W 2020 roku wyróżniał się pan ze wszystkich dotychczasowych rywali Aleksandra Łukaszenki bezpośredniością, brutalnością i niezwykłą odwagą. Jeżdżąc po Białorusi, porównywał pan dyktatora do karalucha, którego Białorusini „powinni się pozbyć”. Skazano pana na ponad 20 lat łagrów. Zlekceważył pan ryzyko?
To wszystko przez to, że jestem chrześcijaninem. Nie boję się śmierci. Walka o prawdę jest dla mnie najważniejszą wartością. Są ludzie, którzy, ratując siebie, wolą milczeć. Nie rozumiem tego, bo inaczej – po co żyć? Wtedy byłem duży i mam niski głos. Niektórzy mogli moją odwagę odbierać jako brutalność czy nawet nachalność. Ale wystarczy ze mną porozmawiać na żywo, by przekonać się, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Nie szukałem korzyści, nie chciałem władzy. Chciałem wówczas uczestniczyć w wyborach prezydenckich tylko po to, by pokazać, że wyborów na Białorusi nie ma.