Opozycja licytowała wysoko

Liczba obietnic w kampanii była wyjątkowo wysoka, to może wywołać problemy – mówi prof. Ryszard Bugaj, ekonomista.

Publikacja: 31.10.2023 03:00

Prof. Ryszard Bugaj

Prof. Ryszard Bugaj

Foto: PAP, Tomasz Gzell

Jak można określić czas, w którym znaleźliśmy się po wyborach? To stan zawieszenia? A może negocjacji nowej większości?

Wszystkiego po trochu. Cały świat wchodzi w nową – niespokojną – fazę. To etap różnych bardzo ostrych konfliktów. Tu można wymienić konflikty zbrojne w Ukrainie i Gazie. Bardzo trudno jest teraz formułować prognozy, to nie jest już czas stabilizacji. Pokolenie naszych dzieci nie może już liczyć na wzrost dobrobytu – muszą się liczyć z dużymi perturbacjami.

Czytaj więcej

Nowy rząd coraz bliżej. Co o nim wiemy?

Partie opozycyjne złożyły obietnice, z których wynika, że polityka transferów społecznych ma być kontynuowana, a pan mówi, że „czasy są niepewne”. Tym będzie się tłumaczyć nowy rząd?

Mamy wielki problem po wyborach. Opozycja wygrała te wybory, i to lepiej, niż można się było spodziewać. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że istnieje zasadniczy problem wyboru, przed którym opozycja stanie: czy realizować to, co wylicytowała w kampanii – a wylicytowała bardzo wysoko – czy też powiedzieć wyborcom: „Słuchajcie, nie wiedzieliśmy, że jest tak źle”. Liczba obietnic, która została złożona, jest ponad rozsądne możliwości naszej gospodarki.

To znaczy, że obietnice nie zostaną zrealizowane?

Jest wielu ekonomistów, którzy łatwo formułują prognozy. Ale jak się spojrzy wstecz, to pomyłek nie brakuje, więc jestem ostrożny. Jedną z rzeczy, które musimy wziąć pod uwagę, jest sytuacja w niemieckiej gospodarce, która weszła w fazę dość ostrych trudności. Nie możemy zapominać, że jedna trzecia naszego eksportu idzie do Niemiec. Jeżeli wzrost jest tam nikły, to będziemy mieć problem. Ostatnia obietnica Donalda Tuska – zerowy podatek do 60 tys. zł – to jest z punktu widzenia państwa ok. 50 mld zł. To gigantyczne pieniądze. Nigdy nie uważałem, że należy bronić równowagi budżetowej w każdej sytuacji i za każdą cenę. Z tym jest jak z lekarstwem – optymalna dawka pomaga i leczy, a przedawkowanie może grozić bardzo poważnymi konsekwencjami. My stoimy przed wyborem: przedawkować czy jakoś zawrzeć porozumienie z wyborcami. Pytanie, co wyrzucić z tego koszyka.

Czytaj więcej

Czy PiS zdobędzie większość w Sejmie? Rzecznik rządu: Rozmowy będą po decyzji prezydenta

Czy prezydent rzeczywiście się waha, komu powierzyć misję tworzenia rządu? A może – tak jak mówi opozycja – kupuje czas dla PiS, żeby zdążył się spakować i porozdawać jeszcze trochę pieniędzy swoim działaczom?

Rząd opozycji na pewno powstanie. Nie bardzo wiem, do czego jest potrzebny dodatkowy czas dla PiS. Nie sądzę, żeby chodziło o „sprzątanie” i usuwanie dowodów nadużyć. Może w niektórych przypadkach rzeczywiście występuje taka motywacja. Jednak sądzę, że bardziej chodzi o to, żeby poczekać z budżetem do momentu, w którym nowy rząd będzie musiał przyjąć projekt budżetu proponowany przez PiS. Żeby móc potem powiedzieć: „Wygraliście wybory, a bierzecie nasz budżet”? W perspektywie roku nowa koalicja może mieć bardzo poważne trudności i popaść w poważne konflikty.

Obecnie zwycięska koalicja uzgadnia, jakie stanowiska ministerialne obejmą poszczególne ugrupowania. A co z programem? To, co rząd będzie robił, stanie się wypadkową negocjacji personalnych? Nie powinno być odwrotnie?

Powinno być odwrotnie i dlatego jestem tak rozczarowany ostatnią kampanią wyborczą. Główni aktorzy w gruncie rzeczy nie określili swoich programów, tylko licytowali obietnice. Nie jest wielkim problemem sformułować, co chcemy zrobić. Większym problemem jest odpowiedzieć na pytanie, jak to zrobić. Każdy postulat może być rozpatrywany osobno, ale jak weźmiemy je wszystkie razem, to powstaje pytanie, czy to jest do zrealizowania.

Czym nowy rząd powinien się zająć w pierwszej kolejności w sferze gospodarki?

Powinien się zająć składką zdrowotną, która jest pewnego rodzaju podatkiem. Pierwotnie była podatkiem pogłównym, którego się od XIX wieku nie stosuje. Drugim wariantem mogłaby być danina liniowa. To w Polskim Ładzie zostało wpisane, a potem to zmodyfikowano. Jest też trzecia formuła, która zakłada, że publiczna służba zdrowia jest finansowana z ogólnych dochodów budżetu państwa – przede wszystkim z podatku dochodowego. W pierś musi się uderzyć PiS, który wprowadził zmiany podatkowe w sposób chaotyczny i nieprzemyślany. Polski Ład w pierwotnej wersji miał pewne zalety, bo przesuwał ciężar opodatkowania na grupy zamożne, które płaciły relatywnie bardzo niskie podatki. Teraz też płacą bardzo niskie podatki. Za to odpowiedzialna jest także ówczesna opozycja, która wywierała nacisk na modyfikację Polskiego Ładu. W finalnej wersji został chaotyczny pakiet regulacji, w którym nie sposób się rozeznać i nie sposób bronić tych zmian. Kwestia podatków nie pojawiała się w programach konkurencyjnych ugrupowań. W programie Lewicy właściwie nie pada słowo „sprawiedliwość” czy określenie „nierówności”. Czy może istnieć lewica, która zapomina o problemie nierówności, szczególnie w Polsce, gdzie są one bardzo wysokie?

Może wszyscy zajęli się programami już przyjętymi przez PiS, np. tym, czy waloryzować 500+?

Opozycja nie była związana z obietnicą PiS o waloryzacji 500+. W kampanii mogła podjąć każdy wątek. Jak chciała, to podejmowała, ale tego tematu nie chciała podjąć, bo było to dla niej niewygodne.

Hasło opozycji brzmi: „To, co zostało dane, nie zostanie zabrane”. To słuszne hasło?

Masę przyjętych rozwiązań uważam za słuszne, szczególnie program 500+. Oczywiście on nigdy nie był optymalny, ale był krokiem we właściwą stronę – opozycja mogła dyskutować o korekcie. Jakaś waloryzacja tego świadczenia jest konieczna, ale niekoniecznie w gotówce, ale np. w świadczeniach rzeczowych dla dzieci – tak żeby transfery na pewno były ukierunkowane na dzieci. Uważam, że chociaż przypuszczalnie 500+ nie przyniosło rezultatu na polu demografii – bo nie ma wzrostu liczby urodzeń, lecz przeciwnie – to zawsze można zadać pytanie, co by było, gdyby nie było tego 500+? Można też zapytać, czy nie miało to innych zalet, bo moim zdaniem miało.

Należało zapewnić środki na wychowanie dzieci?

Państwo nie jest od tego, żeby zapewnić powszechną szczęśliwość, tylko podstawowe warunki do życia. To można i należy zrobić, te wydatki powinny mieć priorytet, przede wszystkim dodatki edukacyjne.

—współpraca Karol Ikonowicz

Jak można określić czas, w którym znaleźliśmy się po wyborach? To stan zawieszenia? A może negocjacji nowej większości?

Wszystkiego po trochu. Cały świat wchodzi w nową – niespokojną – fazę. To etap różnych bardzo ostrych konfliktów. Tu można wymienić konflikty zbrojne w Ukrainie i Gazie. Bardzo trudno jest teraz formułować prognozy, to nie jest już czas stabilizacji. Pokolenie naszych dzieci nie może już liczyć na wzrost dobrobytu – muszą się liczyć z dużymi perturbacjami.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
"Porażka władzy na własne życzenie". Rozmowa z prof. Antonim Dudkiem
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Polityka
Ursula von der Leyen przewodniczącą KE po raz drugi
Polityka
Hołownia o sprawie Romanowskiego: Ktoś w prokuraturze powinien za to odpowiedzieć
Polityka
Dudek: Sprawa Romanowskiego? PR-owa zagrywka, chciano osiągnąć efekt propagandowy
Polityka
KAS bierze się za firmy omijające sankcje. Wszczęto 51 postępowań