Kiedy będzie wiadomo, czy Lukas Podolski zostanie na dłużej w obecnym klubie?

Decyzja jeszcze nie zapadła. Nie wiemy, w którą stronę to wszystko pójdzie w klubie.

Chciałby pan, żeby wasz klub w nowym sezonie o coś grał i miał ambitny plan?

Nie będę opowiadał głupot, że musimy o „coś” grać. Może przy łucie szczęścia byłoby to możliwe, ale nie wolno przed sezonem zapowiadać, że czeka nas walka o puchary, bo może skończyć się na dziesiątym miejscu i to byłoby oszukiwanie ludzi. Nie mówię, że panuje u nas bałagan, czy dzieje się źle, ale trzeba pokazać, jak jest. Mój niemiecki klub, FC Koeln, ma budżet na środek tabeli i o takie miejsca gra.

Macie w Górniku sporą grupę młodych graczy. Jak ich pan ocenia?

Trzeba od nich wymagać. Ważne, żeby pokazywali się na treningach. Nie mamy na razie takich zawodników, którzy mogliby odejść za granicę, ale pracujemy nad tym. Sam angażuję się w Akademię Górnika. Chcemy ją rozwijać, to dla nas praca na kolejne lata.

Podczas piątkowego meczu z Radomiakiem kibice długo skandowali pana nazwisko i namawiali na pozostanie w klubie. Taka akcja pomoże?

Jestem w Górniku właśnie dzięki kibicom. Jakby mogli, to by mnie z Kolonii do Zabrza nawet wózkiem przywieźli. Grać w piłkę bez kibiców – to nic nie znaczy. Nasi są wspaniali. Nawet gdy nie ma kompletu, ale jest tych fanów 9 czy 10 tys. – jak z Radomiakiem – to panuje świetna atmosfera. A jak kibice śpiewają i skandują moje nazwisko… Bardzo mocno to doceniam.

Te śpiewy docierają do kogoś we władzach klubu?

Klub będzie żył także, jak Podolskiego już nie będzie. Tak było wcześniej i będzie później. Jak mówiłem: nie obiecam gry o wysokie cele, bo i tak w to nie uwierzycie. Może coś się zmieni, jak przyjdzie bogaty inwestor i powie, że macie dużą kasę, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że pieniądze to też nie jest wszystko. Trzeba znaleźć inną drogę, inne możliwości.

Czy jest możliwy pana powrót do Niemiec?

FC Koeln to mój klub, tam się wychowałem. Pojawiają się od paru lat pytania, czy nie byłbym zainteresowany jakąś funkcją: może w zarządzie, może jako trener. Na razie nie ma jednak konkretów. Chcę dalej grać w piłkę, bo kocham to, co robię, i będzie tak do momentu, aż głowa i nogi powiedzą, że wystarczy, że już nie idzie.

Strzelił pan w tym sezonie siedem goli i miał trzy asysty. Jest pan zadowolony z tych liczb?

Zakładałem przed sezonem, że ten wynik będzie w granicach 10–15. Nawet jednak, gdybym sięgnął 20, to niczego by to nie zmieniło. Nie chodzi przecież o to, żeby Podolski się pokazywał, osiągał jakieś wyniki. Chodzi o klub, o naszego Górnika. To on ma się rozwijać, ale nie jest to kwestia miesięcy, tylko lat. Idziemy do przodu, krok po kroku. Ja gram, bo wciąż sprawia mi to radość. Jednocześnie nie jest moją rolą, aby brać teraz do ręki telefon i dzwonić po koparki pod budowę czwartej trybuny. To pytania do kogoś innego.

Jaki ma pan plan na życie po zakończeniu kariery?

Może pobędę z rodziną przez rok czy dwa, odpocznę. Trzeba będzie usiąść i zastanowić nad ofertami: czy to z Japonii, czy z reprezentacji Niemiec. Na razie jest jednak zbyt wcześnie, aby to rozważać.

Rozmowa ukazała się także w dzienniku „Sport”