– Dzień dobry – przywitał się po polsku Santos i przeprosił dziennikarzy, że będzie mówił po portugalsku. Nie cytował Jana Pawła II jak jego poprzednik i rodak Paulo Sousa. Stwierdził natomiast, że Polska to wielki kraj o bogatej historii i kulturze, a polski futbol naznaczył jego pokolenie.

Podczas pierwszej konferencji na PGE Narodowym Santos zrobił pozytywne wrażenie. Dał się poznać jako miły i rozważny człowiek, który ma pomysł na nasz zespół. Choć prezes PZPN Cezary Kulesza przekręcił jego imię w trakcie prezentacji („Felipe”), przekonywał, że dokonał wyboru najlepszego z możliwych.

– Zależało nam na tym, by trener miał doświadczenie, charyzmę i sukcesy w CV. Zadeklarował, że chce uczestniczyć w udoskonalaniu programu szkolenia młodzieży. To nie będzie rewolucja, lecz pewne modyfikacje. Będzie jeździł na mecze, rozmawiał z trenerami kadr juniorskich. Wierzę, że wniesie dużo dobrego do całej naszej piłki – opowiadał prezes Kulesza. Potem wręczył nowemu selekcjonerowi koszulkę reprezentacji z jego imieniem i nazwiskiem.

Przeprowadzka do Warszawy

– Od dzisiaj jestem Polakiem, jednym z was. Będziemy ciężko pracować, by dać wam wiele radości. Wierzę, że wspólnie osiągniemy cel – podkreślił Santos. Ma jeszcze trochę spraw do załatwienia w ojczyźnie, ale od lutego będzie już w Polsce. Przeprowadzi się wraz z rodziną do Warszawy. – Chcę poznać ludzi i wasz sposób myślenia. Proszę się przyzwyczaić do tego, że będziecie mnie tu widzieć często – mówił z uśmiechem.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Nowy trener, powrót nadziei

To miła odmiana po Sousie, który na meczach Ekstraklasy pojawiał się rzadko. Santos nie chciał komentować pracy swoich poprzedników. Woli rozmawiać o przyszłości. Nie ukrywa, że nie zna dobrze naszej ligi – poza drużynami, które występują w europejskich pucharach. Obiecał, że będzie starał się to nadrobić i zobaczyć jak najwięcej meczów, także w telewizji.

Rozbawiło go pytanie o styl gry. – To tajemnica państwowa – żartował. Przyznał, że oglądał występy Polaków na mundialu w Katarze, ale nie chciał się odnosić do postawy naszego zespołu. Na spokojnie przeanalizuje mecze i wyciągnie wnioski.

Jak pod jego ręką będzie grała Polska? – Nie lubię mówić o systemach i ustawieniach. To tylko liczby. Gra musi być dynamiczna – zaznaczył i przypomniał, że do reprezentacji, które trenował, wprowadził wielu młodych zawodników. To samo chce zrobić w Polsce. – Nie zaglądam zawodnikom w dowody. Liczy się talent i umiejętności – twierdzi.

Gwiazdy tylko na niebie

Portugalczyk uważa, że nasza drużyna spełnia wszystkie warunki, by rywalizować jak równy z każdym zespołem na świecie. A jego filozofia zawiera się w dwóch słowach: my i zwycięstwo. My, bo nie uznaje świętych krów („Gwiazdy są na niebie. Ja potrzebuję drużyny gwiazd”), zwycięstwo – bo nie lubi słowa porażka i go nie akceptuje („nie przyjechałem tu przegrywać”).

– Do przeciwników musimy podchodzić z szacunkiem, ale bez strachu. Futbol to prosta gra. Najważniejsze to strzelać gole i ich nie tracić. Musimy być solidni w defensywie. Jeśli nie postawimy dobrych fundamentów, to budynek się zawali – wykładał swoją wizję Santos i dodawał, że nie rozumie opinii, iż jest przywiązany do defensywy. – Z Portugalią zdobyliśmy chyba ponad 230 bramek. Bez równowagi w ataku i obronie nikt nie wygrywa. Jeśli zwyciężanie jest pragmatyczne, to tak – jestem pragmatyczny – mówił.

Z Polską mierzył się pięciokrotnie i ani razu nie przegrał. Zaznacza jednak, że wszystkie te mecze były trudne. Najbardziej chyba ćwierćfinał Euro 2016, wygrany przez Portugalię po karnych w drodze po tytuł mistrzów Europy. – Ale pamiętam też mecz otwarcia Euro 2012, gdy trenowałem Grecję, i niestrzelony karny na tym stadionie – wspomina.

Asystentów jeszcze nie ma

Santos rozmawiał już z Łukaszem Piszczkiem i Tomaszem Kaczmarkiem, czyli kandydatami na swoich asystentów, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły. – Poznałem ich spojrzenie na reprezentację. Ważne, by mieć w sztabie człowieka z kraju, w którym się pracuje. Za 15 dni przekażę prezesowi swoją opinię – wyjaśnił.

Z piłkarzami jeszcze nie rozmawiał. Z większością z nich chciałby się spotkać jeszcze przed marcowym zgrupowaniem. Będzie się z nimi komunikował po angielsku. Zna już kilka polskich słów, ma nadzieję, że uda mu się nauczyć dużo więcej. – Najważniejsze, by zrozumieli, że wszyscy jesteśmy częścią zespołu i że podczas treningów to ja rządzę. Muszą to uszanować. Każdy ma inną osobowość, ale wszyscy będą ważną częścią tej układanki – zapewnił. Odniósł się też do wypowiedzi Roberta Lewandowskiego po meczu z Francją w 1/8 finału mistrzostw świata dotyczącej radości z gry: – Bez tego nie da się wygrać. Chcę, by wszyscy cieszyli się, że są w kadrze, by przyjeżdżali na zgrupowania z uśmiechem i pasją.

Najdroższy selekcjoner

Santos ma być najlepiej opłacanym selekcjonerem reprezentacji Polski. Słychać, że jego zarobki mogą wynieść między 2,5 a 3 mln euro rocznie. Sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski twierdzi, że te kwoty są „sporo przestrzelone”. Na pytanie „Rz”, czy któryś ze sponsorów, np. portugalski Jeronimo Martins, pokryje część pensji selekcjonera, tak jak kiedyś było to w przypadku Leo Beenhakkera, odpowiedział: – Nie ma żadnego indywidualnego kontraktu. To umowa między PZPN a trenerem. Mamy na tyle stabilną sytuację finansową, że jesteśmy w stanie sobie poradzić bez wsparcia.

Kontrakt został podpisany na dwa cykle eliminacyjne: do Euro 2024 i mundialu 2026. – Myślę, że jest on dobry dla obydwu stron. Zabezpiecza interesy federacji i trenera – przyznał Wachowski.

Jeśli Polacy awansują na przyszłoroczne mistrzostwa Europy w Niemczech, Santos zostanie z nami na dłużej. Na ławce naszej reprezentacji zadebiutuje 24 marca w eliminacyjnym meczu z Czechami w Pradze.