Swój przyjazd do Barcelony premier Hiszpanii ogłosił w poniedziałek w nocy w wywiadzie dla telewizji TVE. Po raz pierwszy od nielegalnego referendum w 2017 r. rysuje się możliwość przywrócenia pokoju w zbuntowanej prowincji. Lider socjalistycznej PSOE postawił jednak warunek.

– Nie będziemy rozmawiali o głosowaniu w Katalonii nad niepodległością. Jest to nie tylko niezgodne z hiszpańską konstytucją, ale doprowadzi to ponownego wybuchu napięcia. A ja angażuję się w pogodzenie Katalończyków i to przynosi efekty – oświadczył Sánchez.

Bezrobocie młodych

Mimo tak postawionych warunków na rozpoczęcie rokowań zgodził się przewodniczący katalońskiego rządu regionalnego Pere Aragonès. Secesjoniści nie mają już wiatru w żaglach. I muszą iść na kompromis.

– Nasz ruch nie jest na tyle silny, aby wybić się na niepodległość, choć wystarczająco silny, aby stworzyć dla Hiszpanii bardzo poważny problem – przyznał niedawno ojciec katalońskiego ruchu niepodległościowego Jordi Pujol, którego liczne afery korupcyjne zepchnęły jednak na margines życia politycznego.

Do 38 proc.

spadło poparcie dla oderwania się od Hiszpanii

Jednym z problemów nacjonalistów jest zmiana nastawienia opinii publicznej. Widać ją po opublikowanym w lipcu sondażu Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie. W 2017 r. 44 proc. Katalończyków chciało niepodległości, a 48 proc. była jej przeciwna. Dziś jednak poparcie dla oderwania się od Hiszpanii spadło do 38 proc., podczas gdy udział lojalistów wzrósł do 53 proc. Szczególnie silna jest zmiana nastawienia osób w wieku 18–24 lat: tu udział zwolenników secesji załamał się w ciągu czterech lat o 20 pkt proc., z 56 do 36 proc.! Powodem jest kryzys gospodarczy i skok bezrobocia, który spotęgowała pandemia. Zamiast obiecanego raju niepodległej Katalonii efektem ruchu secesjonistycznego są coraz większe kłopoty prowincji. Bez pracy pozostaje 14 proc. osób w wieku produkcyjnym, ale znacznie więcej młodych. W chwili upadku frankistowskiej dyktatury w 1975 r. dochód narodowy Katalonii był o jedną czwartą większy od regionu Madrytu. Ale w 2018 r. stolica wybiła się na pierwsze miejsce i powiększa od tej pory swoją przewagę.

Reputacji secesjonistów nie służy też ujawniona niedawno przez hiszpański wywiad współpraca przewodniczącego rządu Katalonii z 2017 r. Carlesa Puigdemonta z Kremlem. Już wcześniej było wiadomo, że w chwili przeprowadzenia nielegalnego referendum w Barcelonie przebywała tajna jednostka rosyjskich służb specjalnych 29155. Madryt nie dostrzegł jednak żadnej jej aktywności. Teraz okazuje się, że już później, wiosną 2019 r., do Moskwy poleciał kilkakrotnie jeden z najbliższych współpracowników Puigdemonta Josep Lluís Alay. Spotykał się tam z wysokimi rangą oficerami rosyjskiego wywiadu. Po powrocie zainicjował ruch Demokratyczne Tsunami: blokadę katalońskich autostrad i lotniska w Barcelonie, drugiego najważniejszego w kraju. Z biznesmenem Aleksandrem Dmitrenką, którego żona jest Katalonką, opracowywał też plan budowy niezależnego od Madrytu systemu bankowego, telekomunikacyjnego i energetycznego. W ten sposób kataloński ruch wpisał się w starania Władimira Putina rozbicia kluczowych krajów Zachodu.

Vox może dojść do władzy

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Porozumieniu służy też dynamika polityczna w Hiszpanii. W czerwcu Sánchez zgodził się na warunkową amnestię dla działaczy niepodległościowych skazanych nieraz na kilkanaście lat więzienia. Na wolność wyszedł w szczególności lider Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC) Oriol Junqueras. To ugrupowanie, które zdobyło w lutowych wyborach regionalnych najwięcej głosów. Co prawda opowiada się ono za niepodległością. Ale jest też o wiele bardziej pragmatyczne od Junts, partii Puigdemonta. Amnestia nie obejmuje jednak tego ostatniego, który zamiast stawić się przed hiszpańskim prokuratorem, zbiegł do Brukseli.

ERC i Junts, a także opowiadająca się za niepodległością radykalna Kandydatura Jedności Ludowej (CUP) uzyskały co prawda w wyborach regionalnych w lutym większość w parlamencie w Barcelonie, ale przy bardzo niskiej frekwencji. Jeśli następnym razem zniechęceni do idei oderwania się od Hiszpanii wyborcy ruszą się z domu i oddadzą głos na ogólnohiszpańskie ugrupowania, secesjoniści w ogóle nie będą mogli podjąć negocjacji z Madrytem. Z ich perspektywy lepiej podjąć je teraz.

Katalończycy muszą też uwzględniać nadchodzące wybory do Kortezów w Madrycie. Aragonès wie, że jeśli do władzy w Madrycie dojdzie Partia Ludowa (PP) w sojuszu z postfrankistowskim ugrupowaniem Vox, nie tylko nie będzie mowy o poszerzeniu autonomii, ale dotychczasowe uprawnienia Barcelony mogą zostać odebrane.

Sánchez twierdzi, że jest gotowy przynajmniej w jakimś stopniu spełnić 44 z 45 postulatów secesjonistów, wszystkie poza referendum niepodległościowym. Idea kompromisu polegałaby na poszerzeniu zakresu autonomii fiskalnej łącznie z ustaleniem górnego pułapu transferów Katalonii do budżetu centralnego. Umowa musiałaby jednak być uzgodniona z pozostałymi 16 wspólnotami autonomicznymi Hiszpanii, które z tego powodu mogłyby dużo stracić. Madryt byłby też gotowy uznać Katalończyków za odrębny naród, ale na poziomie kulturowym. Poszerzona byłaby autonomia prowincji w zakresie edukacji. Takie porozumienie musiałoby jednak zostać zatwierdzone w referendum przez wszystkich Hiszpanów.