(Nazwiska nie podam – cisza wyborcza), Ciekawe, że autorowi tej mądrości nie przyszedł do głowy odwrotny związek przyczynowo-skutkowy. Może miejscowy gubernator pęka, bo za słabo z talibami wojujemy?
A propos postkomunizmu i polskiej dyskusji o sensowności stosowania tego słowa. W Berlinie w czasie wyborów na prezydenta postkomuniści z partii Die Linke w trzech kolejnych turach demonstracyjnie odrzucali kandydata SPD i Zielonych Joachima Gaucka. Kandydatka postkomunistów Luc Jochimsen nie miała żadnych szans, za to połączone głosy socjaldemokratów, Zielonych i postkomunistów mogły dać Gauckowi prezydenturę. Teoretycznie lewicy powinna uśmiechać się wizja upokorzenia Angeli Merkel, która wystawiła mało lubianego Christiana Wulffa z CDU. Ale w trzeciej turze elekcji po wycofaniu się Jochimsen pamiętliwi postkomuniści (niemogący darować Gauckowi stworzenia instytutu badania akt Stasi) sprawili, że Die Linke wolała zwycięstwo Wulffa niż wygraną Gaucka. To się nazywa nienawiść!