W tamtą środę prezydent elekt szykował się już do złożenia przysięgi w Sejmie, kiedy w mediach społecznościowych lider głównej partii rządzącej przemówił do rozczarowanych wyborem głowy państwa. Dał do zrozumienia, że nie zwyciężyły „uczciwość, dobro i miłość”. Czytaj: dziesięć z hakiem milionów współrodaków, nazwanych przez niego „solą tej ziemi”, opowiedziało się za miłością i wartościami; drugie dziesięć z większym hakiem zagłosowało przeciw. Lider zapomniał, że co najmniej ci od „niemiłości” woleliby usłyszeć co innego, skoro jest premierem kraju. Zapomniał też, że kiedyś on i jego stronnicy mówili innym językiem.