Swoją decyzję w sprawie kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji Andrzej Duda ogłosił wczoraj. Zdecydował się ją zawetować, z uwagi, jak mówił, na dotrzymywanie zobowiązań, zasady i potrzebę zapobieżenia kolejnym podziałom i niepokojom społecznym.

Czytaj więcej

Andrzej Duda o wecie: Na ulicy słyszałem "po co nam kolejna awantura?"

Kempa stwierdziła, że od wczoraj miała "bardzo wiele" telefonów i maili od elektoratu, który "też nie rozumie tej decyzji". Dodała, że sporą część życia przeżyła przed 1989 rokiem i nie zgadza się na powtórkę z historii.

- Nie godzę się na to, by, jak kiedyś ze strony Kremla, teraz ze strony Sekretariatu Stanu szły jakiejś połajanki czy pouczenia  - mówiła europosłanka.

Jej zdaniem zawetowana ustawa miała dać wyraźny sygnał, że jako państwo suwerenne  Polska ma prawo mieć media polskie, a nie tylko polskojęzyczne. Kempa uważa, że dobrze się stało, iż przez kraj przetoczyła się dyskusja na temat znaczenia kapitału w mediach - "bo kapitał ma narodowość" - podkreśliła - i ludzie, którzy w zabieganym życiu nie mieli czasu, aby się tym zainteresować, mogli się dowiedzieć, "jaka była geneza powstania mediów polskojęzycznych".

Prowadząca przywołała słowa kard. Roberta Saraha, gwinejskiego duchownego rzymskokatolickiego, który niedawno wezwał do rechrystianizacji Europy. Jego zdaniem nowoczesne technologie i rozwody doprowadziły do osłabienia wiary i powołań na Starym Kontynencie, a Europa odwróciła się od swych korzeni. W rozmowie ze stacją radiową Europe 1 hierarcha zaapelował do Francji o odrzucenie tradycji świeckości, rozdzielającej państwo od Kościoła. Apel poparła europosłanka Elżbieta Kruk, mówiąc, że "UE potrzebuje moralnej i funkcjonalnej odnowy".

Beata Kempa, spytana "czy to jest w ogóle możliwe przy takim składzie UE", odparła, że Polacy wiele razy pokazali, że potrafią się dźwigać i "obalić coś takiego jak system komunistyczny". Trzeba więc połączyć wszystkie hołdujące godności człowieka i rodziny siły prawicowe i konserwatywne w Europie i na świecie i nie dopuścić,  aby "ta dość nieprzytomna rewolucja" wygrała. Wymaga to "wielkiej i spokojnej pracy i przeciwstawiania się wszelkim szaleństwom ideologicznym" - zgubnym jak cała "inżynieria nowego człowieka".