Zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że pewne historyczne rocznice wywołują co roku ożywione debaty graniczące z awanturami. Tak jest choćby z rocznicą powstania warszawskiego, każdego 1 sierpnia. Od dawna przekonywałem, że może to akurat jedyny dzień, kiedy powinniśmy się koncentrować na oddawaniu hołdu poległym i fetowaniu tych, co przeżyli, a nie rozdrapywać bolesne, przede wszystkim dla nich, pytania o sens i bezsens tamtego zrywu. Daremnie, choć naturalnie po latach takich powtarzających się bijatyk emocje nieco stygną.