Komisja wyborcza wyliczyła, że w parlamencie powinno zasiadać - na mocy prawa o obowiązkowej kwocie kobiet - sześć parlamentarzystek, a nie, jak dotychczas interpretowano, pięć.

Prawo wyborcze nakazuje, aby w 52-osobowym parlamencie 10 proc. składu stanowiły parlamentarzystki. Dotychczas uznawano, że wymóg ten jest spełniany, gdy w parlamencie zasiada pięć kobiet. Komisja uznała jednak, że aby wypełnić wymogi prawa liczba parlamentarzystek musi wynieść sześć.

W efekcie do parlamentu weszła Ali'imalemanu Alofa Tuuau reprezentująca rządzącą krajem od blisko 40 lat Partię Ochrony Praw Człowieka (HRPP).

W efekcie była wicepremier Fiame Naomi Mata'afa, która była bliska zostania pierwszą szefową rządu w historii wyspy może nie stanąć na czele rządu, ponieważ obecnie jej partia Wiary w Jedynego Prawdziwego Boga (FAST) ma taką samą liczbę parlamentarzystów jak HRPP - po 26.

Mata'afa Keni Lesa, polityczny komentator z Samoa przyznał, że choć "prawo jest prawem", to jednak nikt nie spodziewał się, że obowiązkowa kwota parlamentarzystek w parlamencie przyniesie taki skutek. - W efekcie Samoa wygląda śmiesznie, to niemal jak żart - stwierdził.

Przepisy na mocy których w parlamencie musi zasiadać 10 proc. kobiet wprowadzono w 2013 roku.

Partia FAST oświadczyła, że decyzja Komisji Wyborczej jest nieważna i chce uznania jej za niezgodną z konstytucją.