To był mecz, na który czekała cała Ukraina, a może nawet Europa. Po półfinałowym zwycięstwie nad Szkocją zawodnikom Ołeksandra Petrakowa gratulował nawet prezydent Wołodymyr Zełenski. Dziękował im za "dwie godziny szczęścia", które w wojennych warunkach są tak bardzo potrzebne, żeby nie stracić nadziei.

Ukraińcy zbierali się w piwnicach, schronach i okopach, by choć na chwilę zapomnieć o wojennej traumie i kibicować swojej drużynie. W niedzielę było podobnie. Od awansu na mistrzostwa świata ich reprezentację dzielił krok.

Nie udało się go wykonać, choć sytuacji Ukraina miała sporo. Zdecydował jeden, w dodatku samobójczy gol. Pechowcem okazał się Andrij Jarmołenko. Kapitan, który cztery dni wcześniej był jednym z bohaterów spotkania w Glasgow, wbił piłkę do własnej bramki po strzale Garetha Bale'a z rzutu wolnego.

Ukraińcy się nie poddawali, szukali swoich okazji i atakowali do ostatniej minuty, oddali ponad 20 strzałów (w tym dziewięć celnych). Brakowało trochę precyzji, trochę szczęścia. I to Walijczycy, którzy w przeciwieństwie do meczu z Polską w Lidze Narodów zagrali już w najsilniejszym składzie, świętowali swój drugi awans na mundial.

Baraże o mundial
Finał

Walia - Ukraina 1:0 (A. Jarmołenko 34-sam.)

Czekali na to ponad 60 lat. W 1958 roku wyszli z grupy, w której mierzyli się ze Szwecją, Węgrami i Meksykiem. W ćwierćfinale przegrali z Brazylią po bramce Pelego. Teraz w Katarze ich rywalami będą Anglia, USA i Iran.