Reklama
Rozwiń
Reklama

Ruskie jadą! Czyli Obława Augustowska '45

Mama do końca nie traciła nadziei, liczyła, że ojciec i siostry do nas wrócą. Jeździła do UB w Białymstoku. Mówili jej: „Ma pani dzieci? To niech pani więcej tu nie przyjeżdża, tylko ich pilnuje" - mówi ks. Stanisław Wysocki, świadek obławy augustowskiej.
Giby, maj 2015 r.: obchody 70. rocznicy obławy z udziałem motocyklistów z Rajdu Katyńskiego

Giby, maj 2015 r.: obchody 70. rocznicy obławy z udziałem motocyklistów z Rajdu Katyńskiego

Foto: Plus Minus, Bogdan Nowacki

"Plus Minus": Dokładnie 12 lipca mija 70. rocznica rozpoczęcia obławy augustowskiej, największej zbrodni na Polakach po zakończeniu II wojny światowej. Ucierpiała w niej rodzina księdza. Jak wspomina ksiądz 27 lipca 1945?

Ks. Stanisław Wysocki, świadek obławy augustowskiej:
W moim domu mieściła się Kancelaria Obwodu Suwalskiego Armii Krajowej. Szefem obwodu był kpt. Mieczysław Ostrowski, ps. Kropidło. Był piękny, słoneczny dzień. Tata zarządził grabienie siana, pomagało nam kilkunastu AK-owców, m.in. odpowiedzialny za ochronę kapitana Marian Piekarski, ps. Ryś.

Kim on był?


Harcerzem i żołnierzem Armii Krajowej. Wiosną 1945 roku wyprowadził z więzienia w Suwałkach sześciu AK-owców. Zatrudnił się jako fryzjer służby więziennej, był inteligentny i dobrze wychowany, wzbudzał zaufanie. Pewnego dnia upił strażników i uwolnił kolegów. W 1946 roku aresztowano go w domu narzeczonej, przewieziono do Białegostoku i – po brutalnym śledztwie – rozstrzelano. Miał zaledwie 19 lat. W więzieniu na menażce wyrył: „Nic nie ma dla człowieka straconego, gdy mu pozostaje żywa i czynna wiara w Boga".

Pozostało jeszcze 93% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama