Jak chronić wspólne dziedzictwo

Głównym celem programu jest rozbudzenie zainteresowania ochroną polskiego dziedzictwa kulturowego pozostającego poza granicami kraju. Wielu Polaków interesuje się naszą historią i my chcemy umożliwić im uczestnictwo w procesie ochrony tej pamięci historycznej - mówi Marta Szymska, kierowniczka działu programów dotacyjnych Instytutu Polonika.

Publikacja: 23.02.2024 11:44

Prace na cmentarzu w Livingstone, Zambia

Prace na cmentarzu w Livingstone, Zambia

Foto: Agata Wrzosek

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Plus Minus: Od pięciu lat Instytut POLONIKA prowadzi program grantowy „Polskie dziedzictwo kulturowe za granicą – wolontariat”. Dlaczego jest on tak mocno nastawiony na pracę z wolontariuszami?

Głównym jego celem jest rozbudzenie społecznego zainteresowania ochroną polskiego dziedzictwa kulturowego. Bardzo wiele osób interesuje się naszą historią, często burzliwą i tragiczną, ale z drugiej strony – niesamowitą, pełną przygód, wręcz gotowych scenariuszy filmowych. I my chcemy umożliwić Polakom uczestnictwo w procesie ochrony tej pamięci historycznej. Pokazujemy, że nie trzeba mieć wykształcenia konserwatorskiego czy archiwistycznego, by dołożyć swoją cegiełkę. W tym przypadku – do ochrony dziedzictwa za granicą, ale jest też lustrzany program wolontariacki w Polsce, który prowadzi Narodowy Instytut Dziedzictwa.

Pomysł na ten program zrodził się z potrzeby społecznej. Po roku 1991, gdy rozpadł się Związek Sowiecki, a takie kraje jak np. Ukraina zyskały niepodległość, potomkowie Polaków z dawnych ziem Rzeczypospolitej zaczęli dbać o swoje rodzinne groby na wschodzie. Pierwotnym naszym celem było, aby ludzi, którzy na te stare cmentarze jeżdżą, nauczyć, jak o nie profesjonalnie zadbać. Bardzo łatwo można zniszczyć nagrobek, jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy. Można np. czyszcząc i nie zabezpieczając powierzchni, zupełnie nieświadomie odsłonić kamień na działania deszczu i tym samym narazić go na szybsze zniszczenie. Zależało nam, aby program miał wsparcie ekspertów, aby wszelkie działania zabezpieczające przyniosły zamierzony efekt.

Ale nie chodzi tylko o cmentarze, prawda?

Program jest bardzo różnorodny, daje ogromne możliwości zarówno pod względem działań, jakie w nim można prowadzić, jak i uczestników, którzy mogą wziąć udział. Są tu m.in. projekty nastawione na różnego rodzaju dokumentację, dotyczącą zarówno cmentarzy, jak i zbiorów muzealnych czy archiwalnych. Dzięki bezpłatnym szkoleniom, które prowadzone są przez Instytut Polonika, zainteresowani zdobywają rzetelną wiedzę, a wyniki prac mogą później opublikować na portalu baza.polonika.pl.

Z efektów tych społecznych prac potem mogą korzystać specjaliści, ale nie tylko. Dostęp do nich mają wszyscy, również ci, którzy szukają swoich przodków. To też się zdarza: ludzie odnajdują informacje o swoich krewnych, a potem nawet mają okazję się spotkać z nieznanymi im wcześnie potomkami członków swoich rodzin.

W naszym programie odnaleźć można również projekty, które obejmują ochronę nie tylko dziedzictwa materialnego, ale i przyrodniczego. Zrealizowane zostały dwie edycje programu rewitalizacji dendrarium w Lagodekhi w Gruzji – i tam dotarli nasi rodacy, a dokładnie Ludwik Młokosiewicz, XIX-wieczny przyrodnik, podróżnik, zoolog, biolog, botanik, który bardzo sobie upodobał to miejsce i osiadł tam po różnych życiowych przygodach.

Czym właściwie jest dendrarium?

To ogród leśny. Młokosiewicz sprowadzał do Lagodekhi przeróżne gatunki ciekawych drzew. Jego działalność stała się fundamentem pierwszego w Gruzji parku narodowego. Jednak dendrarium Młokosiewicza pozostawiono siłom natury. Dopiero grupa polskich botaników i dendrologów napisała projekt i ruszyła tam z grupą wolontariuszy. W pierwszym roku wykonali profesjonalną dokumentację, przebadali drzewa, a w kolejnym zrobili rewitalizację. Udało się im przebić przez zarośla i odtworzyć alejki, a przy historycznych starych drzewach przygotowali tabliczki z opisem w trzech językach (polskim, gruzińskim i angielskim). Jednym zdaniem: przywrócili to polskie dziedzictwo przyrodnicze w Gruzji do życia.

Czytaj więcej

Jakub Kiersnowski: Apelujemy do Tuska o ukrócenie pushbacków

Czyli można podobne projekty zgłaszać do programu cyklicznie, rok po roku, w kilku etapach?

Jak najbardziej, bardzo cenimy sobie właśnie takie projekty, które są powtarzane z roku na rok. W przypadku cmentarzy wręcz muszą być powtarzane, ponieważ co roku nekropolie zarastają. Zdarzają się też naprawdę niesamowite projekty jednorazowe, jak np. poszukiwania śladów po sybirakach w Nowej Zelandii. Zgłosiło się do nas Stowarzyszenie Edukacji Kulturalnej Widok z Białegostoku, które bardzo chciało dopisać historię życia Bolesława Augustisa, niezwykłego przedwojennego fotografa, którego talent został odkryty właściwie dopiero na początku lat dwutysięcznych. Zupełnie przypadkowo białostoccy chłopcy, bawiący się gdzieś w starej szopie w centrum miasta, znaleźli rolki fotograficzne oraz szkiełka. Okazało się, że to były tysiące fotografii przedwojennego Białegostoku – bardzo profesjonalne zdjęcia reporterskie. Zaczęto więc szukać autora, którym okazał się właśnie Bolesław Augustis, a jego odkrywana krok po kroku historia zdumiewała coraz bardziej. Z przekazów wiadomo, że rodzina była bardzo patriotyczna, nieustannie musiała uciekać przed prześladowaniami carskiej władzy. Prawdopodobnie zmienili nazwisko z Augustowiczów na Augustisów. Dwa razy byli wywożeni na Sybir. Bolesław dołączył do Armii Andersa, przeszedł z nią cały szlak bojowy, walczył pod Monte Cassino, wylądował potem w Anglii. Wolontariusze ustalili to wszystko sami, jeszcze przed złożeniem wniosku o dotację. Dowiedzieli się także, że z Anglii Bolesław ruszył do Nowej Zelandii, gdzie ślad po nim zaginął. Chcąc poznać dalsze losy fotografa, przygotowali projekt, który miał się odbyć na drugim końcu świata i z którym zgłosili się do Instytutu Polonika. To były duże koszty finansowe, na które sami nie mogli sobie pozwolić.

I polecieli?

Dofinansowaliśmy podróż czterech osób, które dokończyły tę filmową historię. Otóż odkryły one, że poznani w wojsku koledzy Bolesława wyswatali go korespondencyjnie ze swoją siostrą, która dotarła do Nowej Zelandii w grupie sierot syberyjskich (zwanych „dziećmi z Pahiatua”). Augustis korespondencyjnie jej się oświadczył, a ona te oświadczyny przyjęła i po latach tułaczki ruszył na drugi koniec świata rozpocząć drugie życie. Ich małżeństwo okazało się udane i przetrwało aż po kres życia.

Ale nie trzeba mieć aż tak widowiskowych historii, by zdobyć dotację. Do programu mogą się zgłaszać wszelkie organizacje pozarządowe, samorządowe, instytucje kultury, jak i instytucje kościelne, choć jeszcze wniosku od akurat takiego podmiotu nie mieliśmy. Dotacje wynoszą od 10 do 70 tys. zł, trzy czwarte uczestników projektów powinni stanowić wolontariusze, a prace za granicą muszą trwać minimum trzy dni. Przy czym finansowy wkład własny musi być na poziomie co najmniej 10 proc.

Czytaj więcej

Podróż polskimi śladami

A wojna wiele zmieniła? Nie mieliście chwili zwątpienia, że może trzeba ten program zawiesić?

Nie, nigdy nie mieliśmy takich wątpliwości. Wojna zmieniła na pewno to, że nie możemy realizować już żadnych projektów na terenie Rosji i Białorusi; w ogóle nie rozpatrujemy zgłoszeń dotyczących tych terenów. Program ruszył w 2019 r., więc najpierw, po roku testowym, przyszła pandemia, trudno było przekraczać granice. Konsultowaliśmy się oczywiście z beneficjentami, czy chcą kontynuować swoje projekty – i zdecydowana większość chciała. Z 25 projektów nie udało się zrealizować jedynie dziewięciu. I kiedy poradziliśmy sobie z pandemią, myśląc, że już nic gorszego nie może nas spotkać – wybuchła pełnowymiarowa wojna na wschodzie. Program ogłosiliśmy w lutym, tuż przed agresją, a przynajmniej połowa projektów miała być realizowana na Ukrainie. I ponownie część beneficjentów stwierdziła, że chce spróbować. Nikt nie wiedział, czy się uda, ale nikt też nie chciał łatwo odpuszczać. I kilka takich projektów rzeczywiście udało się zrealizować.

Jeden z naszych beneficjentów Stowarzyszenie Magurycz, które od ponad 30 lat zajmuje się profesjonalną konserwacją nagrobków, po 24 lutego 2022 r. zaczęło organizować warsztaty dla dzieci przebywających w okolicznych ośrodkach uchodźczych, bo przecież w Ukrainie jest mnóstwo wewnętrznych uchodźców. Ukraińskie dzieci bardzo chętnie dołączały do takich warsztatów. Dla nich było to oderwanie się od trudnej rzeczywistości i poznawanie wspólnej historii Polski i Ukrainy.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Organizacja gali jubileuszowej z okazji 5-lecia programu pn. „Polskie dziedzictwo kulturowe za granicą – wolontariat” realizowanego jako program własny Narodowego instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą Polonika.

Plus Minus
Walka o szafranowy elektorat
Plus Minus
„Czerwone niebo”: Gdy zbliża się pożar
Plus Minus
Dzieci komunistycznego reżimu
Plus Minus
„Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhan”: Miasto jak z filmu science fiction
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Plus Minus
Irena Lasota: Rządzący nad Wisłą są niekonsekwentnymi optymistami