Po wyborach uzupełniających na prowadzenie wysunęły się dwie kandydatki: Michelle Wu oraz Annissa Essaibi George.

Pierwsza to córka imigrantów z Tajwanu, która ukończyła wydział prawa na Harvardzie. Uzyskawszy najwięcej, bo 33 proc. głosów w prawyborach, 36-letnia Wu uznawana jest za faworytkę progresywnych demokratów.

W listopadzie walczyć będzie z Essaibi George, Amerykanką pochodzenia polsko-arabskiego. Jej dziadkowie ze strony ojca pochodzą z Tunezji, ci ze strony matki – z Polski. Essaibi George ma doświadczenie w szkolnictwie oraz przedsiębiorczości. Jest centrową demokratką cieszącą się poparciem grup, które tradycyjnie mają wpływ na kształt miejskiej polityki, w tym związkowców.

Kandydaci zaliczani są do mniejszości kolorowych, co jest bezprecedensowe w polityce bostońskiej

Obie mają doświadczenie pracy w radzie miasta. W prawyborach zdobyły więcej głosów niż pełniąca obowiązki burmistrza czarnoskóra Kim Janey, radna Andrea Campbell oraz John Barros, były szef ds. rozwoju ekonomicznego. Cała piątka to kandydaci zaliczani do mniejszości kolorowych, co jest bezprecedensowe w polityce bostońskiej, zdominowanej od setek lat przez białych mężczyzn, pochodzenia irlandzkiego albo włoskiego.

Innym zwrotem w tradycjach bostońskich jest popularność 36-letniej Wu, która nie pochodzi z Bostonu, a jako radna promowała mocno progresywne pomysły, np. dotyczące ochrony środowiska czy darmowych przejazdów komunikacją miejską, które zaczerpnęła od swojej mentorki sen. Elizabeth Warren. 47-letnia Essaibi George krytykowała Wu za zbyt „abstrakcyjne" lub „akademickie" podejście do zarządzania miastem, próbując siebie zaprezentować jako kandydatkę praktyczną. – Gdy wygram wybory, nie będziecie patrzeć na moje zdjęcie. Zobaczycie mnie w terenie, tam będę pracować – obiecała. Zwyciężczyni tych wyborów przejmie rządy w mieście, które w ostatnich latach mocno się zmienia. Przybywa Azjatów i Latynosów, natomiast populacja białych się kurczy, obecnie stanowią oni niecałe 45 procent. Coraz mniej jest też czarnoskórych mieszkańców.

Boston – niegdyś bastion białych katolików – coraz bardziej otwiera się na progresywne idee

Historycznie to miasto portowe oferujące zatrudnienie robotnikom, ale w ostatnich latach stało się hubem dla nowych przybyszów – wykształconych i pracujących w sektorze biotechnologicznym czy medycznym. Duża część mieszkańców to ludzie młodzi w wieku od 20 do 37 lat. – Boston już nie przyciąga pracami fizycznymi w fabrykach. Przejmowany jest przez zamożnych, wykształconych ludzi, którzy czytają „Timesa", ale niekoniecznie chodzą do kościoła – mówi były radny, 72-letni Larry DiCara.

Wu przemawia właśnie do tej nowej grupy, a prezentując postępowe poglądy, wpisuje się w historię Bostonu, w którym rodziły się nowe pomysły z zakresu publicznej edukacji, abolicjonizmu, praw obywatelskich czy praw dla par homoseksualnych. – To jest miasto, które wie, jak walczyć o to, co jest dobre – mówi Wu.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Trudno ocenić, której kandydatce się powiedzie w listopadzie

Jednak, jak zauważają komentatorzy, najwierniejsi wyborcy bostońscy to mieszkańcy okręgów typowo białych, którzy krzywo patrzą na politykę proponowaną przez Wu oraz apele o reformę policji, jakie pojawiły się w kręgach progresywnych po zabójstwie George'a Floyda w Minneapolis. Zresztą Boston uchronił się przed falą przestępczości, jaka w ostatnich miesiącach stała się plagą w innych miastach, takich jak Nowy Jork. Ci tradycyjni wyborcy skupili się wokół Essaibi George, która przeciwna jest cięciom budżetu policyjnego, nawołuje do zwiększenia obecności policji na ulicach miasta, ale też walczy o przystępne cenowo mieszkania, których w Bostonie brakuje.

Trudno ocenić, której kandydatce się powiedzie w listopadzie. Wiadomo natomiast, że przejdzie do historii jako pierwsza kobieta z mniejszości etnicznej na stanowisku burmistrza Bostonu.