Reklama

Jan Maciejewski: Od stóp do głów

Załóżmy przez chwilę, że się nie przewidzieli. Że te wszystkie świadectwa bolszewików o ujrzanej nad Warszawą zjawie były czymś więcej niż zbiorową halucynacją albo słabą wymówką, usprawiedliwianiem klęski, która nie miała prawa się wydarzyć. Naprawdę nie było ich stać na coś bardziej wiarygodnego? Przecież nawet my, zwłaszcza my, myślimy o tych epizodach z zażenowaniem. Genialny manewr oskrzydlający – oczywiście, złamane szyfry – jak najbardziej, nawet nagromadzenie zbiegu przypadków jeszcze od biedy ujdzie. Każdą z tych definicji cudu przyjmujemy od stu lat z pocałowaniem ręki. Poza tą pierwszą i najbardziej dosłowną, której po wszystkim, już w niewoli, trzymali się dotknięci przez cud do żywego.

Publikacja: 21.08.2020 18:00

Jan Maciejewski: Od stóp do głów

Foto: AdobeStock

W naszym oporze jest coś więcej niż strach przed naruszeniem zasad dobrego smaku, przyznaniem, że poza tą z opracowań i podręczników jest jeszcze inna historiografia. Była od początku i stanie się na końcu, opowiadana w mitach, domyślana baśniami. Ale pozostaje jeszcze kwestia głównej bohaterki. Zwłaszcza w sierpniu, nawet takim jak ten, oswojonej pielgrzymkowym przemysłem. Obłaskawianej tymi wszystkimi sukniami i bukietami. Folklorem, który dawno już przerósł i wchłonął dewocję. Kiedy zaczęła się zabawa w tęczowe aureole, powszechną reakcją wśród katolików było raczej zniechęcenie niż złość. Bardziej jakby opowiedziano nieśmieszny żart niż podniesiono rękę na coś cennego. Poza wadami i cnotami są też narodowe znieczulenia. I my się właśnie na Matkę Boską – jakkolwiek by to zabrzmiało – uodporniliśmy.

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
„Limpopo”: Krokodyla nakarm mi luby
Plus Minus
„Islander: Wygnanie”: Europa po złej stronie
Plus Minus
„Slow Work. Jak pracować mniej i mądrzej”: W rytmie slow
Plus Minus
Gość „Plusa Minusa” poleca. Dr hab. Dagmara Woźniakowska: Lubię wyraźne zakończenia
Plus Minus
„The Ballad of Wallis Island”: Wyspa smutków i radości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama