Nie mieli jeszcze wtedy na spodniach lampasów, nie mieli za sobą bitew ani wojennej sławy. Nie mogli wiedzieć, że za lat ledwie kilkanaście na skrzydłach legionowej legendy wzlecą na szczyty odrodzonego państwa, tworząc jego elitę wojskową, administracyjną, sądową. Nie wiedzieli, że dane im będzie odbudowywać Polskę, a nie za nią ginąć jak ich poprzednicy: w Legionach Dąbrowskiego, u Napoleona, w szeregach powstańców z listopada czy stycznia.
Wtedy na Oleandrach mieli szare mundury, rozklekotaną broń, dumne serca i wodza o zagadkowej charyzmie. Kimże jest ten Piłsudski, człowiek, który nam przewodzi? Ile w nim z wodzów: Aleksandra, Cezara, Napoleona? Przecież nie ma wykształcenia wojskowego, doświadczenia bojowego w żadnej z wielkich armii za grosz. Jakaś akcja pod Bezdanami. Karta socjalistycznego agitatora. Dziwne i nie do końca jasne powiązania z zaborcą, który zezwolił na ten groteskowy wymarsz.