Reklama

Profanum doby Internetu

Ostrzegam na samym początku: ten tekst będzie stronniczy, niektórym może wydać się niesprawiedliwy.
Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

Ale taki ma być, bo często, zachwycając się wolnością i wartościami płynącymi z dostępu do ogólnoświatowej sieci, przechodzimy do porządku dziennego nad wychylającym się z niej złem. W tym tekście będzie tylko o nim. O profanum świata Internetu.

Przez kilka lat byłem blogerem. Chciało mi się pisać w ten sposób, jak to robią blogerzy, z odrzuceniem całego anturażu warsztatu i fachowości. Szybkie teksty, powodowane mniej myślą niż emocją. Skrótowe refleksje albo informacja, o której myśli się, że jest unikalna. Szybko przekonałem się, że na blogach „nie ma przeproś". Posty komentujących kierowały się w jeszcze większym stopniu emocjami niż to, co pisałem. Błyskawicznie dowiedziałem się o swojej równoległej biografii, którą ktoś mi wciskał jak dziecko w brzuch. Każda notka pociągała za sobą bluzgi złośliwości, wulgarne komentarze i puenty. Zależnie od tego, w jakim kierunku szła refleksja, byłem albo zawszonym stronnikiem PiS, albo zadeklarowaną świnią od Tuska. A jak od Tuska, to czerwony, Żyd, komunista, bolszewik i zdrajca. Jeśli uznawano mnie za PiS-owca, to koniecznie ciemnogród, Rydzyk itp. Obrażano moich rodziców, przyjaciół, ba, nawet moją nieżyjącą babkę, ofiarę Sowietów, dzięki której ktoś uznał, że skoro była z Rosji, to ja muszę być czerwony.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama