Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Karykatura z epoki, zatytułowana „Epoka Benjamin Harrisona”. Kongresmeni nie mają wiele do gadania
Wobec braku trwałych idei żadna z wielkich partii nie wstydziła się tego, że jest „maszyną". Ale były to maszyny specyficzne. Nie miały członków. Kiedy dawny minister Roosevelta i syn republikańskiego prezydenta James A. Garfield zaproponuje w 1910 roku usunięcie z grona republikanów stanu Ohio byłego senatora Josepha B. Forakera, ten arcykonserwatysta odpowie: „Warto by najpierw zbadać, czy sam Garfield należy do partii". Bycie republikaninem lub demokratą to stan świadomości, czasem zaburzonej. Nawet politycy przyjmujący stanowiska w ekipie prezydenta z przeciwnej partii potrafili się upierać, że są nadal tym, kim byli.
Dyscyplinie nie sprzyjały większościowe wybory, ale także rozmiary państwa i system federalny. Polityk czuł się przede wszystkim przedstawicielem własnej ziemi, uzależnionym od jej interesów i związanym jej sentymentami, również brzydkimi (na przykład uprzedzeniami rasowymi). Był skądinąd pod tym kątem sprawdzany. W Kongresie i legislaturach stanowych często zarządzano imienne głosowania, a lokalne gazety donosiły, kto, jakie zajął stanowisko. To zwiększało zainteresowanie polityką. I uczyło oceniać ją z handlowym realizmem.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: