Tomasz Pietryga: Za komisją stoją złe intencje

Nie o wytropienie rosyjskich agentów chodzi, ale o pognębienie przeciwników politycznych, aby odebrać im szanse wyborcze.

Publikacja: 31.05.2023 03:07

Tomasz Pietryga: Za komisją stoją złe intencje

Foto: PAP/Leszek Szymański

Źle się dzieje, gdy prawo pisane jest na polityczny użytek. Takich przykładów w Polsce mamy wiele, jednak ustawa o komisji ds. badania rosyjskich wpływów poza ten i tak zły standard znacząco wykracza. Oczywiście można mieć wątpliwości, czy ten prawniczy potworek (a może nawet potwór) rzeczywiście zamknie drogę liderom opozycji do najważniejszych instytucji państwowych. Tu jednak sama idea jest skażona złymi intencjami. Bo nie o wytropienie rosyjskich agentów chodzi (to mogą robić służby), ale o pognębienie przeciwników politycznych, aby odebrać im szanse wyborcze. A to z prawem, jego duchem nie ma nic wspólnego. Straty mogą być za to ogromne.

Komisja, która najpewniej będzie miała czysto polityczny skład, jeszcze bardziej zbrutalizuje życie publiczne, rozkręci ogromną spiralę społecznych emocji i pogłębi podziały. W gorącym okresie przedwyborczym emocje łatwo przeniosą się na ulicę i do polskich domów. Przepisy mogą mieć też destrukcyjny wpływ na relacje władza–media. Pomysł, aby dziennikarzy ściągać przed oblicze komisji, wciąga media na polityczne pole walki. W ten sposób „czwarta władza” stanie się przeciwnikiem w politycznym sporze, a nie tego sporu recenzentem. To może być zabójcze dla debaty publicznej.

Czytaj więcej

Fakty i mity o "lex Tusk". Czy kontrowersyjna ustawa wpłynie na wynik wyborów

Wreszcie, członkowie komisji uzyskają dostęp do informacji i danych wrażliwych właściwie wszystkich instytucji państwowych: sądów, prokuratury, służb, profesji objętych tajemnicami handlowymi czy zawodowymi. A to już tylko krok do wejścia, pod przykrywką szukania rosyjskiej agentury, w życie prywatne czy intymne politycznych oponentów. Rzecz niezwykle niebezpieczna z punktu widzenia praw obywatelskich. PiS chce utrzymać władze za wszelką cenę, zrzucając na polityczną planszę bombę atomową.

Jednak, wykonując taki ruch, podejmuje ogromne ryzyko. W 2007 roku PiS urządziło publiczny spektakl z zatrzymania skorumpowanej posłanki PO Beaty Sawickiej. Wytworzona wtedy atmosfera społecznego napięcia, a nawet zagrożenia, sprawiła, że wyborcy odrzucili ten sposób rządzenia i PiS przegrało wybory. Wydawało się, że z tamtej lekcji Jarosław Kaczyński wyciągnął wnioski, ale może pamięć bywa zawodna.

Do tej pory prawica wygrywała wybory programami socjalnymi, solidaryzmem społecznym i wiarygodnością spełnianych obietnic. Dziś wracają demony sprzed lat. PiS znowu postawiło na destrukcję życia społecznego, a tego żadna, nawet najostrzejsza kampania wyborcza, nie usprawiedliwia.

Źle się dzieje, gdy prawo pisane jest na polityczny użytek. Takich przykładów w Polsce mamy wiele, jednak ustawa o komisji ds. badania rosyjskich wpływów poza ten i tak zły standard znacząco wykracza. Oczywiście można mieć wątpliwości, czy ten prawniczy potworek (a może nawet potwór) rzeczywiście zamknie drogę liderom opozycji do najważniejszych instytucji państwowych. Tu jednak sama idea jest skażona złymi intencjami. Bo nie o wytropienie rosyjskich agentów chodzi (to mogą robić służby), ale o pognębienie przeciwników politycznych, aby odebrać im szanse wyborcze. A to z prawem, jego duchem nie ma nic wspólnego. Straty mogą być za to ogromne.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Piotr Podgórski: Jak walką z cyberzagrożeniem wylewamy dziecko z kąpielą
Opinie Prawne
Tomasz Justyński: Czy to już koniec zasiedzenia, jakie znamy?
Opinie Prawne
Pietryga: Kompromis czy konfrontacja w sprawie KRS? Sądzę, niestety, że to drugie
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: W co gra Tomasz Szmydt? Małpa z brzytwą na ramieniu Łukaszenki
Opinie Prawne
Paweł Litwiński: Jak chroni się dane w sądach? Cóż…