Reklama

Katarzyna Batko-Tołuć: Media samorządowe? A miało być inaczej

Dlaczego jedno z najambitniejszych rozwiązań, które było dyskutowane przez półtora roku, nagle zniknęło z projektu ustawy? Chodzi o regulację, która miała postawić tamę wydawaniu prasy przez władzę samorządową.

Publikacja: 20.01.2026 05:07

Katarzyna Batko-Tołuć: Media samorządowe? A miało być inaczej

Foto: Adobe Stock

Od półtora roku trwają prace nad wdrożeniem Europejskiego Aktu o Wolności Mediów (EMFA). Jego głównym celem jest zapewnienie przez państwa członkowskie Unii Europejskiej warunków dla pluralizmu medialnego. Ten zaś jest ważny w demokratycznym państwie, by kształtować debatę publiczną i dawać obywatelom możliwość dostępu do różnych argumentów, ale i swego rodzaju reprezentację ich poglądów i przekonań.

Czy biuletyny samorządowe to media publiczne?

W grudniu 2025 r. ukazała się w końcu długo oczekiwana ustawa wdrażająca EMFA (projekt ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz niektórych innych ustaw z 5 grudnia 2025 r.). Nie będę jej tu omawiała. Trwają konsultacje społeczne. Ale jedno z najambitniejszych rozwiązań, które było dyskutowane przez półtora roku, nagle z niej zniknęło. Chodzi o likwidację możliwości wydawania prasy przez władzę samorządową. To są takie „media publiczne” – ale tylko w wyniku faktu, że finansowane przez podatnika. Nie ma żadnych – nawet niedoskonałych – ustawowych gwarancji niezależności tych mediów. Bez żadnych bezpieczników i rozliczalności, władza samorządowa przeznacza pieniądze z podatków na opowiadanie, jak świetnie funkcjonuje podległa jej kraina. Trzeba przyznać, że dość rzadko zajmuje się niszczeniem przeciwników. Po prostu nie dopuszcza ich do głosu. Nie musi, gdyż żadna ustawa tego nie nakazuje. Nie ma kontroli nad zjawiskiem, które się wytworzyło. Od lat temat był podnoszony przez rzecznika praw obywatelskich, wydawców prasy i organizacje praw człowieka.

Czytaj więcej

Katarzyna Batko-Tołuć: O interes publiczny zadba tylko krytyczny wyborca

Władza sama wydaje prasę. Czy to jest konstytucyjne?

Przez te półtora roku debaty padło dużo fałszywych informacji.

Pierwszy to konieczność zapewnienia obywatelom dostępu do informacji publicznej. Wydawanie prasy ma być sposobem na zapewnianie go w przypadku osób niekorzystających z Internetu.

Reklama
Reklama

Na tej podstawie samorządy zaczęły prowadzić biuletyny informacyjne wydawane w papierze. By docierać do starszych mieszkańców. Z czasem te biuletyny w wielu miejscach zamieniły się w coś, co przypomina gazety. Wypierają i osłabiają prasę prywatną tam, gdzie bez nich ma ona doskonałe warunki rozwoju. Korzystając z danych red. Agnieszki Mazuś z Jawnego Lublina – podobieństwo polega na gazetowym papierze, dużej liczbie zdjęć, chwytliwych tytułach. Dodatkowo gazety władz samorządowych mogą sobie pozwolić na duże nakłady, bezpłatną – w bezpośrednim doświadczeniu odbiorcy – dystrybucję do skrzynek pocztowych, a nawet na trzy wydania w tygodniu. W czasie wyborów nakłady rosną. Gazety zatrudniają po kilkunastu dziennikarzy. Wiele lat temu Adam Ploszka i Dorota Głowacka przygotowali analizę konstytucyjności tych rozwiązań. Udowodnili, że są one niezgodne z zasadami społecznej gospodarki rynkowej i ogólną zasadą pomocniczości. W kwestii dostępu do informacji mogę dodać od siebie – czy chwytliwy tytuł i podkręcony artykuł, przedstawiający władzę w pozytywnym świetle, to faktycznie ta informacja, o którą chodzi w art. 61 Konstytucji RP?

Co jednak najważniejsze – propozycja dyskutowana przez rząd – wcale nie zakazywała biuletynów informacyjnych. Ale ograniczała ich liczbę do sześciu rocznie. Nie o to chodziło prezydentom największych miast. A jestem przekonana, że to oni i wszyscy, którzy faktycznie na tym stracą, znaleźli odpowiednie argumenty, by przekonać rząd.

Czytaj więcej

Zamieszanie z nową ustawą medialną. „Nagłe wykreślenie przepisów"

Prasa samorządowa remedium na powódź i klęski żywiołowe?

Pojawił się też w dyskusjach argument, że jeśli zakaże się wydawania takich gazet, samorządy nie będą mogły informować w razie zagrożenia – np. takiego jak powódź.

Na logikę. Czy wychodząca nawet trzy razy w tygodniu gazeta, której nie ma jak dostarczyć w sytuacji kryzysu, zapewni właściwe informowanie? Zresztą, w wielu mniejszych miejscowościach wydawnictwa te to kwartalniki, nieregularniki lub dwumiesięczniki. Trudno ocenić dokładną skalę, ale w badaniach Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska takich rzadszych wydawnictw była ponad połowa.

Zatem walka samorządów wcale nie dotyczy „zakazu informowania”, a zakazu „uprawiania propagandy”. Jestem przekonana, że o wycofanie tych przepisów nie walczyły te władze, które mediów nie wydają, ani te, które zmieściłyby się w sześciu wydaniach rocznie. Walczyła ta mniejszość, która straci możliwość kształtowania umysłów i ograniczania pluralizmu medialnego.

Reklama
Reklama

Czy gazety lokalnej władzy budują społeczeństwo obywatelskie?

No i w końcu sprawa najzabawniejsza. Pojawiły się analizy naukowe, że te gazety budują społeczeństwo obywatelskie. Chciałabym zobaczyć, jak to było badane. Na moją – wcale nie skromną – wiedzę, społeczeństwo obywatelskie to byt niezależny i nieogłupiony. Więc coś mi tu nie pasuje. Co więcej, w gazetach, które czytałam – a przeczytałam ich sporo – dość sporadycznie pojawiła się zachęta do dyskusji z władzą, brania udziału w konsultacjach i wpływania na jej decyzje.

Mogę natomiast przyznać inną rzecz – te gazety budują dumę z miejsca, w którym się żyje. I poczucie przynależności. To ważna rzecz, ale nie wyłącznie zarezerwowana dla gazet władzy. To mogą właśnie robić organizacje społeczne, a władza może je w tym wspierać. Nie mówiąc już o tym, że tę samą rolę mogą i pełnią gazety niezależne.

Lobbing przy tworzeniu prawa. Kopanie się z koniem?

Od dwóch lat w moich felietonach dla „Rzeczpospolitej” przewija się temat lobbingu, jakości tworzenia prawa, braku wizji państwa w zakresie przejrzystości. I tu widać, jak słaba jest pozycja Konstytucji i obywateli. Samorządowcy mają swoich byłych samorządowców w Sejmie, straszą, że wejdą do krajowej polityki, mają lobbystów opłacanych z pieniędzy podatnika, mają też Komisję Wspólną Rządu i Samorządu. Żeby coś się zmieniło, ktoś naprawdę musiałby chcieć słuchać społeczeństwa obywatelskiego. Jakie są na to szanse?

Autorka jest dyrektorką zarządzającą Fundacji dla Polski i członkinią zwyczajną Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska

Czytaj więcej

Koniec z abonamentem RTV od 1 stycznia 2027 roku? Projekt trafił do konsultacji
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: Prawo autorskie w prokuraturze się nie przyjęło
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Dajcie mi sędziego, a znajdę coś na niego
Opinie Prawne
Marek Kolasiński, Krzysztof Koźmiński: Czy powrót do przeszłości ma sens
Opinie Prawne
Sebastian Koćwin: Głos o sytuacji Funduszu Pracy
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: „Chów wsobny” sędziów nie okazał się dobrym rozwiązaniem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama