Reklama

Siarhiej Cichanouski: Nie złamali mnie w więzieniu, będę walczył do końca

Mówili mi wprost: zdechniesz w więzieniu. Ciągle to powtarzali. Nie bili mnie, ale torturowali – mówi „Rzeczpospolitej” Siarhiej Cichanouski, czołowy opozycjonista i mąż liderki wolnej Białorusi po pięciu latach spędzonych w jednoosobowej celi w kazamatach Aleksandra Łukaszenki.
Siarhiej Cichanouski

Siarhiej Cichanouski

Foto: Rusłan Szoszyn

W 2020 roku wyróżniał się pan ze wszystkich dotychczasowych rywali Aleksandra Łukaszenki bezpośredniością, brutalnością i niezwykłą odwagą. Jeżdżąc po Białorusi, porównywał pan dyktatora do karalucha, którego Białorusini „powinni się pozbyć”. Skazano pana na ponad 20 lat łagrów. Zlekceważył pan ryzyko?

To wszystko przez to, że jestem chrześcijaninem. Nie boję się śmierci. Walka o prawdę jest dla mnie najważniejszą wartością. Są ludzie, którzy, ratując siebie, wolą milczeć. Nie rozumiem tego, bo inaczej – po co żyć? Wtedy byłem duży i mam niski głos. Niektórzy mogli moją odwagę odbierać jako brutalność czy nawet nachalność. Ale wystarczy ze mną porozmawiać na żywo, by przekonać się, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Nie szukałem korzyści, nie chciałem władzy. Chciałem wówczas uczestniczyć w wyborach prezydenckich tylko po to, by pokazać, że wyborów na Białorusi nie ma.

Pozostało jeszcze 94% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama