Tych, którzy ich nie znają, warto by przekonać, że umieszczający je na półkach EMPiK-ów w dziale „Fantasy" subiekci księgarscy dają jedynie dowód ignorancji – swojej lub, co znacznie bardziej prawdopodobne, swoich szefów.
Owszem, Terry Pratchett sięgnął po formułę literacką fantasy. Zrobił to jednak po trosze po to, by wywrócić ją na nice, a przede wszystkim – by stworzyć cykl powieści o „Świecie Dysku", będących tak naprawdę traktatem antropologicznym, przenikliwą parafrazą dziejów Wielkiej Brytanii, arcydziełem mizantropii i satyry społecznej w jednym. Wnikliwi księgarze mieliby z Pratchettem nie lada kłopot, wahając się między działami „Politologia", „Psychologia" i „Literatura angielska" – kłopot, który mogłaby rozwiązać jedynie uważna lektura kilku stron dowolnie wybranej powieści: wówczas, miast targać książki, leżeliby po prostu na wykładzinie, kulając się ze śmiechu.