„Ze spokojem przyjmę wyrok i ze spokojną duszą pójdę do łagru. Cóż, taki mój los” – jeszcze w sierpniu pisał w liście do bliskich Andrzej Poczobut. Czołowy działacz związku i dziennikarz (publikujący w „Gazecie Wyborczej”) nie bał się więzienia i po sfałszowanych w sierpniu 2020 roku wyborach prezydenckich do końca pozostawał na Białorusi.
Nigdy nie odmawiał komentarza i zawsze, również na łamach „Rzeczpospolitej”, nazywał rzeczy po imieniu, słowem uderzając w dyktaturę Łukaszenki. Nawet wtedy, gdy walec represji dotknął już tysiące ludzi w całym kraju.