Początek jest pomysłowy. David Kim porządkuje pliki zgromadzone na laptopie i przy okazji przegląda stare zdjęcia. Chwile spędzone z żoną, jej ciążę, narodziny córeczki, wreszcie kolejne nawroty choroby nowotworowej, która ostatecznie odebrała mu ukochaną. Tak właśnie wyglądają wspomnienia ery nowożytnej – garść plików elektronicznych przedstawiających często przypadkowe chwile z życia. Te gorsze zawsze można skasować. Na wszelki wypadek zapomnieć.

Pewnego dnia piętnastoletnia córka Davida znika. Po prostu nie wraca do domu, wyłącza komórkę, komputer zostawia na stole. Mężczyzna uświadamia sobie wówczas, że nawet nie zna jej przyjaciół ze szkoły. Oczywiście zgłasza sprawę na policję, ale prowadzi też prywatne śledztwo. I w jego trakcie odkrywa, że Margot była kimś innym, niż mu się wydawało. Tylko dlaczego zniknęła?

„Searching" ogranicza się do kilku banalnych konstatacji dotyczących tego, jak niewiele wiemy o swoich bliskich pomimo istnienia tylu nowoczesnych technologii ułatwiających komunikację. Bardzo szybko też film zamienia się w sprawnie opowiedziany, ale raczej standardowy thriller. Ciekawe zwroty akcji i obecne chwilami napięcie zadowolą fanów gatunku. Pozostali widzowie – mimo nowoczesnej formy – nie znajdą nic ciekawego. A ci, którzy z internetu rzadko korzystają, wręcz się pogubią.

„Searching”, reż. Aneesh Chaganty, USA 2018, dystr. UIP

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
prenumerata.rp.pl/plusminus
tel. 800 12 01 95