4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Stadion im. Edmunda Szyca (dawniej znany jako stadion im. 22 Lipca lub stadion Warty Poznań) to dziś ruina porośnięta lasem
Zarośla pełne śmieci oraz toaleta dla wałęsających się psów i ludzi. W gwarze poznańskiej: „chęchy”. Stadion im. Edmunda Szyca (zmarłego w 1987 r. piłkarza i działacza) – dawniej znany jako Stadion 22 Lipca, Stadion Warty czy po prostu miejski – to miejsce zapomniane. Czasem zajrzą tam jeszcze groundhopperzy, czyli kibice, którzy lubują się w odwiedzaniu stadionów – zarówno tych nowych, jak i całkiem zapuszczonych.
Sam staram się co jakiś czas sprawdzać, w jakim stanie jest to ważne na mapie Poznania miejsce, ruina w centrum miasta. Jeszcze na początku poprzedniej dekady dało się tu grać w piłkę. Gospodarzem zimowych sparingów bywała Warta, a przed Euro 2012 turniej „dzikich drużyn” rozegrali społecznicy, wśród których był m.in. poseł Franciszek Sterczewski. Gdy cztery lata później rozmawiałem tam z autorami bloga „Peryferia futbolu”, którzy nad oglądanie mistrzostw Europy przedkładali śledzenie amatorów w B-klasie, na murawę z trawą wysokości metra dało się wejść bez wielkiego problemu. Dziś to już trudne, wręcz niemożliwe. Jeśli wcześniej obiekt był w nieformalnym władaniu bezdomnych, to od paru lat niepodzielnie rządzi nim natura. Jedyna zmiana, którą w ostatnim czasie dało się zauważyć, to żółte wstążki z wypisanymi imionami i nazwiskami, które zostawiły wycieczki z Izraela.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
W podcaście „Posłuchaj Plus Minus” Marcin Łuniewski rozwiewa mity o nieuniknionym rozpadzie Rosji i analizuje ró...
Krystyna Czerni pokazuje, że nawet o wyczerpująco opisanej twórczości można powiedzieć coś nowego, innego, śwież...
„Aces of Thunder” to okazja, by siąść za sterami klasycznych myśliwców.
Największa siła tej opowieści to fatalizm bez taniej sensacji.