Waszyngton i amerykański sojusznicy przygotowują pakiet sankcji finansowych, technologicznych i militarnych przeciwko Rosji, które miałyby wejść w życie w ciągu kilku godzin od inwazji na Ukrainę. Ma to uzmysłowić prezydentowi Putinowi, jakie koszty poniesie Kreml, jeśli rosyjskie wojska przekroczą granicę z Ukrainą.

Urzędnicy w Waszyngtonie po raz pierwszy opisali szczegóły tych planów. Informacje na ten temat przekazywane są kilka dni przed rozmowami na linii USA - Rosja. 

Plany, o których Stany Zjednoczone rozmawiały w ostatnich dniach z sojusznikami, obejmują odcięcie największych rosyjskich instytucji finansowych od światowych transakcji, nałożenie embarga na wyprodukowaną lub zaprojektowaną przez Amerykanów technologię potrzebną w przemyśle obronnym i konsumenckim, a także uzbrojenie oddziałów na Ukrainie, które mogłyby prowadzić coś na kształt wojny partyzanckiej przeciwko rosyjskiej okupacji wojskowej, jeśli do niej dojdzie.

Takie informacje rzadko są ogłaszane przed oficjalnym rozpoczęciem rozmów, ale doradcy Bidena tłumaczą, że jest to sygnał dla Putina, z czym będzie musiał się zmierzyć. 

Czytaj więcej

Amerykanie mogą wycofać wojska z Polski

Rozmowy w poniedziałek będą prowadzone przez zastępcę sekretarza stanu, Wendy Sherman, doświadczoną dyplomatkę, która negocjowała porozumienie nuklearne z Iranem w 2015 roku.

Biały Dom spodziewa się, że Rosjanie będą naciskać na swoje żądania dotyczące "gwarancji bezpieczeństwa", w tym zakazu rozmieszczania w Europie jakichkolwiek rakiet, które mogłyby uderzyć w Rosję, oraz umieszczania broni lub wojsk w byłych państwach radzieckich, które przystąpiły do NATO po upadku muru berlińskiego.

Putin domaga się również zakończenia ekspansji NATO, w tym obietnicy, że Ukraina nigdy nie będzie mogła dołączyć do sojuszu.

Amerykańscy dyplomaci obawiają się, że porażka w negocjacjach, będzie pretekstem do rozpoczęcia działań militarnych. - Nikt nie powinien być zaskoczony, jeśli Rosja wywoła prowokację lub incydent powiedział w piątek sekretarz stanu Antony J. Blinken. - Jasno powiedzieliśmy Rosji, co ją czeka, jeśli nadal będzie podążać tą drogą, włączając w to środki ekonomiczne, których wcześniej nie używaliśmy - ogromne konsekwencje - dodał.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Czytaj więcej

Irena Lasota: Wejdą – nie wejdą

Słowa sekretarza stanu są niewypowiedzianym przyznaniem, że odpowiedź administracji Obamy w 2014 roku, kiedy Putin po raz ostatni najechał na część Ukrainy, była zbyt ostrożna. Teraz amerykańscy urzędnicy mówią, że starają się uczyć na błędach.

Wewnętrzny przegląd tych działań, przeprowadzony przez Biały Dom w ostatnich tygodniach, stwierdził, że choć sankcje Obamy zaszkodziły gospodarce Rosji i doprowadziły do wyprzedaży jej waluty, to nie udało się osiągnąć głównego celu strategicznego: spowodować tyle krzywdy, by Putin został zmuszony do wycofania się. 

Amerykanie zapowiadają, że nowe sankcje będą nakierowane na odcięcie największych rosyjskich instytucji finansowych, które zależą od globalnych transferów finansowych. Plan ten został opisany przez jednego z urzędników jako "szybka reakcja o dużym wpływie, której nie realizowaliśmy w 2014 roku".

Nie potwierdzono, czy USA były przygotowane do odcięcia Rosji od systemu SWIFT, który realizuje globalne transakcje finansowe między ponad 1100 bankami w 200 krajach, jednak dyplomaci w Europie twierdzą, że omawiali taką możliwość. Większość głównych potęg europejskich do niedawna odrzucała takie rozwiązanie, obawiając się, że Rosja mogłaby wziąć odwet, próbując odciąć przepływ gazu i ropy, nawet na krótki czas.

Sankcje technologiczne byłyby wymierzone w część z ulubionych przez Putina gałęzi przemysłu - szczególnie w przemysł lotniczy i zbrojeniowy, które są głównymi producentami dochodów dla rosyjskiego rządu.

Czytaj więcej

Stoltenberg: Ryzyko konfliktu jest realne. Rosja gromadzi siły wokół Ukrainy

W centrum uwagi znalazłyby się produkowane w Rosji samoloty myśliwskie, systemy przeciwlotnicze, systemy antysatelitarne, systemy kosmiczne i nowe technologie, w których Rosja ma nadzieję odnieść korzyści, takie jak sztuczna inteligencja i obliczenia kwantowe.

Rozważane opcje wykraczają daleko poza zwykły zakaz sprzedaży chipów komputerowych. W jednym z dodatkowych kroków, według amerykańskich urzędników, Departament Handlu mógłby wydać postanowienie, które zakazałoby eksportu do Rosji jakichkolwiek dóbr konsumpcyjnych - od telefonów komórkowych i laptopów po lodówki i pralki - które zawierają elektronikę wyprodukowaną lub zaprojektowaną przez Amerykanów.

Dotyczyłoby to nie tylko producentów amerykańskich, ale także europejskich, południowokoreańskich i innych zagranicznych producentów, którzy używają amerykańskich chipów lub oprogramowania.

W przeciwieństwie do Chin, Rosja nie produkuje wielu z tych produktów i skutki dla konsumentów mogłyby być odczuwalne.