Posłów i senatorów chronią dwa rodzaje immunitetu: materialny i formalny. Pierwszy oznacza, że nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności za działalność wchodzącą w zakres mandatu, drugi – za pozostałą. To może się zmienić. Projekt zmiany Konstytucji, który złożyło PiS, przewiduje usunięcie immunitetu formalnego i to nie tylko w odniesieniu do posłów i senatorów, ale też sędziów i prokuratorów.

Wśród posłów, którzy podpisali się pod projektem, jest prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Po objęciu władzy przez PiS w 2015 r. w praktyce przestał podpisywać się pod przedłożeniami poselskimi.

Czytaj więcej

Sondaż: Polakom jest obojętne czy Solidarna Polska jest w rządzie

Np. w całej kadencji 2015–2019 niektórzy posłowie PiS podpisali się ponad 200 projektami. Tymczasem Kaczyński złożył tylko dwa podpisy: pod wnioskiem w sprawie wyboru Marka Kuchcińskiego na marszałka oraz pod jedną ze zmian w ustawie o ochronie zwierząt.

Posłowie PiS tłumaczyli małą aktywność Kaczyńskiego dużą liczbą obowiązków jako szefa partii. Inną teorię przedstawił „Super Express”. Jego zdaniem niepodpisujący się po niczym prezes chciał uniknąć odpowiedzialności za najbardziej kontrowersyjne ustawy.

W obecnej kadencji zaczął jednak stopniowo zmieniać swój nawyk. W 2019 r. podpisał się pod jedną z kandydatur na sędziego TK, a kilka miesięcy później – pod dwoma, nieuchwalonymi projektami, mającymi wybrnąć z pata wokół organizowanych po wybuchu pandemii wyborów prezydenckich.

Czytaj więcej

Sprawa wyrzutni Patriot. Błaszczak nie przekonał nawet elektoratu PiS

Z czasem podpisów zaczęło przybywać, co początkowo traktowano w kategoriach doniosłego gestu. – Mamy już pierwszy podpis. To jest podpis prezesa! – emocjonował się w 2020 r. szef młodzieżówki PiS Michał Moskal, prezentując nowelizację kodeksu pracy, mającą zrównać płace kobiet i mężczyzn. Mocno podpis prezesa akcentowano też podczas prac nad „piątką dla zwierząt”.

Począwszy od 2021 r. nastąpił już prawdziwy wysyp podpisów. Prezes podpisał się pod kandydaturą Marcina Wiącka na RPO, nowelizacją o dodatku dla opozycjonistów, pod tzw. projektem lex Kaczyński, umożliwiającym żądanie od pracowników testów na covid, oraz pod projektem zmiany konstytucji, przewidującym wyłączenie wydatków na obronność z limitu zadłużenia.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński: Nasi przeciwnicy nadal bronią Putina

Najnowszy podpis jest już dziesiąty. – Coraz częstsze podpisywanie się przez prezesa jest znamienne. Inflacja konfliktów w PiS powoduje, że Kaczyński nie może już działać przez pośredników, lecz musi osobiście pokazać, co jest przez niego akceptowane – mówi senator KO Krzysztof Brejza. Jego zdaniem projekty ze wsparciem Kaczyńskiego są często tak kontrowersyjne, że trudno byłoby znaleźć wśród posłów chętnych do podpisania się.

Nie zgadza się z tym poseł PiS Marek Ast, który twierdzi, że nigdy nie brakuje chętnych do podpisania się. Jednak również on uważa, że podpis prezesa ma duże znaczenie. – Traktowałbym większość tych podpisów jako sygnał, że sprawa jest ważna dla nas jako formacji, ale też dla Polski – mówi.

Zgodnie z hipotezą senatora Brejzy, projekty z podpisem prezesa rzeczywiście często są kontrowersyjne, w związku z czym mają problemy w Sejmie. Np. do nowelizacji kodeksu pracy wpłynęło krytyczne stanowisko rządu i prace przerwano, piątka dla zwierząt spowodowała wstrząs w koalicji, więc umieszczono ją w zamrażarce, a ustawę o testach na covid Sejm odrzucił po rozłamie w Klubie PiS.

Czy najnowsze podpisy pomogą? Nie jest to pewne. We wtorek komisje sejmowe miały zająć się projektem zmiany konstytucji o wydatkach na obronność, ale posiedzenie odroczono. Wniosek złożyła posłanka z Klubu PiS.