Ojcowie nie są ulubieńcami polskiego ustawodawcy. Wciąż nie przysługują im dokładnie takie same uprawnienia wynikające z posiadania dzieci, jak matkom. Oczywiście w niektórych przypadkach jest to jak najbardziej uzasadnione – nikt nie kwestionuje np. że pierwsze 14 tygodni urlopu macierzyńskiego musi przysługiwać wyłącznie kobiecie, bo przecież musi mieć czas nie tylko na opiekę nad noworodkiem, ale i na regenerację w okresie połogu.
Problem w tym, że Warszawa opornie i z opóźnieniem przyznaje mężczyznom uprawnienia, które nie powinny być różnicowane z uwagi na płeć. Koronnym przykładem jest prawo do urlopu rodzicielskiego. Przez lata ojciec nie miał prawa do niego, jeśli matce nie przysługiwał urlop macierzyński (bo nie pracowała lub nie prowadziła działalności i nie opłacała składek na ubezpieczenie chorobowe, od którego zależy prawo do zasiłku macierzyńskiego). Mężczyzna nie mógł skorzystać z płatnej opieki nad dzieckiem, nawet jeśli sam pracował i płacił składkę chorobową. Zmieniło się to dopiero dzięki prawu unijnemu.