Wojciech Tumidalski: Minister Kaleta jak babcia Pawlakowa z granatem

Słowa wiceministra sprawiedliwości, który uważa, że Igor Tuleya nie dostanie żadnych pieniędzy, bo polski Trybunał Konstytucyjny unieważnił europejską konwencję, jako żywo przypominają cytat: sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Publikacja: 07.07.2023 11:53

Sebastian Kaleta

Sebastian Kaleta

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Nie wiem, co mnie tknęło, że znów obejrzałem kultową komedię „Sami swoi”, gdzie swary rodów Kargulów i Pawlaków z początku śmieszą, ale w gruncie rzeczy ukazują jedną z naszych narodowych cech. Spójrzmy na scenę, w której Pawlak dowiaduje się, że ma jechać do sądu, bo pozwał go Kargul – sąsiad i odwieczny wróg. O uśmierconego przez Pawlaka kota, za którego Kargul zapłacił kwintalem pszenicy i kołem od roweru – by zwierzę łowiło myszy w obu gospodarstwach. Sołtys, wręczający Pawlakowi wezwanie na rozprawę, nie kryje satysfakcji, że pierwszy w całej gminie proces o majątek będzie się toczył między mieszkańcami jego gromady. A stara Pawlakowa wręcza synowi dwa granaty, wypowiadając legendarne: sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Gdyby dziś ktoś znów chciał kręcić „Samych swoich” mam propozycję do obsady roli starej Pawlakowej: to Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości, który idealnie wczuł się w ten charakter.

Gdy w czwartek Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska naruszyła prawa sędziego Igora Tulei, odsuwając go od orzekania rękami nielegalnej Izby Dyscyplinarnej i obniżając jego pensję – za co Strasburg przyznał mu 36 tysięcy euro zadośćuczynienia – minister Kaleta postanowił udzielić pouczenia wszystkim piszącym o tej sprawie. Stwierdził mianowicie, że Polska sędziemu Tulei nic nie zapłaci, bo przecież Trybunał Konstytucyjny jasno stwierdził, że to orzeczenie Strasburga nie ma żadnej mocy prawnej, bo ETPC nie może oceniać legalności powołań sędziowskich. Wypisz wymaluj: „Sąd sądem, ale sprawiedliwość….”

Czytaj więcej

Sędzia Igor Tuleya wygrał w Strasburgu

Tylko że tak naprawdę nie ma się z czego śmiać, gdy członek kierownictwa resortu sprawiedliwości szerzy takie fake newsy. Werdykt TK interpretujący Europejską Konwencję Praw Człowieka od początku był powszechnie krytykowany, bo tak się składa, że to Strasburg ma prawo oceniać prawo krajowe, natomiast próba oceny przez polski organ konstytucyjny konwencji europejskiej może wzbudzić co najwyżej uśmiech politowania. I wiedzą to nawet studenci prawa, więc na miejscu pana ministra nie obnosiłbym się z tymi niedostatkami edukacji.

Na marginesie dodajmy, że to nie minister sprawiedliwości tylko resort spraw zagranicznych wypłaca pieniądze należne osobom, które wygrały sprawę w Strasburgu. I nie jestem pewien, czy minister Zbigniew Rau, profesor nauk prawnych, podziela w tym przedmiocie opinię wiceministra Kalety. I ciekawe co się stanie, gdy po te pieniądze przyjdzie komornik – bo i to jest przecież niestety możliwe.

Ale w sumie jest gorzej – bo to nie niewiedza wiceministra sprawiedliwości, tylko świadomy zamiar tworzenia państwa podwójnego, w którym na użytek wewnętrzny marszczy się brwi i wywołuje emocjonalne wzmożenie, a na zewnątrz już tego robić nie wypada, bo wstyd i śmiech na sali.

A nasi, cóż… Można przywołać inną scenę z „Samych swoich”, gdy Kargul zrzuca z płotu garnki, myśląc, że to Pawlaka, a ten odpłaca się cięciem na strzępy koszul, bo jest pewien, że to odzienie sąsiada. Tymczasem oni niszczyli własne rzeczy. Tak jak nasza władza, „odrzucająca dyktat Brukseli i Strasburga” niszczy rodzime sądownictwo, nie rozumiejąc, że krajowe sądy i europejskie trybunały to jeden, wspólny system. I pozostaje pytanie, kto się nadaje do roli sołtysa, który we współczesnej wersji filmu cieszyłby się, że to w jego gromadzie mamy pierwszy proces o majątek. Może jakiś zagraniczny aktor, ze wschodnim akcentem.

Nie wiem, co mnie tknęło, że znów obejrzałem kultową komedię „Sami swoi”, gdzie swary rodów Kargulów i Pawlaków z początku śmieszą, ale w gruncie rzeczy ukazują jedną z naszych narodowych cech. Spójrzmy na scenę, w której Pawlak dowiaduje się, że ma jechać do sądu, bo pozwał go Kargul – sąsiad i odwieczny wróg. O uśmierconego przez Pawlaka kota, za którego Kargul zapłacił kwintalem pszenicy i kołem od roweru – by zwierzę łowiło myszy w obu gospodarstwach. Sołtys, wręczający Pawlakowi wezwanie na rozprawę, nie kryje satysfakcji, że pierwszy w całej gminie proces o majątek będzie się toczył między mieszkańcami jego gromady. A stara Pawlakowa wręcza synowi dwa granaty, wypowiadając legendarne: sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Fundusz nieprawidłowości. Ktoś za to odpowie, ale czy ci, którzy powinni?
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: ZUS in Digital Age, czyli zlikwidować urzędy skarbowe
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Kampania za rządowe pieniądze? Krzysztof Szczucki prochu nie wymyślił
Opinie Prawne
Piotr Podgórski: Jak walką z cyberzagrożeniem wylewamy dziecko z kąpielą
Opinie Prawne
Tomasz Justyński: Czy to już koniec zasiedzenia, jakie znamy?