Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
W filmie „Chopin, Chopin!” kompozytor jest pokazany jako międzynarodowy celebryta. O jego związkach z Polską pada ledwie kilka zdań. Chopin (wciela się w niego Eryk Klum, na zdjęciu) został tu odpolszczony. Ale i tak produkcja ta może stać się przebojem
Tegoroczny festiwal filmów fabularnych w Gdyni został otwarty pokazem produkcji „Chopin Chopin”. Michał Kwieciński, producent, szef firmy Akson, opromieniony sukcesem „Filipa”, znów wziął się za reżyserowanie. Podobno pomysł sięgnięcia po życie wielkiego kompozytora podsunął mu aktor Eryk Kulm. Był w jego filmie Filipem wyjętym z prozy Leopolda Tyrmanda. Teraz stał się zagranym sugestywnie muzycznym geniuszem.
Nie jest to pełna biografia kompozytora i wirtuoza, zaczyna się w roku 1835, kiedy emigrant z Polski był już gwiazdą paryskich salonów i sal koncertowych. Twórcy filmu odprowadzają go jednak do samego końca życia w 1849 r. To film kosztowny, kręcony z rozmachem w koprodukcji z Francuzami. Oglądamy widowiskowe sceny zbiorowe, świat koncertów i przyjęć, także rozedrgane, pełne tłumów paryskie ulice. Operator Michał Sobociński oraz scenografowie Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński to współtwórcy klasy tej produkcji. Dotyczy to także ścieżki dźwiękowej. Muzyka to pełnoprawny bohater tej opowieści.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: