Jeszcze w czwartek rano Boris Johnson zapewniał, że nie porzuci stanowiska premiera. Przeciwnie: miał zamiar przedstawić nowy program cięcia podatków, aby nieco złagodzić nadchodzącą recesję. Jednak to okazało się niemożliwe. Nie tylko liczba ministrów, którzy odmówili z nim współpracy, była tak duża, że nie dało się już skompletować wakatów (np. James Cleverly został trzecim ministrem edukacji w ciągu trzech dni), ale nastroje wśród deputowanych torysów zapowiadały, że jeśli Johnson nie ustąpi teraz, to w przyszłym tygodniu zostanie odsunięty w o wiele bardziej upokarzający sposób: poprzez głosowanie.

Ale mimo to premier najwyraźniej nie pogodził się z porażką. W krótkim przemówieniu podkreślił, że został „zmuszony" do odejścia w środku pełnienia niezwykle ważnej misji.

Czytaj więcej

Prof. J. Portes, politolog: Tak złego premiera Wielka Brytania nie miała nigdy

- Wolą Partii Konserwatywnej wyraźnie jest, aby pojawił się nowy lider formacji, a zatem i nowy premier. Zgodziłem się z sir Grahamem Bradym, liderem naszych szeregowych deputowanych (członków Izby Gmin, którzy nie należą do rządu - red.), że proces wyłonienia tego nowego lidera powinien rozpocząć się teraz - oświadczył Johnson o godz. 13:30 przed swą siedzibą przy Downing Street. Dodał, że harmonogram niezbędnych kroków zostanie podany do wiadomości w przyszłym tygodniu. Zapowiedział też, że o ile od razu rezygnuje z kierowania Partią Konserwatywną, to szefem rządu pozostanie aż do wyznaczenia przez torysów jego następcy. To zaś będzie trwało przynajmniej do września.

Premier podziękował za zaufanie wyborcom, którzy głosowali na konserwatystów w ostatnich wyborach. - Powodem, dla którego w ciągu ostatnich kilku dni tak ciężko walczyłem o kontynuowanie (wypełniania - red.) tego mandatu osobiście było nie tylko to, że chciałem to zrobić, ale dlatego, że czułem, iż to moja praca, moja powinność, moje zobowiązanie wobec was, by kontynuować spełnianie naszych obietnic z 2019 roku - mówił Johnson.

Zaznaczył, że jest "niezwykle dumny" z osiągnięć swego rządu. W tym kontekście wymienił sprawę brexitu, walkę z epidemią koronawirusa (w tym najszybciej w Europie rozpoczętą akcję szczepień na COVID-19) oraz "przewodzenie Zachodowi w przeciwstawieniu się agresji Putina na Ukrainę". W przemówieniu Johnson zapewnił obywateli Ukrainy, że Wielka Brytania będzie popierała ich walkę o wolność "tak długo, jak będzie trzeba".

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Ukraińcy mogą żałować Johnsona

Ustępujący premier zaznaczył, że w ostatnich dniach próbował przekonać swych kolegów z partii, że zmiana rządu w sytuacji, gdy konserwatyści dysponują "tak szerokim mandatem" byłaby "ekscentrycznością". Wyraził żal, że jego argumenty nie okazały się przekonujące. - To bolesne, że nie będę w stanie dokończyć tak wielu projektów. Ale jak widzieliśmy, w Westminsterze instynkt stadny jest potężny, a gdy stado rusza - to rusza. A w polityce nie ma ludzi niezastąpionych. Nasz wspaniały i darwinowski system stworzy nowego lidera, równie gotowego do przeprowadzenia naszego państwa przez trudne czasy - powiedział Boris Johnson. Zadeklarował, że będzie wspierał nowego lidera Partii Konserwatywnej. - Chcę, byście wiedzieli, jak smutny jestem, że rezygnuję z najlepszej pracy na świecie - oświadczył, po czym podziękował m.in. swej rodzinie za wsparcie.

Zwracając się do Brytyjczyków Boris Johnson zapewnił, że od teraz do czasu powołania nowego premiera będzie komu dbać o ich interesy, a rząd będzie kontynuował prace.

O schedę po Johnsonie walczy 12 kandydatów. Tzw. komitet 1922 musi wybrać spośród nich dwóch, z których szeregowi członkowie partii wskażą zwycięzcę. Tyle że większość dotychczasowych ministrów Johnsona nie chce z nim współpracować nawet przez nadchodzące trzy, cztery miesiące.