Zmiana rozporządzenia o maksymalnych stawkach taksy notarialnej z 13 października 2026 r. została 21 października opublikowana w Dzienniku Ustaw, co oznacza, że jej nowe stawki zaczną obowiązywać od 5 listopada. Zanim jednak jedni odetchną z ulgą, a drudzy przyjmą tę wiadomość z mniejszym entuzjazmem, warto przyjrzeć się temu, za co właściwie płacimy u notariusza. I dlaczego utrzymywanie przez lata tej samej ceny nie oznacza, że koszt pozostaje ten sam.

Jeśli nawet ktoś nie spotkał się z terminem „taksa notarialna”, z całą pewnością zetknął się lub niebawem zetknie z notariuszem. Przynajmniej jeden raz w życiu. Najczęściej tym pierwszym razem jest świadectwo maturalne, z którego trzeba zrobić notarialną kopię, albo śmierć kogoś z najbliższej rodziny, kiedy notarialnie załatwia się sprawę spadkową, czasem zakup pierwszego mieszkania czy darowizna działki pod budowę domu otrzymywana od rodziców. Warto więc wiedzieć, czym właściwie jest taksa notarialna i dlaczego jej zmiana była potrzebna. A więc od początku.

Czytaj więcej

Drożej u notariusza. Za testament trzeba będzie zapłacić 200 zł

Maksymalne kwoty za czynności notarialne

Czym jest taksa notarialna? To nic innego jak urzędowy cennik określający wysokość wynagrodzenia notariusza. To mniej więcej coś takiego jak taksa wojewodzińska z okresu I Rzeczypospolitej, tyle tylko, że ustalana nie przez wojewodów, lecz przez ministra sprawiedliwości. Ujmując rzecz najkrócej, taksa to maksymalne kwoty za poszczególne czynności notarialne, jakie może pobrać notariusz. Nie jest to więc cennik sztywny, ale swoista tabela określająca górną granicę wynagrodzenia notariusza.

Jej idea wzięła się stąd, że znaczna część czynności notarialnych dokonywana jest z tego powodu, że o ich formie zdecydowało państwo, określając, że taką to czynność trzeba przeprowadzić w formie notarialnej (np. kupując mieszkanie czy podpisując intercyzę). A skoro to państwo decyduje, że czynność musi być dokonana u notariusza, to samo państwo czuje się jednocześnie odpowiedzialne za to, ile obywatele będą za taką czynność musieli zapłacić.

Czytaj więcej

Fatalne wyniki egzaminu notarialnego. Oblało go trzech na czterech przystępujących

Brzmi klarownie, prawda? Jest tylko jeden problem: państwo, ustalając takie stawki, bardzo niechętnie je potem zmienia. W przypadku taksy notarialnej stawek nie waloryzowano od ponad 20 lat. Co to oznacza w praktyce? Konieczność działania notariuszy w oparciu o stawki pochodzące sprzed ponad 20 lat. Realia ekonomiczne przez ten czas, a dokładnie przez 22 lata, bo rozporządzenie zostało przyjęte w 2004 r., zmieniły się bardzo. Prawdę mówiąc, to aż niewiarygodne, jak bardzo. Ceny, średnia płaca czy średnia emerytura wzrosły wielokrotnie. Najdotkliwiej jednak, i to w stopniu daleko wykraczającym poza średni wzrost cen w ostatnim dwudziestoleciu, podniosły się koszty prowadzenia kancelarii, ze względu na podwyżki płacy minimalnej. Bez bawienia się w tabelki i procenty wystarczy podać dwie kwoty: płaca minimalna w 2004 r. wynosiła 824 zł, a obecnie wynosi 4806 zł.

Co to oznacza dla kancelarii notarialnych? Kilkukrotnie wyższe koszty zatrudnienia pracownika, przy utrzymaniu cen za czynności notarialne na poziomie z 2004 r. Czy da się to udźwignąć z punktu widzenia ekonomii? Oczywiście, że nie. W efekcie znaczna część kancelarii notarialnych nie tylko zmniejsza dotychczasowe zatrudnienie, ale także rezygnuje z zatrudniania pracowników w ogóle. Obecnie średnio 25 proc. kancelarii nie zatrudnia już ani jednego pracownika, w niektórych izbach notarialnych jest to już nawet 40 proc. kancelarii.

Tanie nie znaczy dostępne

Klienci notariuszy mogą zadać sobie pytanie: co to ma z nimi wspólnego? Dlaczego mieliby się tym właściwie przejmować? Czy to niedobrze, że stawki notariuszy są ciągle tak niskie, skoro mogą płacić realnie coraz mniej za to samo?

Czytaj więcej

Opłaty za czynności notarialne. Na co uważać, żeby nie zapłacić więcej niż trzeba

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Kluczem jest słowo „dostępność”. „Taniość” bowiem nie jest tożsama z „dostępnością”. Można przecież wyobrazić sobie narzucenie cen maksymalnych na dowolny produkt czy usługę na poziomie „symbolicznej złotówki”, tylko czy wówczas można liczyć na to, że takie produkty czy usługi będą za takie stawki dostępne? Oczywiście, że nie będą. Większość podmiotów funkcjonujących w oparciu o urzędowe cenniki swoich usług będzie musiała w pierwszej kolejności ograniczyć świadczenie usług deficytowych, skupiając się na tych, które są ekonomicznie racjonalne, a jeśli to nie pomoże, zakończyć działalność.

W efekcie pozorna „taniość” będzie oznaczała praktyczną niedostępność takich usług. Możliwe byłoby ich utrzymanie tylko przy założeniu stosownych refundacji ze strony państwa, które reguluje wysokość cen na danym rynku, tak jak dzieje się to na przykład na rynku farmaceutycznym z lekami refundowanymi, tanimi dla pacjenta, bo dopłaca do nich państwo. W przypadku kancelarii notarialnych nie przewidziano jednak żadnych mechanizmów refundowania kosztów ich prowadzenia. Muszą one być pokryte wprost z wynagrodzeń pobieranych od klientów, zarówno realny koszt dokonania danej czynności, jak i koszty stałe funkcjonowania kancelarii. Często pojawiający się argument o konieczności dostosowywania wysokości taksy notarialnej do wysokości opłat sądowych nie bierze jednak pod uwagę tego, że w przypadku sądów opłaty pokrywają jedynie znikomą część kosztów ich funkcjonowania, a większość pochodzi wprost z budżetu państwa. W przypadku notariuszy taki mechanizm nie działa.

Coraz więcej pracy

Co więcej, przez ostatnie 20 lat mieliśmy do czynienia z kilkoma równoległymi zjawiskami, które negatywnie odbijają się na rentowności funkcjonowania kancelarii notarialnych. O części z nich dość szeroko rozpisywano się w mediach: zwiększenie liczby notariuszy czy wzrost konkurencji pomiędzy rosnącą liczbą kancelarii. O części jednak nie wspomina się prawie nigdy, a są to trzy istotne czynniki: rosnąca złożoność czynności notarialnych, rosnąca ich czasochłonność oraz rosnące, o czym była już mowa, koszty prowadzenia kancelarii.

Czytaj więcej

Notariusz wyręczy w składaniu wniosków do ksiąg wieczystych. Ale nie za darmo

Żeby uzmysłowić sobie, na czym polega złożoność czynności notarialnych, wystarczy porównać ze sobą akt notarialny sprzed dwudziestu lat oraz akt współczesny. Pod tymi samymi tytułami, na przykład umowa sprzedaży czy umowa darowizny, kryją się dziś zupełnie inne treści i zupełnie inny nakład pracy. Jeszcze 20 czy 30 lat temu przeciętny akt notarialny obejmujący umowę sprzedaży mieszkania spokojnie mieścił się na czterech stronach A4. Dziś to zwykle osiem, a czasami dziesięć stron.

Z roku na rok przybywa nowych elementów, które notariusz musi uwzględnić i odnotować w treści aktu, a nie są to elementy zależne od woli stron umowy i nie można z nich po prostu zrezygnować. Pozornie drobne zmiany „usprawniające” życie ludziom nawarstwiają się rok po roku, doprowadzając do tego, że akty stają się coraz dłuższe i coraz bardziej skomplikowane. A to obowiązek weryfikacji zastrzeżeń numerów PESEL, a to nowe pouczenia dotyczące świadectw charakterystyki energetycznej, a to nowy ustawowy pierwokup, wymagający przedłożenia przez strony umowy kolejnego zaświadczenia. W ostatnich latach pojawiły się pierwokupy związane z rewitalizacją, lasami, gruntami rolnymi, terenami powodziowymi, terenami centralnego portu komunikacyjnego czy zbywaniem nieruchomości przez państwowe osoby prawne.

Czytaj więcej

Piotr Marquardt: Długotrwałe skutki zaufania krótkoterminowego

Z badań przeprowadzonych przez Krajową Radę Notarialną wspólnie z Instytutem Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że czynności notarialne są niesłychanie czasochłonne, a zdecydowana większość poświęcanego na nie czasu, a konkretnie 71 proc., jest całkowicie niewidoczna dla klientów. Każda czynność notarialna wymaga gromadzenia dokumentów, analizy stanu prawnego, ustaleń ze stronami oraz przygotowania projektu treści dokumentu, co pochłania 51 proc. czasu. Sama wizyta w kancelarii, podczas której akt jest odczytywany, przyjmowany i podpisywany, a więc faza widoczna dla klienta, to zaledwie 28 proc. czasu. Reszta, czyli 20 proc., przypada na czynności po podpisaniu aktu notarialnego: rejestrację w licznych rejestrach, przygotowanie raportów dla instytucji państwowych przesyłanych drogą elektroniczną i tradycyjną, a następnie rozliczenie, odprowadzenie i zaraportowanie pobranych podatków i innych należności publicznoprawnych.

To ogrom pracy niewidocznej dla klientów i słabo dostrzegalnej dla instytucji państwowych, z których każda otrzymuje jedynie wycinek danych o przeprowadzanych czynnościach. Akt notarialny, którego odczytanie i podpisanie zajmuje godzinę, dla notariusza oznacza od 3,5 do 4 godz. pracy. Trudno sobie wyobrazić, jak wygląda to u notariusza, który nie zatrudnia żadnych pracowników, a jedynym wyjściem pozostaje praca po nocach w domu albo ograniczenie liczby czynności do takiej, jaką da się wykonać w godzinach pracy kancelarii.

Czytaj więcej

Notariusze zwalniają pracowników i zamykają kancelarie

Jak długo można tak pracować? Coraz częstsze wnioski o wykreślenie z listy notariuszy pokazują, że nie może to trwać w nieskończoność. Z roku na rok przybywa też danych, które instytucje państwowe uznają za „niezbędne”. W tym roku pojawiła się na przykład konieczność podawania wielu informacji o budynkach i lokalach na potrzeby tworzonego portalu dom, czyli informacji, które nie są ujawniane w żadnych rejestrach publicznych, a obowiązek ich podania w akcie notarialnym spoczywa na notariuszu. Czasochłonność czynności rośnie, a stawki za ich dokonywanie od dwudziestu lat stały w miejscu.

Podwyżki były nie do uniknięcia

Czy zatem zmiana taksy notarialnej, czyli jej odkładana od 20 lat waloryzacja, była potrzebna? Odpowiedź nie jest tu żadną tajemnicą: była nie tylko potrzebna, ale wręcz konieczna. Bez niej kancelarie notarialne w błyskawicznym tempie zaczęłyby znikać, a załatwienie jakiejkolwiek sprawy u notariusza wymagałoby bardzo długiego oczekiwania w miejscowościach, w których notariusze jeszcze by się ostali. W innych byłoby to niemożliwe, ponieważ notariuszy tam już po prostu by nie było.

Jeśli więc chcielibyście Państwo móc wrócić do notariusza, do którego kiedyś trafiliście ze swoim świadectwem maturalnym, by zrobić z niego kopię, albo przeprowadzić sprawę spadkową po zmarłych rodzicach tam, gdzie przeprowadzaliście ją już po zmarłych dziadkach, jeśli chcielibyście móc zmienić swój testament tam, gdzie go podpisywaliście, i nie zobaczyć na drzwiach budynku napisu „kancelaria zlikwidowana”, pomyślcie, że będzie to możliwe dzięki temu, że stawki taksy notarialnej zostały wreszcie dostosowane do obecnych realiów. Bo do 5 listopada 2026 r.  wciąż obowiązywały stawki z 2004 r., czyli z czasu, gdy dopiero wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Od tamtej pory zmieniło się niemal wszystko. Zmieniło się na plus. Inne są nasze domy i mieszkania, inne samochody, którymi jeździmy, inne stacje benzynowe, na których się zatrzymujemy, inne drogi, którymi dojeżdżamy na wakacje. Telefon, z którego korzystamy, jeszcze wtedy nie był smartfonem. Internet nie mieścił się w kieszeni. O sztucznej inteligencji nikt jeszcze nie myślał jako o czymś, z czym będziemy rozmawiać każdego dnia. Wszystko to wygląda dziś zupełnie inaczej niż w 2004 r. Czas, by zmiany te objęły także taksę notarialną. Czas ten nadszedł właśnie teraz. W listopadzie 2026 r.

Autor jest doktorem nauk prawnych, członkiem Krajowej Rady Notarialnej