdym dniem izraelskiej operacji wojskowej w Strefie Gazy świat zapomina o wielkim ataku terrorystycznym Hamasu z 7 października, jego 1200 śmiertelnych ofiarach i ponad 200 zakładnikach, skupiając się na tysiącach palestyńskich ofiar cywilnych i obracaniu niewielkiego terytorium w gruzy. Czemu towarzyszy pytanie o granice prawa Izraela do obrony.

Wie o tym i administracja Joe Bidena. Już miesiąc temu, gdy wojna toczyła się w północnej części Strefy, domagała się od Izraela, by ograniczył skalę cierpienia ludności cywilnej. Potem, gdy Izrael szykował się do operacji na południu, dokąd przeniosły się setki tysięcy uchodźców, przestrzegała, by tam nie ważył się prowadzić działań wojskowych tak bardzo zagrażających cywilom. Bez skutku.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama