Piotr Zapadka: Przywrócenie praworządności – tylko z apolityczną prokuraturą

Nowy rząd zaczął swoją misję w sposób ważny i symboliczny zarazem: od powołania międzyresortowego zespołu, który zajmie się przywracaniem praworządności. Tej praworządności nie da się przywrócić bez sumiennego wyjaśnienia wszystkich – a jest ich niestety wiele – przypadków łamania prawa, w tym stosowania bezprawnej inwigilacji i wnioskowania o tzw. areszty wydobywcze. Jednocześnie należy zastanowić się, jak udoskonalić polskie prawo tak, by żadna władza nie mogła wykorzystywać go w celu niszczenia tych, których uznaje za wrogów.

Publikacja: 20.12.2023 09:47

Prokuratura Krajowa

Prokuratura Krajowa

Foto: Fotorzepa / Paweł Rochowicz

Pegasus połączył w sprzeciwie wobec praktyk PiS

W ostatnich miesiącach i media, i politycy ujawnili praktyki inwigilacji za pomocą systemu Pegasus. Piętnowano je od lewa do prawa. Marcin Bosacki (KO) podkreślił, że „afera Pegasusa jak chyba żadna inna pokazuje skalę bezwstydu rządów PiS-u, skalę łamania prawa, skalę niszczenia obywateli i skalę wykorzystywania struktur państwa do partyjnych interesów partii rządzących”. Lider Konfederacji Sławomir Mentzen ocenił zaś: „Historia użycia przez rząd PiS-u, przez służby PiS-u Pegasusa od samego początku jest historią działań nielegalnych, niemoralnych, wręcz obrzydliwych”. Można rzec, że rządzącemu do niedawna PiS-owi udało się w tej sprawie zjednoczyć ugrupowania, które na co dzień są dalekie od współpracy.

Narzędzia służące do inwigilacji były wykorzystywane – jak wszystko wskazuje – nie tylko do walki z politycznymi przeciwnikami, ale do polowania na tych, których rządzący uznali za wrogów. Kluczowe jest tu właśnie sformułowanie: „uznali”. Wrogiem mógł okazać się prokurator, który piętnował nadużycia władzy albo przedsiębiorca, który odniósł sukces bez dogadywania się z rządzącymi. Warto przypomnieć dwa przykłady ludzi, których problemy z powodu inwigilacji jeszcze się finalnie nie zakończyły.

Ewa Wrzosek – czyli z dużej chmury nie ma deszczu

26 października, czyli jedenaście dni po przegranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach, Sąd Najwyższy przywrócił do pracy zawieszoną w obowiązkach od grudnia 2022 roku prokuratorkę Ewę Wrzosek. Sąd w uzasadnieniu podkreślił, że nie wykazano, co w czasie od pierwszego zawieszenia do chwili obecnej zostało wykonane, co uprawdopodabniałoby rzeczywistą konieczność przedłużenia okresu zawieszenia. Wniosek – przez dziesięć miesięcy w rzekomo skandalicznej sprawie nie ruszono palcem. Zarzuty okazały się po prostu pretekstem, by odsunąć od czynności niewygodną śledczą.

Co zarzucono prokuratorce? Wedle Prokuratury Regionalnej w Szczecinie miała ona przekazywać osobom nieuprawnionym informacje z toczącego się postępowania, które dotyczyło warszawskiego Ratusza. Miała również dopuścić się niedopełnienia obowiązków służbowych i – a jakże by inaczej – angażować się w działalność polityczną. Przez tę ostatnią rozumiano chyba głośne i odważne wskazywanie na niszczące praworządność działania władzy. Także prokuratury. Podstawą tych bardzo poważnych oskarżeń były dane uzyskane dzięki inwigilacji, w tym wiadomości tekstowe w telefonu Ewy Wrzosek.

Czytaj więcej

Prokurator zawieszona za kontakty z prok. Ewą Wrzosek wraca do pracy

Oczywiście, fakt krytykowania bezprawnych działań władzy nie immunizuje nikogo. Jednak przez dziesięć miesięcy nie zdołano postawić prokuratorce zarzutów, co więcej – jak wytknął Sąd Najwyższy w postaci powołanej przez PiS Izby Odpowiedzialności Zawodowej – w zasadzie nie zrobiono nic. A przecież, gdyby dysponowano jednoznacznym materiałem dowodowym, władza stanęłaby na głowie, żeby przed wyborami rozpocząć pokazowy proces krytycznej wobec tejże władzy prokuratorki.

Polowanie na mecenasa-polityka

Kolejny przykład, tym razem z pogranicza świata prawniczego i politycznego. Mecenas Roman Giertych należy do najostrzejszych krytyków PiS i największych przeciwników tej partii. A jej praktyki poznał jako lider Ligi Polskich Rodzin, koalicjanta PiS w kadencji 2005-2007.

I tutaj, jak w przypadku prokurator Wrzosek, śledczy przygotowali poważne zarzuty. Giertychowi zarzucono przywłaszczenie mienia wielkiej wartości w kwocie ponad 72 mln zł i wyrządzenia giełdowej spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, ponadto pranie brudnych pieniędzy w kwocie prawie 5,2 mln zł oraz wyrządzenie spółce Polnord szkody w wysokości 4,5 mln zł pod pozorem umowy na reprezentowanie tej spółki przez kancelarię prawną Romana Giertycha w postępowaniu przed sądami. Niewątpliwie tak poważne zarzuty mogłyby spowodować zastosowanie aresztu, gdyby… zostały uprawdopodobnione. W marcu i kwietniu 2022 r. kolejno Sąd Rejonowy dla Lublina-Zachód i Sąd Okręgowy w Lublinie jako sąd odwoławczy nie uwzględniły wniosku prokuratury o areszt. Jak wskazała rzecznik SO Barbara Markowska: „w realiach tej sprawy brak jest podstawowej przesłanki pozwalającej na stosowanie jakichkolwiek środków zapobiegawczych”. Prokuraturze wytknięto jednostronną ocenę zgromadzonych dowodów. Tłumacząc z prawniczego na polski: przedstawione zarzuty nie znajdują potwierdzenia w materiale dowodowym i nie ma prawdopodobieństwa, że Roman Giertych dopuścił się zarzucanych mu czynów.

Na Giertycha prokuratura PiS polowała od lat. W październiku 2020 r. zatrzymano go w gmachu sądu. Dokładnie trzy lata później, 3 października br. Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na rzecz prawnika i polityka 20 tys. zł tytułem odszkodowania za bezzasadne zatrzymanie.

Wygląda na to, że kropkę nad „i” postawi sam poseł Giertych. Jak donoszą media i jak sugerują jego klubowi koledzy, będzie brał udział w pracach nad rozliczeniem łamiących praworządność praktyk poprzedniej ekipy rządzącej. W jego przypadku powiedzenie: dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf próbowano zastosować w praktyce. Dzięki niezawisłym sądom skończyło się na próbach – co prawda dla Romana Giertycha mało komfortowych.

Czytaj więcej

Roman Giertych: Zbigniew Ziobro przegrał ze mną w sądzie

Wrocławski przedsiębiorca zmiękczany aresztem

Drugi przykład też dotyczy sprawy, którą prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Dotyczy ona właściciela jednej z największych polskich firm farmaceutycznych. Wydawałoby się – firma rodzinna z czysto polskim kapitałem powinna być hołubiona przez władzę, która na sztandarach miała wspieranie polskiego biznesu. A jednak okazało się, że i z taką kartą można trafić w szeregi wrogów. Wystarczy zeznanie osoby przebywającej w areszcie. Otóż tenże aresztowany złożył zeznania obciążające 70-letniego właściciela spółki Hasco-Lek, Stanisława Hana. Poza zeznaniami nie przedstawiono żadnych dowodów, które miałyby świadczyć o winie biznesmena. Dokumenty (faktury), które według śledczych mają potwierdzać zeznania przeciwko przedsiębiorcy, nie potwierdzają ich w żaden sposób. Podkreślili to w swojej opinii tak wybitni specjaliści, jak prof. Elżbieta Chojna-Duch i dr Michał Bieniak. Tu pozwolę sobie na małą dygresję: profesor Chojna-Duch jest doradczynią prezesa NBP, więc do obozu wojującego z PiS trudno ją zaliczyć…

Na podstawie takich bardzo wątpliwej jakości dowodów starszy człowiek został aresztowany i spędził w celi dwa miesiące. Jak informował po wyjściu, w tym czasie próbowano wymusić na nim sprzedaż Hasco-Lek. W areszcie zjawił się notariusz z gotową umową sprzedaży udziałów w spółce. Stanisław Han nie dał się zastraszyć i odmówił. Sąd również uznał, że prokuratura próbuje uwikłać biznesmena w zarzuty niepoparte dowodami. Nie tylko nakazał zwolnienie go z aresztu, ale również nie zgodził się na zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci zabrania paszportu. Zaznaczył w uzasadnieniu, że nie tylko nie zachodzi obawa matactwa, ale po prostu nie ma dowodów uprawdopodabniających zarzuty. W Polsce, w której około 90% wniosków prokuratury o areszt sądy akceptują (co też jest patologią), taka decyzja stanowi dobitne potwierdzenie, że oskarżenia zostały zmanipulowane.

Ograniczyć złe pokusy władzy

Dwie osoby, dwie sprawy, jedna prokuratura. Obie te sprawy nie zakończyły się w momencie odsunięcia PiS od władzy, bo machiny, która została uruchomiona, nie da się szybko zatrzymać. I Ewa Wrzosek, i Stanisław Han muszą funkcjonować w cieniu poważnych zarzutów, które nie są oparte na poważnych podstawach. I pozostaje mieć nadzieję, że przywracanie praworządności zacznie się między innymi od szybkiego prześwietlenia najbardziej bulwersujących postępowań upolitycznionej prokuratury i od oczyszczenia z zarzutów tych ludzi, przeciwko którym nie przemawiają żadne wiarygodne dowody.

Nie znaczy to, że tylko PiS jest formacją, która ulega pokusie wykorzystywania prawa i prokuratury do walki z przeciwnikami – realnymi bądź wyimaginowanymi. Nie mam wątpliwości, że i w obecnej koalicji odezwą się takie pokusy. Dlatego jednym z priorytetów powinno być odpolitycznienie prokuratury i rozdział funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. Dobrze by było, gdyby władza sama sobie ograniczyła pokusy, które prowadzić mogą do jej deprawacji.

Prof. UKSW dr hab. Piotr Zapadka

Specjalista od prawa gospodarczego i karnego

Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy tylko PO ucywilizuje lewicę? Aborcyjny happening Katarzyny Kotuli
Opinie Prawne
Marek Dobrowolski: Trybunał i ochrona życia. Kluczowy punkt odniesienia
Opinie Prawne
Łukasz Guza: Ministra, premier i kakofonia w sprawach pracy
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie Prawne
Bychawska-Siniarska, Gliszczyńska-Grabias: Polska niechlubnym liderem SLAPP-ów