Środowiska feministek nie mają dobrej opinii o pełnomocnik ds. równego traktowania. Uważają, że nic nie robi, nie walczy o prawa kobiet, a nawet publicznie nie zabiera głosu w sprawach, na które powinna reagować. – Na dodatek kłamie, że pierwsza zajmuje się dyskryminacją z innych przyczyn niż płeć, a przecież Izabela Jaruga-Nowacka też miała w zakresie kompetencji walkę z wszelką dyskryminacją – oburza się Kądziela.

Ostatnio feministki głośno zaczęły mówić, że premier bez szkody może zdymisjonować taką minister i przy okazji zaoszczędzi na jej pensji.

Elżbieta Radziszewska odpiera ataki: – Panie feministki wcale nie są zainteresowane walką z dyskryminacją kobiet. Chciałyby, żebym zajmowała się wyłącznie aborcją, antykoncepcją i sztucznym zapłodnieniem, a to nie leży w kompetencjach, które przydzielił mi premier Donald Tusk. Jeżeli paniom się to nie podoba, muszą poczekać na zmianę rządu.

[srodtytul]Od ROAD do Kościoła[/srodtytul]

Posłanka z Piotrkowa Trybunalskiego, z zawodu lekarz kardiolog, karierę polityczną zaczynała od Ruchu Obywatelskiego – Akcja Demokratyczna, któremu ton nadawali tacy politycy jak Tadeusz Mazowiecki, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek.

W czasie studiów należała do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, choć twierdzi, że nikt jej nie pytał, czy ma na to ochotę.

– Wszyscy studenci dostali legitymacje i kwita – tłumaczy.

W 1989 r. zaangażowała się po stronie Komitetów Obywatelskich. Rok później z ramienia ROAD zdobyła mandat radnej. – Nie polubiłam tego i dlatego wystartowałam w wyborach do Sejmu – wspomina Radziszewska. Krajowa polityka nie polubiła jej, bo mandatu nie zdobyła.

Udało się dopiero w 1997 r. z listy Unii Wolności. Lewicowy poseł Marek Balicki, który w tej partii prowadził sekretariat ds. zdrowia, mówi, że Radziszewska nie była specjalnie aktywna. – Dopiero przed samymi wyborami nagle wszędzie zrobiło się jej pełno – wspomina Balicki.

Uważa, że dzisiejsza minister w czasie politycznej kariery zmieniła poglądy o 180 stopni. – Jest bardziej konserwatywna niż Joanna Kluzik-Rostkowska z PiS – mówi. – I jeszcze ten pomysł, żeby patronką parlamentarzystów została Matka Boska Trybunalska! W UW byli katolicy, ale żeby biegać po Sejmie z obrazem? To niepoważne.

Radziszewska wpadła na ten pomysł w poprzedniej kadencji Sejmu. – Właściwie zapamiętałem ją tylko z tej inicjatywy – śmieje się inny piotrkowski poseł, Artur Ostrowski z SLD. – Na szczęście pomysł upadł, a obraz Matki Boskiej Trybunalskiej pozostał w Piotrkowie.

– Stała się taka bogobojna pod wpływem męża blisko związanego z lokalnymi hierarchami kościelnymi – uważa poseł PO. – A w partii jest wojującą katoliczką, dopóki toleruje to Donald Tusk. Gdy lider tupnie nogą, odpuszcza.

Radziszewska twierdzi, że wcale nie zmieniła poglądów, zawsze była głęboko wierząca, a z UW odeszła, gdy ta zaczęła skręcać w lewo. – Pomysł z patronką parlamentarzystów to przejaw lokalnego patriotyzmu i jestem z niego dumna – tłumaczy.

[srodtytul]Pasiak i sztucer[/srodtytul]

Znakiem firmowym Radziszewskiej jest ludowy strój. Co roku wkłada pasiastą spódnicę i w towarzystwie pań z koła gospodyń wiejskich urządza w Sejmie dożynki, co media zawsze chętnie zauważają. Mało kto natomiast wie, że Radziszewska równie chętnie zakłada mundur myśliwski, bo od lat jest członkinią koła łowieckiego Leśnik. Strzela z dubeltówki i sztucera. Brała udział w polowaniach z nagonką i twierdzi, że to fantastyczne przeżycie. Na jakie zwierzęta poluje?

[wyimek]Elżbieta Radziszewska zasłynęła w Sejmie inicjatywą, by patronką posłów była Matka Boska Trybunalska[/wyimek]

– Na wszystkie – odpowiada pani minister. Ale pytana o konkrety nie chce wyjawić, czy chętniej strzela do zajęcy czy saren. – Nie mogę tego powiedzieć – wymiguje się. – Zresztą od kilku lat już nie poluję, koledzy z koła łowieckiego mówią, że strzelam wyłącznie oczami.

Niektórzy politycy z PO uważają jednak, że pani minister poluje również na swoich przeciwników.

– Nie chciałbym mieć jej za wroga – mówi polityk PO. – Nienawidzi każdego, kto wystąpi przeciwko niej, i potrafi zatopić przeciwnika.

W Piotrkowie dobrze znana jest historia konfliktu między Radziszewską a Marianem Błaszczyńskim, dawnym działaczem Stronnictwa Konserwatywno-

-Ludowego, później prawicowym radnym. W 2001 r., gdy w PO odbywały się prawybory kandydatów na listy do Sejmu, na których byli też działacze SKL, Błaszczyński wygrał w Piotrkowie z Radziszewską. Twierdzi, że odtąd posłanka toczy z nim wojnę.

– Wystąpiła do wojewody o wygaszenie mojego mandatu, bo jako radny byłem jednocześnie społecznym wiceprezesem klubu piłki ręcznej Piotrkowianin – opowiada.

Według Radziszewskiej Błaszczyński złamał w ten sposób ustawę samorządową. Wojewoda zgodził się z zarzutem i mandat wygasił, a były radny przegrał w sądzie apelację w tej sprawie. Ma jeszcze sprawę karną o niewpisanie do oświadczenia majątkowego faktu kierowania Piotrkowianinem, ale tę wygrał w pierwszej instancji. Oskarżył natomiast Radziszewską, że ona też złamała ustawę, bo będąc posłanką, prowadziła gabinet lekarski w komunalnym lokalu.

Prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie.

– Bo zarzuty były śmieszne, do 2005 r. prowadzenie gabinetu lekarskiego nie było działalnością gospodarczą – odpowiada Radziszewska. – Gdy przepisy się zmieniły, zawiesiłam tę działalność. A w sprawie pana Błaszczyńskiego nie miałam wyjścia, musiałam złożyć doniesienie do prokuratury i wojewody, bo zgłosił się do mnie obywatel i przedstawił materiały w jego sprawie.

[srodtytul]Kobiety pocieszenia[/srodtytul]

W Sejmie Radziszewska zaczęła pracować w Komisji Zdrowia i odniosła sukces. Gdy ministrem zdrowia był Mariusz Łapiński z SLD, atakowała go za likwidację kas chorych i scentralizowanie pieniędzy na służbę zdrowia w NFZ, a także tropiła nieprawidłowości przy ustalaniu list leków refundowanych. Twierdzi, że z tego powodu nawet jej grożono. Maciej Płażyński, wówczas jeden z liderów PO, uważa jednak, że wystąpienia Radziszewskiej były bardziej emocjonalne niż merytoryczne. – Ale to bardzo sympatyczna osoba, wówczas jedna z kobiecych twarzy Platformy – dodaje.

W tamtym okresie wydawało się, że wojująca Radziszewska jest murowaną kandydatką PO na ministra zdrowia. Nagle w 2005 r. wszystko się zmieniło, pierwsze skrzypce w Komisji Zdrowia zaczęła grać Ewa Kopacz, a Radziszewska wylądowała w Komisji Rodziny i Praw Kobiet.

– To był mój wybór – twierdzi. – Nie zapisałam się do Komisji Zdrowia, bo musiałabym krytykować Zbigniewa Religę, a tego nie chciałam.

Jednak w Sejmie jest tajemnicą poliszynela, że nie pozwolono jej pracować w tej komisji, bo PO postawiła na Kopacz.

– Radziszewska przegrała rywalizację z Kopacz – ocenia Balicki. – A kobiety dostała na pocieszenie.

Dziś aktywność dawnej wojującej posłanki znacznie się zmniejszyła. W tej kadencji tylko raz zabrała głos z trybuny sejmowej. Podczas debaty na temat rolnictwa powiedziała do marszałka: „W imieniu pań z kół gospodyń wiejskich na pana ręce chcę przekazać bochen chleba z tegorocznych zbiorów. Proszę go dzielić sprawiedliwie”.