Reklama
Rozwiń
Reklama

Kursk: Fatalne zanurzenie

Thomas Vinterberg swym najnowszym obrazem nie tylko udowadnia skrajne odejście od postulatów manifestu Dogma, którego sygnatariuszem był blisko ćwierć wieku temu, ale także pokazuje, że jego zmysł do wnikliwego portretowania bohaterów osiadł. Może nie tyle na dnie, ile przynajmniej na mieliźnie.
Kursk: Fatalne zanurzenie

Foto: materiały prasowe

Rekonstrukcja wydarzeń sprzed niemal dwóch dekad, kiedy to niezatapialny rzekomo rosyjski okręt podwodny „Kursk" jednak zatonął, zabierając w otchłań całą załogę, jest filmem zręcznym technicznie i najdroższym widowiskiem w karierze reżysera, ale brakuje mu – nomen omen – głębi. I choć Vinterberga nie interesują techniczne przyczyny katastrofy, tylko jej ludzki wymiar, to całość jest dość pobieżnie rozpisana na standardowe typy postaci. Jedne wyraźnie opowiadają się po stronie dobra, drudzy – zła. Obserwujemy smutek i gniew tych, którzy bezpośrednio mierzą się z nadchodzącą śmiercią i starają się wykrzesać ostatnie iskry nadziei. Śledzimy też ich żony oraz matki, heroicznie krytykujące władze i walczące o prawo do informacji. Wszystko to zostaje zderzone z cynicznym nastawieniem rosyjskiej generalicji i brakiem wszelkich skrupułów. To nawet nie lodowate morze czy brak powietrza zabija garstkę ocalałych marynarzy, a bezduszność, opieszałość i ignorancja trzymających władzę. Uzurpują sobie oni prawo do decydowania o życiu innych.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama