Ale ile mogę karmić się Kaczmarkiem? Już wszystko powiedział, wszystko zeznał, do wszystkich dotarł, książkę wydał. Ba, znalazł dziennikarzy, którzy niczym pracowite pszczoły potrafili spijać miód z jego ust. Jednak na tym świecie wszystko ma swój koniec i nawet Kaczmarek mi się przejadł. Ile razy może go do siebie zaprosić Monika Olejnik? Ile jeszcze stron odda mu “Newsweek”?
Jeszcze w czwartek wydawało się, że po tajnym piątkowym posiedzeniu Sejmu, tak tajnym, że już po kilku minutach wszyscy wszystko wiedzieli, wreszcie poznam coś nowego. Posłowie PO krążyli z marsowymi minami, uśmiechając się tajemniczo, media zapowiadały nieoczekiwane sensacje, “GW” dzień po dniu publikowała listę ofiar podsłuchów poprzedniego reżimu, minister sprawiedliwości pracował w ukryciu. Spokojne i rozjaśnione troską o Najjaśniejszą Rzeczpospolitą oblicze marszałka Komorowskiego, gdy zapowiadał utajnienie obrad, nie pozwalało wątpić, że piątek będzie dniem prawdy. Pisowskiej hydrze miał zostać ukręcony łeb.