Kim Dzong Un ćwiczy cyberwojnę

Korea Północna. Prowokacje pod koniec roku stały się swoistym rytuałem propagandowym reżimu z Pjongjangu.

Aktualizacja: 23.12.2014 10:48 Publikacja: 23.12.2014 01:00

Koreański przywódca pokazuje światu, że nikt nie zagrozi jego władzy

Koreański przywódca pokazuje światu, że nikt nie zagrozi jego władzy

Foto: AFP

Biały Dom wciąż zastanawia się nad odpowiedzią na cyberatak na serwery koncernu Sony Pictures przeprowadzony najprawdopodobniej przez Koreę Północną. Prezydent Obama nieco złagodził ton, uznając, że włamania dokonanego przez hakerów z Grupy Strażników Pokoju (za którą najprawdopodobniej stoją władze z Pjong jangu) nie można uznać za działania wojenne, a jedynie za akt wandalizmu. Wcześniej wspominał, że Korea Północna mogłaby zostać uznana za kraj finansujący terroryzm.

Senator Robert Menendez, szef komisji spraw zagranicznych Senatu USA, uznał atak za groźny precedens pokazujący, że reżim północnokoreański jest już zdolny do spowodowania poważnych strat ekonomicznych na obszarze USA. Władze północnokoreańskie odrzucają wszelkie oskarżenia, a nawet zaproponowały wspólne śledztwo w celu wykrycia sprawców.

Tymczasem w weekend doszło do kolejnego włamania – tym razem do serwera firmy KHNP, operatora 23 reaktorów w południowokoreańskich elektrowniach atomowych. Władze w Pjongjangu także w tym wypadku zaprzeczają, że mają cokolwiek wspólnego z atakiem, jednak jest to ich standardowe zachowanie.

Przedstawiciele KHNP uspokajają, że przez włamanie nie można spowodować katastrofy nuklearnej, jednak nie można też wykluczyć ryzyka zakłócenia pracy elektrowni. W wiadomości przesłanej za pośrednictwem Twittera nieznani hakerzy domagali się natychmiastowego wyłączenia trzech reaktorów elektrowni Wolseong pod Seulem. Lee Kwan-sup, wiceminister energetyki Korei Płd., stwierdził, że nie ma niebezpieczeństwa, jednak zarządzono testy systemów zabezpieczeń.

– Prowokacje przeprowadzane przez reżim północnokoreański pod koniec roku nie są niczym nowym – mówi „Rz" Nicolas Levi, znawca Korei, ekspert Centrum Studiów Polska–Azja. – To zabieg propagandowy, którego przesłaniem jest „Zobaczcie, na co nas stać, z nami musicie się liczyć" – dodaje.

Prężenie muskułów ma także wywołać efekt wewnątrzpolityczny, pokazując, że młody przywódca w pełni kontroluje sytuację po nieobecności na scenie politycznej, prawdopodobnie z powodu problemów ze zdrowiem. – W zeszłym roku takim przypomnieniem, kto tu rządzi, była egzekucja Dzang Song Thaeka, człowieka nr 2 w hierarchii KRLD, wuja dyktatora – mówi Nicolas Levi.

Znawcy sytuacji w Pjongjangu wzmiankują jeszcze jedną datę wymagającą szczególnego uhonorowania – to oficjalne zakończenie trzyletniej żałoby po śmierci Kim Dzong Ila, ojca obecnego przywódcy.

Wreszcie wybór nowego rodzaju „broni" to swoisty zabieg marketingowy obliczony na pokazanie partnerom Korei Płn., że jej przemysł zbrojeniowy dotrzymuje kroku konkurentom i rozwija nowe technologie. Północnokoreańskie jednostki do walki w cyberprzestrzeni już nieraz dokonywały ataków na serwery amerykańskich, japońskich i południowokoreańskich instytucji publicznych albo dużych banków.

Na temat północnokoreańskich prowokacji internetowych rozmawiali ministrowie spraw zagranicznych USA John Kerry i Chin Wang Yi. Chiny są obecnie jedynym państwem mającym jakikolwiek wpływ na zachowanie władz w Pjongjangu. Amerykanie chcą skłonić Pekin do wywarcia nacisku na reżim północnokoreański, by ten zaprzestał prowokacji. Chiny oficjalnie deklarują, że sprzeciwiają się „wszelkim formom cyberataków i cyberterroryzmu", jednak Amerykanie już nieraz zarzucali podobne działania właśnie Pekinowi.

Polityka
Zuzanna Dąbrowska: Wybory do PE – eurosceptycyzm w wersji light
Polityka
Gibała: Chcę pokazać, że w Krakowie nadszedł koniec epoki boomerów
Polityka
Rządowe dylematy mieszkaniowe. Nowe pomysły w pakiecie
Polityka
Marek Migalski: Toksyczne związki lewicy
Polityka
Łukasz Warzecha: Kradzież czasu i wysiłku